Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avaresh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avaresh. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lutego 2017

Od Avaresh'a c.d Avafo

To już kolejny dzień, gdy zwiedzam ten dziwny świat. Ból mięśni ujawniał się na całym ciele. Spanie na ziemi, było zbyt niebezpieczne, przez co zmuszony byłem znaleźć jakąś opuszczoną jaskinie, bez wroga w środku, lub wysokie drzewo, z mocnymi gałęziami. Dodatkowo dzień, może w jednej chwili stać się nocą, a podróżowanie w mroku nie jest dobrym pomysłem. Spojrzałem krzywo przed siebie uświadamiając sobie, że byłem już w tym miejscu. Zwiedziłem każdy zakątek krain, które są mym domem. Skoro próbuję zostać dowódcą, by tworzyć taktyki potrzebuję w głowie dokładnego odbicia terenów, na których mieszkamy. Priorytetem jest obrona członków. Zostało mi tylko ustalenie mojego dokładnego położenia. Niezbyt zachęcony spojrzałem na wielki dąb. Zacząłem się wspinać na sam wierzchołek drzewa. Niektóre gałęzie były zbyt słabe by mnie unieść, przez co musiałem skakać co dwa szczeble. Kiedy jednak udało mi się dotrzeć na samą górę, mogłem dostrzec więcej niż się spodziewałem. Patrzę jedną ze stron świata i widzę rozmyte słupy dymu, mam wrażenie, że wiatr niesie przeraźliwy smród rozprutych flaków i świeżej krwi, zmieszany z ciężką wonią pogorzelisk. Wydaje mi się, że słyszę krzyki, ale to wszystko fantazja.Zmieniam miejsce zaczepienia wzroku. Marzę o znalezieniu miejsca na nocleg i o odpoczynku. Brnę wzrokiem po kilometrach lasu, wzdłuż gór i docieram do potoku. Moje oczy lekko błysnęły. Nie miałem co prawda możliwości dotrzeć tam dzisiaj, więc stwierdziłem, że odpocznę tutaj, gdzie jestem. Usiadłem opierając się o pień. Przeleżałem tak wiele godzin, na zmianę śpiąc, patrząc przed siebie i nasiąkając milczeniem. Nawet nie chciało mi się myśleć ile razy w ciągu ostatnich paru dni żegnałem się z życiem, przekonany, że tym razem nadszedł mój koniec. Byłem wyczerpany. Późnym popołudniem jednak zacząłem dochodzić do siebie, co poznałem po tym, że poczułem głód. Życie wracało i miało swoje prawa. Kiedy znalazłem się na ziemi, zacząłem myśleć, jak mógłbym złapać coś jadalnego. Zerkając w górę dostrzegłem przez liczne gałęzie oślepiające słońce i ogromne, błękitne niebo. Moją uwagę przykuł cichy szum. Zacząłem iść w jego kierunku, kiedy poczułem suchość w piekącym gardle. Miejsce w które mnie to zaprowadziło początkowo wydawało się normalne dopiero potem zmusiło mnie do ukrycia się. Schowałem się za drzewem. Wszystko byłoby normalnie, gdyby nie fakt, że w klatce był uwięziony wilk, którego kojarzyłem. Był jednym z silniejszych, dobrze zbudowany i młody, co podkreśla jego energiczność. Szarpał się uderzając w każdy bok klatki. Dookoła niego stały inne wilki, ewidentnie go pilnujące.
- No to teraz zostało, jedynie wymienić go za część terenów - usłyszałem nieprzyjemny zgrzytliwy głos. Starszy wilk podszedł do młodego z uśmiechem i kiwał głowę jakby na zgodę zadowolony ze swojego łupu. Wymiana... Uśmiechnąłem się pod nosem, chyba czas komuś pokrzyżować plany. Rozejrzałem się za potrzebnym mi kluczem. W dodatku, jak usunąć to ustrojstwo z jego pyska? Wilk cały czas się rwał, przez co nie mogłem się temu dokładnie przyjrzeć. Młodzi mają ewidentnie za dużo energii. Westchnąłem cicho, by nie przykuć niczyjej uwagi. Nagle w mojej głowie narodził się pomysł. Chyba czas wykorzystać swój wygląd typa spod ciemnej gwiazdy. Uśmiechnąłem się sam do siebie po czym moje brwi zmarszczyły się w nieprzyjemny grymas. Wyszedłem z krzaków i zacząłem iść przed siebie.
