Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silver. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silver. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lipca 2017

Silver odchodzi!

Witam. Odchodzę z bloga. Po tym co się stało nie mam po co tu być, skoro adminki mnie nie chcą, a ja nie chcę się zamęczać tą kłótnią i innymi. Mimo to dobrze, że reszta członków nie była świadkiem tego, bo to nie jest ich wina. Ja odchodzę i nie mam zamiaru wracać. Zrobiłam sobie kopię najważniejszych rzeczy (Oczywiście nie będę korzystać z tego, co nie moje tzn. fabuły) aby kiedyś może z tego skorzystać, co zrobiłam. Chcę odejść w pokoju, więc nie wykorzystam tego postu do wypisywania moich argumentów tylko chcę powiedzieć Dess, jeśli tu wejdzie, że napisałam do niej na Howrse i proszę, by zajrzała tam. Co adminki zrobią z tym blogiem - nie wiem, ale co zrobią to będzie. Trudno. Choć przeżyłam tu wiele miłych chwil to muszę to skończyć, by się nie męczyć ani nie "wkurwiać" Alexa.
Maybe kiedyś się spotkamy w pokoju, by normalnie porozmawiać, a tym czasem żegnam was,
Percia

niedziela, 7 maja 2017

Od Silvera C.D Dessin "Lennowski wieczorek", cz. 1

     Och tak, Dessin była niewątpliwie głupia. Przecież gdyby mu nie zależało, to by tu nie przychodził...Oczywiście nie mówił nic o śnie, bo nie chciał, by Dess uznała go za trzęsiportka.
Ale cóż, widocznie przekonanie Silvera wcale nie pomogło waderze, bo wciąż miała wątpliwości.
-Wiem. Ale przecież mogę być tylko na chwilę.
-Och nie pie*dol....Znaczy, oczywiście, że nie! Wiesz, że lubię takie długie spacery?-uśmiechnął się, a ta spojrzała na niego spojrzeniem pt. "WTF, co ty gadasz? No ale okej, jak chcesz robić z siebie idiotę."
-To co, wracamy?-zapytał, zbity z tego bardzo nędznego tropu, jakim było gadanie o długich spacerach i...Ekhem...
-Cały czas to robimy.-rzekła, śmiejąc się.


***

    W końcu dotarli na miejsce. Pierwszy odruch, jaki wykonał basior, to, oczywiście, powitanie swojej służby.
-ISABELLE!-ryknął na całą, bardzo obszerną siedzibę. Czarna wadera od razu podbiegła ze służalczą miną.
-Tak, panie? Od razu mówię, żadni niepożądani goście nie naszli na nasze tereny.
-ZRÓB COŚ DO JEDZENIA! I TO JUŻ, MAMY GOŚCIA...Yyy...-widząc minę Dessin, zmienił ton-Znaczy...Yyy...Proszę, zrób coś do jedzenia w trybie nał, bo mamy gościa i ten, no, to nie byłoby fajne jej niczym nie poczęstować...Okej, Isabelle?
Wyraz twarzy i postawa Isabelle nie wyrażała nic poza głębokim szokiem.
Ogólnie, to gdyby był w korytarzu wejściowym ktoś poza nią i dwoma strażnikami przy wejściu (którym, swoją drogą, opadły szczeny) to Silver miałby cały przedsionek pełen "trupów". Wszyscy byli przyzwyczajeni do dość głośnego i mało grzecznego wydawania rozkazów, a słowo "proszę" pojawiało się tutaj tak często jak ruskie pierogi-czyli nigdy. Nic więc dziwnego, że był to po prostu wybuch mózgu dla takiej biednej samicy.
-Isabelle? Halo?-szepnął basior.
Zero odpowiedzi.
-Isabelle? Nie rób jaj i rusz się!
Znowu nic.
-ISABELLE TY LENIWY WORKU KARTOFLI RUSZ SWOJE GRUBE DUPSKO I DO ROBOTY!-krzyknął, wkurzony i nie mogąc powstrzymać swojego powołania, jakim jest, za przeproszeniem "darcie mordy".
Natomiast to już podziałało, bo ta kiwnęła lekko głową i zaczęła szybko mrugać, po czym rzekła:
-T-tak, o panie. MARIOLA!-krzyknęła w stronę kuchni. Po chwili pojawiła się owa różowa wadera, która wcześniej została posądzona o "zdradę za skrzydła".- Przygotuj kolację na dwie porcję. Taką wystawną. Masz dziesięć minut.-Mariola zlustrowała wzrokiem Silvera i rzekła:
-Aż tak chce pan pobić rekord Guinessa na najbardziej otyłego wilka?
-TO NIE DLA MNIE TY IDIOTKO, MAMY GOŚCIA, WIĘC OKAŻ TROCHĘ SZACUNKU ALBO SKAŻĘ CIĘ NA WĄCHANIE CUDZYCH SIKÓW...To znaczy...sprawdzania znaczeń terenu. ROZUMIEMY SIĘ?!
-T-taa...
Nagle Isabelle spojrzała na Dessin. Ta leżała na na podłodze i zanosiła się śmiechem.
-Jeśli u was tak zawsze, to chcę tu zamieszkać. To lepsze niż amerykańska komedia!

***

    -Proszę, o panie.-rzekła różowa wadera, kładąc przez Silverem ostatni półmisek z pieczonym gównem klopsikami po żebracku. Pewnie zastanawiacie się, skąd ta nazwa? No bo cóż, było ich bardzo mało i to bez żadnych sosów czy innych rzeczy. Absolutne przeciwieństwo tego, co codziennie jadał przywódca, czego, oczywiście, nie omieszkał wytknąć szefowej kuchni.
-CO TO ZA BOBKI MI PODAJESZ?! JA CHCĘ JEŚĆ, A NIE ZLIZYWAĆ RESZTKI Z TALERZA!
-Zamknij się, Silv.-rzekła Dess, ale on spojrzał się na nią, marszcząc się. Ona jadła w najlepsze prawie wszystko, co jej podano. On tknął jedynie pieczeń z łosia, jedyne "godne" danie. Nagle spostrzegł niosącą olbrzymi świecznik waderę w beżu, która, jednym tupnięciem o posadzkę zapaliła wszystkie knoty.
-Skąd wytrzasnęłaś ten podtrzymywnik na płonące topiące się cośki?-basior był pod wrażeniem. Pierwszy raz widział coś takiego. Dessin parsknęła w swój gulasz.
-Był w łupach z okolicznego miasta ludzi.-odparła wadera beznamiętnie.
-Jak skończymy, przenieś mi to coś do sypialni, podoba mi się.-rzekł. Biała wadera siedząca na przeciwko niego znowu zaczęła chichotać brudząc nos sosem.- Co znowu?- zapytał, widząc to.
-Już wiem, co ci kupić na urodziny, hehe.
-Co?
-Taki sam świecznik, tylko na sufit.
-Uooou...Kurde!-mruknął po chwili.
-Co?
-Teraz ja będę ci musiał coś kupić!
-Oj tak, nie odpuszczę ci tego.-zaczęła się śmiać. Silver był oburzony, ale szybko się rozchmurzył.
    Skończyli jeść. Pozostawała jeszcze kwestia spania.
-Isabelle, umieść Dessin w sypialni gościnnej.-rzekł basior władczym (bardzo) tonem. Ta jednak stała.
-Nie stój tak, słyszałaś rozkaz!
-Ale mi nie mamy sypialni gościnnej.-powiedziała cicho wilczyca, czekając na wybuch króla.
-COOOOOO? JAK TOOOOO?
-Tak to. Nigdy nie kazałeś nam jej zbudować.
-TO TRZEBA BYŁO O TYM POMYŚLEĆ, MOJA DROGA!
-Ostatnio, jak parzyłyśmy z Mariolą, Beatą i Stellą melisę bez twojego pozwolenia zrobiłeś nam panie awanturę.
-Nie chodziło mi wtedy o to, że ją parzyłyście bez pozwolenia.-rzekł cicho.-Tylko o to, że mi nic nie zostawiłyście!
-Myślałam, że gardzisz herbatkami ziołowymi, o panie.
-Nie gardź nimi, bo jeśli tak dalej pójdzie będziesz musiał je regularnie przyjmować-powiedziała Dessin.
-A zamilcz. Idź ćpać na dworze.
-CO?-zdębiała. Ja NIE ćpam!
-O matko, chodziło mi o spanieeee.-ziewnął.-Śpij na dworze albo ze mną. Chyba, że lubisz spać na podłodze, to wyjątkowo pozwolę ci klapnąć w składziku. ALE TYLKO RAZ!
-Dobra. Śpię u ciebie.
-No i fajno.-wadera pobiegła do sypialni. O dziwo wiedziała, gdzie to jest. On postanowił się nie śpieszyć. Wszedł i aż oniemiał. Ona leżała sobie w najlepsze na JEGO łóżku.
-Hmm, wygodnie tu u ciebie.-mruknęła.
-Ej, WYPAD Z MOJEGO ŁOŻA!-nagle przypomniał sobie do dobrych manierach-Znaczy, yyyy... Chyba będziemy musieli się tu zmieścić. Suń się.

<CDN, i to już 18+ ( ͡° v ͡° )>

niedziela, 19 marca 2017

Od Silvera. C.D Dessin

     (Mówię wam, to opo mnie rozwala XD)

*To było przed porwaniem Katelyn i pytaniem o sojusz*

     Och tak, idź sobie! I zgnij w swojej urazie!- pomyślał Silver i odwrócił się na łapie. Wracał do siebie.-A spróbuj tylko wrócić i błagać o litość! Nie tylko pozbawisz się honoru, ba! Obiecuję ci, że zginiesz na miejscu!- dodał, choć miał pewność, że wadera wolałaby zginąć niż pokazać w jakikolwiek sposób, że chce wrócić. Uparta jak osioł...Gdyby tylko coś jej to dało! 
***
     [...] Przed oczami mignął mu biało-czerwony kształt. Rozsunął łapą trawę i poczuł, że serce mu staje, nie pompuje krwi, jest tak nieruchome jak całe jego ciało oraz mina wyrażająca przerażenie i dziką rozpacz. Widział wilczy pysk zalany krwią i zaciśnięte w bólu oczy, zauważył kątem oka też spuchniętą nogę. W oczy rzucił mu się różowo niebieski wzór wokół zamkniętego ślepia...Poczuł, że nogi mu miękną, a powieki opadają. Usłyszał głuche tąpnięcie własnego ciała w wysokiej trawie.


    Basior obudził się we własnej jaskini ze sklejoną od potu sierścią. Co za koszmar! Wyraźnie wyczuwał odór własnego strachu. Żeby zły sen tak go poruszył! Ale i tak czuł poczucie winy i paraliżujące przerażenie na samo wspomnienie. Nie mógł sobie przypomnieć, co było między jego słowami, och, jakże strasznymi słowami!, a tą okropną sceną. Ale chyba nie było to warte zapamiętania, a jeśli też było straszne, to dzięki wielkie, że tego nie pamiętał! Zresztą, próbował sobie wszystko przypomnieć, ale detale mu zanikały. Jednak nadal słyszał swoje okropne słowa I zgnij w swojej urazie!, które tak mu dudniły w głowie jak bęben śmierci, czy jakoś tak. Ona naprawdę zgniła w tym śnie. Choć Silver nawet nie zdążył spostrzec, czy klatka się rusza, miał poczucie, że tak, rzeczywiście zgniła. W sensie nie żyła, bo ciało było chyba świeże. Ale DLACZEGO to go obchodziło?! Przecież to straszna myśl, zwłaszcza, gdy to jest...członek twojego klanu.
    Całe szczęście do jaskini nieśmiało weszła czarna wilczyca z długą grzywą i rzekła:
-Panie, ostatnio zauważyliśmy dwa koty na naszym terenie. -widząc jego minę, szybko dodała- Oczywiście zabiliśmy je i wyrzuciliśmy ich ciała daleko za nasze tereny, nawet nie pochowaliśmy tych pogańskich istot ciemności, o Panie. Ich ciała będą tam gniły po wsze czasy, Panie mój.-Na to zdanie w myślach znów przypomniało mu się I zgnij w swojej urazie. 
-MAM NADZIEJĘ, ŻE TAKA SYTUACJA SIĘ NIE POWTÓRZY, MOJA DROGA! NA NASZE ŚWIĘTE TERENY NIE MAJĄ PRAWA WCHODZIĆ TE SZUMOWINY, ZDRAJCY WŁASNEGO ŻYWIOŁU! TAK, KOTY TO ZDRAJCY, ZAPAMIĘTAJ TO, ISABELLE!-ryknął na nią, lecz nie do końca mu to przeszło. Ta stała jak osłupiała, a po chwili niepewnie weszła druga, tym razem bliżej nieznana mu wadera o różowej sierści i białych pierzastych skrzydłach.
-Panie, czy wszystko w porządku?-Och, jak pragnął jej zaprzeczyć! Przecież nic nie jest w porządku!
-PATRZCIE JĄ, NASTĘPNA ZDRAJCZYNI! WILKI NIE SĄ STWORZENIAMI POWIETRZA, NIE MAJĄ PRAWA MIEĆ SKRZYDEŁ!-darł się.- WSZĘDZIE POGANIE, NAWET WE WŁASNYM KLANIE!
Isabelle, która przywykła do humorów swojego "Króla", rzekła:
-Panie, Pan też ma skrzydła!-Silver osłupiał i po chwili zaczął się śmiać z własnej głupoty. Po czym rzekł:
-Co racja to racja, Isabelle! Widocznie też jestem poganinem! Chwała ci, bo ich nie masz!- tutaj czarna zarumieniła się.-Ale zapamiętajcie- dodał poufnym tonem- koty to i tak poganie nad pogany, a ludzie to dwunożni debile.
Wadery zaśmiały się i już miały wyjść, gdy rzekł, całkiem poważnie:
-Zróbcie sobie melisy czy jakie wy tam zielsko parzycie i pijecie. Chyba wam pomaga na moje fochy.-te kiwnęły głowami i wyszły. Wraz z nimi wypłynęła cała radosna atmosfera i ożywienie wręcz pijackie dla króla zrzędy w średnim wieku.
     Gdyby tylko nie wygnał Dessin! Ta zaraz okrzyknęłaby go starym baranem i debilem, który robi, zanim pomyśli. Silver Spirit Fire, wielki, przerażający lider Klanu Wilków, przy okazji stary baran, osioł i bezmózgi debil! Hahahah, jakie to śmieszne!
Ale jej tu nie ma. Jej i tej napiętej gadki z wyzwiskami. Dlaczego to się skończyło? Zaczął żałować, że postąpił tak, a nie inaczej. Mógłby pozwolić jej się fochnąć, ale chociaż miałby zabawę i byłby z nią. Isabelle i inne tylko gorliwie potakiwały głową na jego żarty-nawet nie wiedział, czy go śmieszą. A ona- ONA to potrafiła dopiec!
I ten sen...
    Nie, on MUSI ją znaleźć. Musi, choćby miałby przypłacić własnym horonem i zdrowiem swojego przyrodzenia (nigdy nie wiadomo, czy nie przyjdzie jej do głowy w wściekłości walnąć go w czułe miejsce)! Ile minęło? Och tak, JEDEN DZIEŃ! Ależ ten Silver zmienny i wzburzony- normalnie jak woda w kiblu. Ale życie, idzie jej poszukać. Zostawia klan Isabelle pod opiekę (w końcu nie ma zastępcy) i rusza w drogę. Najpierw poszuka na granicach, a potem ewentualnie zakradnie się na cudze tereny. Bo cóż mają za wagę ustalone podziały, skoro on stracił jedyną osobę, która tak wiele dla niego znaczyła? Mimma to demon, więc na pewno nie zrozumie, ale Katelyn (przywódczyni ludzi- dwunożnych łysych debili) pewnie tak, jak mogłaby nie zrozumieć, skoro związki ludzkie są tak częste, lecz zarazem tak nietrwałe?
-LOL.- mruknął Silver.
      Godziny mijały, a on nie przestawał szukać. Nie zatrzymywał się nawet w "ważnych sprawach", takich jak jedzenie czy, z braku lepszego słowa, "zesranie się" pod drzewem. Istniał tylko jeden cel- znaleźć i przeprosić Dessin. Nawet, jak nie zechce wrócić, on musi mieć świadomość, że ona żyje, a ten koszmar to jedynie obrazy tworzone przez własne sumienie. A miał wrażenie, że to nie było jedynie to okropne sumienie, które truło mu przez cały dzień tyłek.

***

      Zapadał wieczór. Do basiora dotarło, że jedna doba to za mało na obejście całej Terry Nihil. Powieki mu ciążyły i pewno dawno by zasnął, gdyby nie świadomość tego, że coś mogło jej się stać. Więc szukał dalej. Aż w końcu...
      Zaczynał sobie przypominać ten krajobraz. Właściwie czuł, jakby przeżywał zjawisko zwane Déjà vu, czyli tłumacząc Wikipedią: "odczucie, że przeżywana sytuacja wydarzyła się już kiedyś, w nieokreślonej przeszłości, połączone z pewnością, że to niemożliwe." Te same drzewa, ta sama pora, ta sama, zdradziecka wysoka trawa. Oraz...NIE! TEN BIAŁO CZERWONY KSZTAŁT!
Normalnie cieszyłby się, że ma moc jasnowidzenia, ale to go przerosło. Drżał. Bał się-on, tak! On- bał się odsłonić łapą trawę, by ujrzeć to, co już raz widział. Ale nie miał wyboru- nawet nie wiedząc kiedy już stał przed tą samą Dessin ze snu.
     Wyglądała okropnie, tak okropnie, przerażająco, wręcz niewilczo! Wzbierało mu się na krzyk. Musiał krzyczeć, MUSIAŁ! Musiał obwieścić całemu światu, że ta biała wadera nie żyje. Była jedną z wielu- z ogroma wilków w jego klanie, a znaczyła dla niego tyle, co milion takich Isabelli! Dlaczego, dlaczego, no NIEEEEEEE!
      Darł się, darł i darł się na całe gardło- był niemal pewny że wszyscy go słyszą. Nie był to wrzask wściekłości- tylko potwornej rozpaczy. Gdyby mógł umrzeć! Zasłużył sobie na to, by gnić w piekle! -Och, Dessin!- szlochał Silver. Przytulił się do jej ciała. Pragnął poczuć bicie jej serca, bądź też najsłabszy, krwisty oddech. Czekaj...Jej serce bije! 
Jego radość nie miała granic.
Jeśli przed chwilą był nieszczęśliwy, teraz mógł wzlecieć ku niebiosom. Zaraz jednak oprzytomniał. Po ukąszeniach w nodze, pomyślał, że to sprawa Dzikiej Żmii. Wąż ten potrafił swym jadem zabić dorosłego wilka w kilka dni. Nie było czasu do stracenia. Silver nie miał uzdrawiających mocy. Nie było czasu, by szukać w klanie kogoś, kto to potrafi, bo wilki są wojownikami, nie medykami. Słyszał legendy o Sercu Krainy i jego cudach. To była jego jedyna nadzieja. Wytworzył kulki ognia oświetlające drogę, delikatnie złapał Dessin, rozwinął skrzydła, które choć rano przeklinał, teraz uznał za błogosławieństwo i poleciał.

***

     Świtało, kiedy dotarł do najbardziej żyznych ziem całej Krainy. Przy samym sercu zauważył rozbite namioty.
-Oby nie byli to wrogowie.-szepnął do siebie Silver i ruszył tam. Z tyłu krzątali się ludzie i wilki, mieszając rozmaite zielsko i uzdrawiając jeżących chorych. Zostawił waderę na ziemi i ruszył w ich kierunku.
-Pomóżcie...-jęknął, kiwając głową na leżącą. Tamci natychmiast zabrali ją do namiotu i podali odtrutkę na jad.
-Za kilka godzin przejdzie. Ty natomiast jesteś zmęczony i głodny-odparł piaskowy basior o łagodnych oczach. -Zaraz ci coś damy do zjedzenia oraz mieszankę usypiającą.
-Czy to bezpieczne?-zapytał.
-Zapewniam, że tak.-odparł tamten i wsmarował w kawałek mięsa jakieś ohydne rośliny.
-Zepsuliście dobre jedzenie.-mruknął Silv, po czym zasnął.
A żaden zły sen nie zaprzątał mu głowy.

---

<Dess? BIADA CI JAK MI ŁADNIE NIE ODPISZESZ! A, i uwzględnij pytanie Silvera o partnerstwo, jeśli byś mogła oraz to, jak wracają do siebie.>

sobota, 25 lutego 2017

Od Silvera C.D Dessin

       Głupia. Sama posiada wiele wad, i to bardzo poważnych, a czepia się innych. Nie powinna z nim igrać. On jest w stanie w każdej chwili wetrzeć ją na proch, a powstrzymywał się od tego wyłącznie z tego powodu, iż nie ma w zwyczaj atakować kogoś ze swojego klanu. Cóż, miarka się przebrała, musi zapłacić za swoje.

***
     Basior stał nad brzegiem rzeki, nadal rozjuszony. Biała wadera po chwili wynurzyła się i rozpaczliwie machała łapami, by dostać się w stronę rzeki. Nie zrobiło mu się jej żal. W końcu zasłużyła. Niech tonie. A zresztą, pewnie tylko udaje.
     W rzeczywistości jednak nie udawała. Po długiej chwili Silver zobaczył, że Dessin opada z sił i zaczyna tonąć. Pysk zanurzył się już w wodzie. Zaraz zemdlała, zwalniając wszystkie członki i płynąć bezwiednie z nurtem rzeki. W basiorze coś drgnęło. Dawno wyrzucił z siebie złość, pozostawiając tępą pustkę. Postanowił więc pomóc jej.
     W duchu modląc się, by nic się nie stało, puścił się biegiem za ciałem. Miał poczucie winy- gdyby naprawdę ona umarła, nie wybaczyłby sobie tego do śmierci. Zabiłby swojego- i to celowo.
na samą myśl przeszedł go dreszcz, więc przyśpieszył. W końcu dogonił szybki nurt i bez wahania wskoczył w zimną toń. Od razu tego pożałował, czując w kończynach przeraźliwe zimno. Ale nie zatrzymał się. Złapał Dessin za kark i spróbował zawlec ją do brzegu. Woda jednak stawiała opór i on leciał w stronę ujścia. Zatrzymał się, wziął głęboki wdech zimnego powietrza, które tak drażniło jego nos i płuca i zaczął z impetem płynąć, nie wypuszczając ciała z pyska. Wreszcie stanął łapą na brzegu. Z ogromnym wysiłkiem wtaszczył ciało na górę, a następnie sam wyszedł i zaczął otrząsać się z wody. Było mu strasznie zimno, zaraz jednak podszedł do Dessin i sprawił, by wadera wypluła całą nagromadzoną wodę. Następnie sprawdził, czy żyje. Na szczęście tak. Po chwili otworzyła oczy.
-Ty! Ty mi to zrobiłeś! Pożałujesz, nędzna kupo futra!-krzyknęła. Basior na wszelki wypadek cofnął się.
-Tak, ale żałuje tego. Zresztą, uratowałem cię.
-Może, ale dopiero jak zemdlałam! Kiedy jeszcze miałam świadomość, widziałam jak stoisz i gapisz się na mnie!
-Uznałem, że jednak cię nie zostawię.-powiedział spokojnie.
-Nie potrzebuję twojej litości!
-Nie okazałem ci litości. Chciałem cię uratować i prawie przypłaciłbym własnym życiem.
-Tsa!-syknęła- Zrobiłeś to tylko dlatego, że zaraz by się wydało to twoje morderstwo! Nie chciałeś sobie psuć reputacji, prawda?- wycharczała mu do ucha.-Że ty, wielki przywódca wilków to zwykły oszust i śmieć!-chciał coś powiedzieć, ale nie pozwoliła mu dojść do słowa- Pamiętasz naszą pierwszą rozmowę? Kto mówił o zjednoczeniu się i współpracy? Ty. A co robisz? Zabijasz członków własnego klanu!
-Nie miałem zamiaru cię zabić! To, że wpadłaś do rzeki było wypadkiem!-wrzasnął Silver, a złość wróciła na nowo.
-Już ci wierzę! Nie potrafisz zapanować nad swoją agresją, a jesteś kimś, kogo wszyscy mamy słuchać? Zniszczysz nas!
-I kto to mówi?! Sama atakowałaś mnie, cały czas odkąd się znamy!-w jej oczach płonął żywy ogień, ale to, co powiedziała, było ciche i spokojne.
-Wiesz co, chyba wolałabym się utopić w tej rzece. Nie powinieneś mnie ratować.
-Tak, nie powinienem. A teraz wynoś się stąd! I nie pokazuj mi się więcej!-krzyknął.
     Gniew przysłonił mu ciche odejście wadery.

---

<Dess? Wcielaj nasz plan w życie >:3>

wtorek, 14 lutego 2017

Od Silvera C.D Dessin

    Spojrzał na boki wadery. Nie było aż tak źle.
-Widzę, że już z tobą lepiej.-stwierdził.
-Co ty możesz wiedzieć, mistrzu medycyny?- bąknęła.- Zresztą, czy ty ZAWSZE musisz się mnie czepiać? Nie masz kogoś innego do dręczenia?
On zamilkł na chwilę. Potem odwrócił się i odszedł. Bez żadnego pożegnania, słowa wyjaśnienia.
-Ej! Wracaj ty tchórzu! Jeszcze z tobą nie skończyłam.-krzyknęła.
-Ale ja natomiast skończyłem z tobą.-rzekł cicho basior.- A zresztą, ZAWSZE musisz podnosić głos? Wbrew temu co myślisz nie jestem głuchy. -po chwili wahania dodał:-Jeszcze. Obawiam się bowiem, że przez ciebie niedługo rzeczywiście ogłuchnę. A, może o to ci chodzi? Ogłuszyć i móc się po naśmiewać, ha ha.
-Nie musiałabym krzyczeć, gdybyś zamiast tchórzyć załatwił to ze mną raz na zawsze.-Silver odwrócił się, zaintrygowany.
-Co załatwić?
Dessin nagle zapeszyła się, zaraz jednak zrobiła obrażoną minę i rzekła:
-Sam się domyśl, jeśli coś ci zostało z mózgu.
-Czyżbyś miała coś wspólnego z utratą mojego mózgu? A może go ukradłaś w nocy, co?- zrobił minę przypominającą ":O"
Mimo woli lekko się uśmiechnęła.
-Nienawidzę cię.-rzekła z uśmiechem.
-Szkoda że nie wiesz, jak ja cię nienawidzę!-odparł.
-Oj, wiem o tym. Zwłaszcza jak mi przypaliłeś futro. A tak w ogóle, to to co zrobiłeś było niehonorowe i nieczyste. A podobno taki z ciebie rycerz!-prychnęła.
-Przepraszam, nie myślałem, że aż tak cię zaboli. W końcu jesteś taka twarda..-powiedział Silv ze smutną minką, ale w wypowiedzi można było wyczuć ironię.- Ale nie no, myślę, że takie walki między wilkami nie powinny mieć miejsca. Może wypadniemy na sąsiednie tereny i nastraszymy koty albo tych...no...bezwłosych debili...wiesz których. Co ty na to?


<Dess? W LOL dużo dialogów i LOL mało opisów. Ale wolę opka, gdzie coś się dzieje zamiast "Drzewko było piękne, miało zielone liście srututu", zwłaszcza, że to ja tutaj kieruję akcją a ty dajesz jakże piękne opisy >:D. Co myślisz o trójkącie śniadaniowym Dess-Silver-Finn (Sandwich)? XD>

poniedziałek, 13 lutego 2017

Od Silvera C.D Dessin

   Silver wiedział, że Dessin nie będzie bułeczką z masłem, ale uznał, że wadera nie ma szans z basiorem. Długo krążyli wokół siebie, ale żadne z nich nie chciało zacząć walki. Słońce już wzeszło, mimo zimy dzień zapowiadał się ciepły.
- No, zaatakujesz mnie czy nie?-zapytał.
-Jak taki jesteś mądry to sam mnie zaatakuj, no, dawaj!-odkrzyknęła. -Albo nie, lepiej się wycofaj, jeśli nie chcesz skończyć tak jak inni.
Ciekawe....Pewnie znowu jakieś gatki o tym jaka to z niej twardzielka! No dobra, zaraz zetrę jej ten wredny uśmieszek z twarzy!-pomyślał basior i powoli podszedł z uniesionymi zębami. Potem z impetem wystartował i wskoczył jej na grzbiet. Jego ciężar chwilowo przygwoździł ją do ziemi, zaraz jednak ona się podniosła i próbowała go zrzucić. Złapał ją za kark i trzymał szczękami niczym uzdę na koniu.
-Widzę, że zaczynamy z grubej rury, co?-wydyszała wadera.-Posłuchaj mnie, nie wyjdzie ci to na dobre. Chociaż wy, faceci, to zawsze nie używacie mózgu.- mimo tego, Dessin starała się nie reagować na jego atak. Nie rozumiał tego do końca, ale uznał, że albo tak szybko straciła siły (co było mało prawdopodobne) albo ma jakiś plan. Nie, lepiej teraz, szybko ją pokonać, by nie mogła go wcielić w życie. Na chwilę zatrzymał się, a kiedy ona znów próbowała go zrzucić, wykorzystał ruch i odbił się od jej grzbietu i zeskoczył na ziemię. Ona upadła, ze zwinnością kocicy jednak się podniosła i stanęła. Dziwne. Normalnie na pewno by się rzuciła, a teraz nic. O nie, nie będzie sobie z nim pogrywać. Jeszcze raz spróbował ją ugryźć w kark, ta zrobiła unik, więc w ostatniej chwili obrócił się. Znowu spróbował. I znowu. Zaczął się męczyć i dyszeć, wystawiając różowy jęzor. Zauważyła to i zaczęła go bić zaciekle łapami. On starał się robić uniki, które szły mu dość nieźle mimo zmęczenia. Nagle słońce zaczęło mocno przypiekać ich oboje. Na nim nie zrobiło to żadnego wrażenia, ona natomiast wyraźnie zaczęła odczuwać gorąco. Przemknęło mu przez myśl, że jej żywiołem może być śnieg, lód czy coś w tym guście. W zimnie czuła się dobrze- było to widać. Ciepło jednak jej nie służyło. Nagle zaczęła szybko tracić siły, mimo iż na początku była w szczytowej formie. Oh, jaka wspaniała okazja na piękne zwycięstwo nad przemądrzałą waderą!-pomyślał. Nałożył łapy na jej grzbiet w "uścisku" i podpalił je. Dessin wrzasnęła i wyrwała się. Miała dwa przypalone miejsca. Była wściekła.
-Jak śmiesz! Jak śmiesz!- wrzeszczała. Basior uznał, że przesadził.
-Przepraszam...Pójdę po wodę, jak chcesz.
-NIE!- wrzasnęła, zmieniając wyraz pyska na przerażony. Zaraz jednak się opanowała.- Nie. Nie chcę twojej pomocy. Idź sobie.-w tym ostatnim basior wyczuł prośbę.
-A ten, no, obiad? Kto stawia?- Dessin chwilę milczała, po czym rzekła:
-Nikt. Pojedynek jest nieważny.
     Już chciał się sprzeciwić, ale postanowił odejść.

<Dess? Bądź troszku mięęęęęńksza >:3>

piątek, 3 lutego 2017

Od Silvera C.D Dessin

   Nowa "znajoma" basiora nagle zerwała się i rzuciła się na niego. Przez kilka sekund basior czuł się obezwładniony, zaraz jednak narodziła się w nim wściekłość. Ona śmie się na niego rzucać, choć on nic jej nie zrobił? Oj nie, pożałuje tego. Podniósł w głowę i ugryzł ją w kark. Wadera zaskomlała jak szczenię, zaraz pisk przerodził się w głuche warczenie. Przycisnęła mu łapę na brzuch. Silver poczuł przemożną chęć ugryzienia ją w łapę, ale zamiast tego przestał się ruszać, choć wzrok miał utkwiony w waderze. Nagle drgnął, przy okazji na moment unosząc ciało. Dessin cofnęła się lekko. Nagle, jakby kierowani tym samym instynktem zaczęli się drapać po pyskach. Poza odgłosami walki na polu panowała cisza. Po chwili basior odezwał się:
- Ej, tak właściwie, to mogę wiedzieć, czemu się na mnie rzuciłaś?-wysapał.
-Bo masz cholernie słabe teksty.
-Zauważyłem. Ale nie wiem czemu wyglądałaś na bardzo wkurzoną. Czyżby jednak moje "słabe teksty" poruszyły cię trochę?
-Nie. Po prostu mnie wkurzasz. Teksty nie mają nic do tego.-rzekła wadera, choć odwróciła wzrok.
   Silver chciał wykorzystać okazję.
-Skoro tak, to nie będzie ci przeszkadzać, jeśli powiem ci coś?-zapytał, niby niewinnie.
-Ty to masz naprawdę dużo do powiedzenia, wiesz? Ale nic z tego nie przykułoby mojej uwagi. I nie, nie mów nic- powiedziała, widząc że jej przeciwnik otwiera pysk- bo odejdziesz z wielką rysą na grzbiecie.- wszystko to powiedziała bardzo spokojnie, choć boki unosiły się ciężko z wysiłku.
-Raczej, na brzuchu. Na grzbiecie leżę, znawczyni anatomii- powiedział wilk.
-Frajer. Teraz mam pretekst, by przeorać go pazurami. Cóż, skoro tak...
-Wku*wiająco cię proszę...-wpadł jej w słowo.
-...To przerobię cię na miazgę, a następnie zaniosę twe zwłoki do legowiska i zjem na śniadanie. -dokończyła z uśmiechem "mordercy".
-Mniam, brzmi pysznie. Choć nie wiem co by powiedzieli inni gdyby znali twą skłonność do kanibalizmu.-odparł Silver.
    Wadera chyba miała dość czepiania się basiora, więc rzekła.
-Spadaj. Mam cię dość.- puściła go. Tak naprawdę od dobrych kilkunastu minut nie walczyli. On wstał i zaczął lustrować ją wzrokiem.
-Okej, skoro tak... Ale chyba umówimy się, co Dess?-zapytał. Ta mimo zmęczenia zaczęła warczeć. Znowu.
-Posłuchaj. Po pierwsze nie mów na mnie "Dess", bo nawet mnie nie znasz, a po drugie nie, nie lubię cię i każda chwila spędzona w twym towarzystwie szarpie moje nerwy. A nawet jakbym cię tolerowała, to i tak powiedziałabym nie, bo nie umawiam się randki. Wbij to sobie w łeb i idź sobie.
-Co? Chyba cię pogrzało- basior zaczął się śmiać.- Ani mi w głowie chodzić na randki z kimś takim jak ty! Wątpię by któryś by cię chciał. Chyba że jakiś psychopata, hehe. A tak w ogóle, jeśli mogę, to nie zapraszałem cię na kawę i ciasteczko, tylko na walkę. To jedyny sposób na integrację z tobą. Bo w końcu, mamy walczyć razem przeciw kotom-demonom i tymi bezwłosymi debilami! To co, gdzie i kiedy?
-Jutro, gdy słońce zacznie wschodzić. Tutaj.-odparła unosząc wargi i ukazując rząd pięknych, białych kłów. Bynajmniej spojrzenie nie było miłe, raczej odpychające.
-Zgoda. Kto się nie stawi, stawia kawę i ciasteczko- odparł Silv równie poważnie.
-Co? My tego nie jemy!
-Myśl jak wilk. Myślałem o postawieniu obiadu.
-Chętnie, ale to PRZEGRANY powinien stawiać ZWYCIĘZCY posiłek. Za niestawienie się będzie kopa w zad. Prosto ode mnie.
-Zgoda. To cześć. I nie próbuj mnie zabić, gdy będę szedł.- i ruszył przed siebie. Usłyszał jednak ciche:
-Szkoda. Chciałabym ci dać teraz popalić.

<Dess? Tylko przyjdź jutro bo stawiasz kawę i ciasteczko!>

niedziela, 15 stycznia 2017

Od Silvera do Dessin

    Właśnie wstał nowy dzień. Silver otworzył oczy. Znajdował się w lesie, a ptaki zaczynały śpiewać. Basior machnął leniwie ogonem po trawie. Słońce właśnie szczytowało- była najgorętsza pora dnia. Świetnie, przynajmniej jest ciepło. Niedawno dołączył do stronnictwa wilków. Wszędzie widział pomykające futrzaki, ale jakoś nikt nie zagadnął go. Jakie chamstwo! Ktoś musi tu zaprowadzić porządek.-pomyślał Silv. Wiedział, że wilki jako jedyne nie mają przywódcy. Miały niedługo rozpocząć się wybory. Cóż, ten biały wilk na pewno zaprowadziłby porządek. Ale to zależy od innych.
    Postanowił nie rozmyślać nad tym i ruszył w drogę. Wpierw chciał zapolować, by nasycić się i potem nawiązać z kimś jakąś znajomość. Nos prowadził go po ledwo wyczuwalnym tropie, jednak z każdym krokiem czuł coraz wyraźniejszą woń zwierzęcia. W końcu zauważył stadko, któremu przewodniczył samiec jelenia z pięknym porożem- żaden wilk raczej nie chciałby mieć z nim do czynienia. Ale przecież nie jego chciał atakować. Wyszukał wzrokiem najsłabszą samicę- trzymała się na uboczu i wyglądała na osłabioną. Idealny obiad. Najpierw sprawdził kierunek wiatru- wiało na niego, więc ona go nie wyczuje. Dobrze. Teraz, czy podłoże nie ma żadnych przepaści ani większych wgłębień. Nie ma. Można przystąpić do ataku.
    Nagle jednak z drugiej strony wybiegła biała postać, która widocznie miała chrapkę na tego samego osobnika. Ponieważ jednak owy wilk stał źle ustawiony do wiatru, samica go wyczuła i pognała w kierunku Silvera. Ten nagle wybiegł z krzaków, zaskakując i wilka i sarnę. Skoczył na nią i wbił zęby w jej szyję. Pociekła krew, a ona straciła równowagę. Po chwili była już martwa.
-Ej! Zabrałeś mi ją!-basior odwrócił się. Wypowiedziała to ta wadera, która spłoszyła zwierzynę. Była biała, o silnej sylwetce, miała malutkie skrzydła i dziwny wzór ciągnący się od oka do szyi. W tej chwili oczy płonęły jej gniewem, a postawa sygnalizowała gotowość do ataku.
-Uspokój się. Teoretycznie to ty zabrałaś mi obiad. Od pewnego czasu czaiłem się w krzakach.-powiedział Silver.
-Pfff, dobre sobie. Pierwsza zaatakowałam. Jest moja!-odparowała wadera.
-Tak? Cóż, wydaje mi się, że to JA ją zabiłem, a ty jedynie spłoszyłaś stado.-Silv spojrzał na pustą już polanę.
-I co z tego? Oddawaj!- warknęła już naprawdę zdenerwowana. Normalnie Silver oddałby jej padlinę, gdyby nie to, że dziwnym trafem spodobało mu się denerwowanie nieznajomej. Postanowił zastosować inną taktykę. Przybrał ironiczny uśmieszek i spytał:
-A jak w ogóle masz na imię?
-Nic ci do tego.-burknęła.
-Cóż, jakbym znał twoje imię, przynajmniej wiedziałbym, komu oddaję jedzenie. A byle ktosiowi o okropnie żałosnej zdolności do polowania tak łatwo nie oddam.
-Ja? Żałośnie poluję? Nikt cię nie uczył, że nie ocenia się po pozorach?
-Coś o tym słyszałem. A co, myślisz, że trzeba cię poznać, by cię ocenić?  Spojrzałem raz i już wiem, z kim mam do czynienia.-to zdanie było przesycone ironią. Wadera nagle rzuciła się na niego. Przez chwil nie mógł oddychać. Zaraz jednak wyksztusił:
-Co...ty...robisz?! Nie masz... honoru?
-Widocznie nie mam. I ty raczej też nie, skoro masz czelność mnie obrażać.-uśmiechnęła się biała, ciesząc się z porażki rywala. Puściła go, a basior obrzucił ją spojrzeniem pełnym oburzenia.
-A teraz spadaj. Chcę w końcu coś zjeść.-rzekła wadera, patrząc na niego z wyższością. To źle zadzierać z tym, kto cię przed chwila pokonał. Nawet jeśli nieczysto.-pomyślał Silver i spytał:
-A może razem ją zjemy?
-W życiu. Zostajesz pokonany jak szczeniak i jeszcze chcesz żebrać? Spadaj bo zaraz naprawdę cię uduszę.
-Nie.
     Wadera zamilkła na chwilę, zdziwiona. Widocznie była przyzwyczajona, że po takim zdaniu wszyscy posłusznie odchodzą.
-Nie?-po chwili otrząsnęła się.-Ja ci dam "nie"! Zaraz wrócisz tam, skąd przyszedłeś z podkulonym ogonem!
-A co, chcesz walczyć?- spytał Silv z przekąsem.
-Ty chyba naprawdę jesteś głupi. Pokonałam cię a ty nadal chcesz próbować?
-Nie byłem przygotowany.
-W porządku.-rzekła i znów rzuciła się na niego. Ale on tym razem wiedział, co robić. Odskoczył do tyłu i pysk wadery natrafił na ziemię. Poczekał, aż wstanie. Zaraz jednak złapała go za nogę i powaliła. Basior już wiedział, że ona ma zbyt mocny charakter by bawić się w honorowego psiaka. Teraz walczył równie brutalnie jak ona.
    Po długiej wyrównanej walce obydwoje padali ze zmęczenia. Byli wytrzymali, więc walczyli do późnego wieczora. Martwa sarna już dawno była zimna. Puścili się i zaczęli dyszeć. Po chwili na oddech Silver ponowił swe pytanie:
-Zjemy ją razem?- ona bąknęła, że tak. Zaczęli pochłaniać zimne mięso z apetytem. Byli zmęczeni.
-Nieźle walczysz.-pochwalił ją po chwili Silver. Znów stał się honorowym psiakiem.
-A ty jak baba.-odparła z ironicznym uśmiechem.
-No, to już wiem, na czym stoję. Ile mi brakuje do faceta?-zaśmiał się Silver nad jedzeniem. Wadera zaczęła lustrować go wzrokiem, po czym rzekła:
-Co najmniej dwa razy tyle. I musisz mieć więcej masy.
-Dzięki. Czy teraz poznam twoje imię?-spytał Silver.

<Dess? Miało być krótkie a wyszło długie :P Na chwilę Silv cię zmiękczył, ale wyjaw mu imię i potem znów bądź wredna XD>

Nowa postać!

"Sięgaj gwiazd- często są bliżej niż te wszystkie "bardzo realne" cele. 
https://pre07.deviantart.net/7661/th/pre/i/2016/111/8/e/imagine_the_possibilities_by_tiffashy-d9zbq4g.png
Autor zdjęcia: Tiffashy

Imię: Pełne imię basiora brzmi Silver Spirit Fire. Ale pomyślmy, czy ktoś mógłby wołać go tak długim imieniem? Przykładowo, jest wojna, leje się wiele krwi. Ktoś go woła, by mu pomógł. Ledwo dojdzie do trzeciego słowa i pada martwy. Dlatego wszyscy nazywają go Silver. Akceptuje większość ksywek, ale nie oszukujmy się. Zdołasz wymyślić mu jakąś niewymuszoną ksywkę poza Silv?
Płeć: Basior
Orientacja:Silver, związany silnie z naturą nie wyobraża sobie wilka o innej orientacji niż do płci przeciwnej. Tak, jest heteroseksualny.
Wiek: Nie jest już wyrostkiem, niedojrzałym i nieznający w ogóle świata. Silver w Grudniu skończył 6 lat.
Głos: Niski i melodyjny, z wyraźnie wyczuwalną nutką ironii. Silver uwielbia swój głos i chcąc nie chcąc gardzi stworzeniami o skrzeczących, piskliwych głosach. Lubi tony miękkie i niskie.
Rodzina: Silver zna tylko swoją matkę- czarną jak noc waderę o imieniu Grzmiąca Łapa (w jego rodzinnych stronach wilki nosiły imiona na podstawie ich charakteru, umiejętności czy żywiołu). Na pewno kiedyś była ona miłą, pogodną wilczycą, jednak nieszczęśliwa (i głupia, mawia Silver) miłość i pustynny skwar sprawił, że bardzo młoda Grzmiąca była już bardzo zmęczona życiem. Nic jej nie cieszyło, a syna nie była w stanie obdarzyć prawdziwą miłością. O tak, na pewno go kochała- ale zawsze przypominał on jej ojca małego Silvera, słynnego Pustelnika, którego jedynym celem była podróż przez żółty piasek, który nie przywiązywał się do nikogo i niczego, nie chciał towarzystwa. Czarna jednak zakochała się w nim, a wynik tej miłości to właśnie Silv. Zaraz po stosunku opuścił jednak waderę- odszedł w nocy, pozostawiając ją na pastwę losu i skwar pustyni. Załamana chciała wpierw wracać do rodzinnej watahy, zaraz jednak uznała, że i tak pustynia jest zbyt wielka, by mogła odnaleźć swoją rodzinę. Powiedziała sobie " wpakowałam się w to bagno, choć przestrzegali mnie od szczeniaka, że On jest dziwnym wilkiem, który nie jest w stanie się przywiązać. Cóż, miałam mieszkać na pustyni, to i na niej umrę- nie pożyję długo, a moi krewni i tak by mnie wyśmiali. A ja się nie dam. Wytrwam do końca.". Była honorowa i odważna, nigdy nie stchórzyła i dzielnie wychowywała syna. Potem jednak umarła, a Silver został sam- jego ojciec chcąc nie chcąc przekazał mu odporność na pustynną spiekotę. Pochował matkę w piasku i ruszył w podróż. Potem trafił na inne wilki i z nimi został- zwłaszcza z pewnego powodu...
Rasa: Wilk, to chyba jasne.
Żywioł:Wiadomym jest, że żywiołem Silvera jest ogień. Po części też może eter, ale tego nie jest pewny.
Moce: 
* Wiadomo, skoro jego żywioł to ogień jest go w stanie tworzyć. Gorące płomienie wydobywają się z jego łap, więc często przy użyciu mocy zdarza mu się podpalić trawę. 
* Tutaj używa trochę eteru- Może sprawić, że wokół niego lub innej żywej istoty latają kulki z ognia. I, choć to dość dziwne- mimo, że oświetlają drogę i wydzielają ciepło, są niebiesko- białe i nie da się nimi oparzyć. To raczej nie jest moc do walki, ale bardzo przydatna w terenie.
*Jego trzecią mocą jest tzw. samozapłon. Czyli jego sierść bez żadnego kontaktu z ogniem potrafi zapłonąć, a basiorowi nie sprawia to bólu oraz jego sierść się nie niszczy. Ale nie jest w stanie zapłonąć w zimnie- musi być ciepłe powietrze.
Charakter: Jaki jest Silver? Przede wszystkim bardzo bezpośredni- niczego się nie wstydzi, zawsze wali prosto z mostu, nie owija w bawełnę ani szmatki. Nigdy się nie waha i zazwyczaj najpierw ocenia szybko sytuację, potem robi i na końcu myśli. Z pewnością nie jest tchórzem, choć jego zdaniem wilk niczego się nie bojący to głupi wilk. Jest w stanie wskoczyć za tym, na kim mu zależy w ogień. Woli trzymać się z boku- nie dlatego, że jest samotnikiem, tylko dlatego, że skrywając się dowiaduje się więcej rzeczy i ma większe pole manewru. Jest optymistą i nie rozumie pesymistów, którzy trują sobie dupę zwykłymi przypuszczeniami. Co jak co, dla niego szklanka zawsze będzie pełna, nawet jeśli jest pusta (no bo jest pełna powietrza, prawda?) i będzie bronił swojego stanowiska do upadłego. Nie jest typem, który robi lub mówi coś "bo tak"- zazwyczaj ma sensowne wytłumaczenie swojego postępowania. W innym przypadku- ma mało sensowne wytłumaczenie swojego postępowania. Ma o sobie bardzo wysokie mniemanie, co niektórzy odbierają jako przejaw egoizmu trzeciego stopnia. Cóż, może Silv jest trochę egoistyczny, no ale trochę musi być, bo dałby się wykorzystywać. Dla przyjaciół i sojuszników jest w stanie zrobić prawie wszystko- od neutralnych ludków żąda swego rodzaju zapłaty. Posiada poczcie humoru, jednak jego żarty nie wszyscy rozumieją. Nie jest wstydliwy- ukrywa jedynie płacz, ale tylko ten "babski", bo łez, gdy ktoś umiera nie szczędzi. Ma bzika na punkcie honoru i nie ma zamiaru walczyć z kimś, kto nie rozumie podstawowych zasad dobrego smaku podczas walki. Taki trochę rycerz, prawda?
Aparycja: Silver na pierwszy rzut oka jest biały. I na drugi też. No cóż, jest biały- to jego pierwsza cecha. Gdy jednak stanie tam, gdzie nie dopadają go promienie słoneczne (co zdarza się naprawdę rzadko) widać, że jest sierść jest srebrzysta, a nie śnieżna, jak to wygląda w świetle dnia. Ma natomiast biały nos- tutaj już nie ma dyskusji. Kolor jego oczu ciężko zgadnąć, coś pomiędzy niebieskim a fioletem. Zresztą przysłaniają je granatowo-fioletowe pióra. Dokładnie takie miała mama, tylko w innym kolorze. Są bardzo przydatne- w chwili "męskiej słabości" przysłania nimi oczy. Na grzbiecie ma osadzone skrzydła, z takich samych piór jak te przy oczach. Ma silne, umięśnione ciało i łapy z atramentowymi pazurami. Posiada też nienaturalnie długi ogon pokryty bogato fioletowymi pręgami.
Umiejętności: 
~ Ma skrzydła, więc oczywiście potrafi latać. Ale nie, nie śmiga w powietrzu jak motorówka ani nie pływa w obłokach- mimo wszystko jego skrzydła są dość małe, a jego masa (mięśniowa, of cors) + żałośnie mała rozpiętość skrzydeł sprawia, że może on latać jedynie ok. 10 metrów nad ziemią.
~Jest bardzo wytrzymały. To jedna z cech pozostawionych przez ojca. Bo w końcu, jak on miałby siłę przechodzić przez te żółte wydmy?
~Druga cecha po ojcu- jest niesamowicie odporny na gorąco, wytrzyma bardzo wysokie temperatury- trzymanie go w podpalonej klatce na rozżarzonych węglach nie zrobi na niego żadnego wrażenia. Jest natomiast bardzo słaby, jeśli chodzi o chłód.
~Jest silnym basiorem, choć na pewno są jacyś silniejsi.
Zauroczenie: Kocha ją równie mocno jak nienawidzi.
Partner: Dessin- najukochańsza, najzacniejsza i najbardziej znienawidzona wilczyca Silvera.
Potomstwo: Brak- nie chce być taki jak Pustelnik i zrobić dzieci pierwszej lepszej.
Towarzysz: Nie ma. Mało który ptak czy koń przeżyłby te wysokie temperatury, jakie przeżywa Silver. Ewentualnie feniks, ale basior nie spotkał jeszcze żadnego.
Co lubi: 
  • Mięso. Ciężko mu przełknąć coś innego.
  • Ciepło- nie ma to jak przyjemnie się wygrzać na słońcu lub wytarzać w piasku.
  • Wbrew pozorom uwielbia kąpać się w wodzie i z chęcią potapla się w jeziorze. Warunek-  woda nie może być zimna.
  • Wkurzać Dessin (hehe)
  • Dyskutować z Dessin (To nie słaba wadera, potafi się uargumentować)
  • Tańczyć- oczywiście nie przy wszystkich, choć na imprezach (wilki mają jakieś imprezy?) wymiata.
  • Nawet lubi szczeniaki.
Czego nie lubi:
  • Kiedy Dessin go ignoruje.
  • Z pewnością nie lubi zielska- fuj.
  • Pustyni- przypomina mu cenę, jaką zapłaciła jego matka.
  • Latać- robi to w ostateczności.
  • Owijania w bawełnę.
Ciekawostki:
# Jest uczulony na taką jedną roślinę...Nie pamięta jednak, na jaką.
# Nie ma rodzeństwa- Grzmiąca Łapa była za słaba by urodzić więcej. Chyba poroniła jego braci i siostry.
# Nie czuje się za dobrze w towarzystwie kotów czy ludzi.
# Gdy słucha długich nakazów, rozkazów czy innych takich, ma ochotę zabić tego ważniaka, który psuje mu dzień.
# Stara się być miły dla wszystkich, którzy są mili dla niego- co nie znaczy, że od razu ich lubi.
# Gdy ktoś go obraża mówi: "Szkoda, że nie wiesz co JA o tobie myślę.". Wie, że myśli często są dużo gorsze od słów. 
# Bardzo cenił swoją matkę, mimo iż była głupia.
# Boi się wszelkich anormalnych rzeczy (oczywiście wiedząc, że żyje on w magicznym świecie), czyli demonów, istot ciemności etc.
Inne zdjęcia: Brak
Kierujący: cmagda93 [H] | Peruna [DG]