- Hej! Ty! Stój! - Wykrzyczał jeden z wilków, który do mnie podbiegł. Podniosłem jedną brew i spojrzałem na niego z góry. - Czego tutaj szukasz? - Zawarczał niczym szczenie, na co odpowiedziałem groźny rykiem.
- Nie wchodź mi w drogę szczurze - Pokazałem mu całą paszczę ostrych zębów
- Odejdź stąd! - Do jego towarzystwa dobiegło jeszcze trzech
- Dajcie mi przejść a nic wam się nie stanie - Spiorunowałem wszystkich wzrokiem. Strażnicy popatrzyli po sobie po czym zrobili krok w tył.
- Skoro chcesz tylko przejść... - Mądry wybór, powiedziałem w głowie i ruszyłem przed siebie. Fuknąłem jeszcze przechodząc koło nich i zacząłem odliczanie. Trzy.. Dwa.. jeden..
- Wyglądasz na silnego - Krzyknął jeden z nich, na co uśmiechnąłem się i podczas odwrócenia się do nich przodem przywdziałem złowrogą minę.
- I...? - Warknąłem jakby podirytowany, że nie chcą dać mi odejść.
- I.. powinieneś do nas dołączyć... - Uśmiechnął się do mnie jak do najlepszego kolegi. Na co ja podniosłem jedną brew - Widzę, że cię zaciekawiłem haha! - Podszedł zadowolony - Jeśli chcesz rządzić, chodź z nami - Spojrzałem na niego niepewnie
- Gdzie jest haczyk? - Zapytałem
- Haczyk? - Roześmiał się - W tym cały sęk, nic takiego nie ma! - Przybliżył się jeszcze bardziej, na co ja pokazałem szereg białych kłów.
- W końcu coś godnego uwagi.. - Wysyczałem zadowolony
- Nasz chłop - Powiedziałem do dwójki swych kolegów, którzy zadowoleni pokiwali głowami - A więc współpraca? - Zapytał - Będziesz siał postrach i zniszczenie.. - Dodał podkreślając oba słowa
Potaknąłem głową i wilk zaprowadził mnie do ich przywódcy. Ten sam stary wilk z wcześniej. Zaczął wyjawiać mi plan, jakby jednemu ze swoich najlepszych ludzi. Cóż za brak rozwagi. Postawił mnie na straży klatki, ponieważ byłem najlepiej zbudowany z jego ludzi. Kiedy ustawiłem się na pozycji, młody wilk mnie rozpoznał.
- Ty zdrajco! - Wykrzyczał, a ja natychmiast go uciszyłem.
- Przyszedłem Ci pomóc, więc zamknij jadaczkę i słuchaj - Wyszeptałem najciszej jak się dało, po czym dostrzegłem an sobie wzrok innych wilków. - Ucisz się szczeniaku, albo rozerwę cię za strzępy - Warknąłem nastawiając się bojowo. Jakiekolwiek podejrzenia zniknęły razem z tym zdaniem. Myślałem, czy to pech czy szczęście, że trafiłem na taką pandę idiotów. Kątem oka dostrzegłem klucz zwyczajnie zawieszony na gałęzi parę metrów od klatki.
- Dasz radę iść z tą smyczą, czy trzeba ją zdjąć? - Zapytałem
- Nie wiem co to za cholerstwo, ale wilczyca, która mnie tu przyprowadziła, wzięła mnie jak jakiegoś potulnego pieska - Wysyczał przez zaciśnięte zęby
- Czyli musimy się tego pozbyć - Zastanowiłem się. Mogłem dać nam przykrycie dzięki mojej umiejętności oślepiania, jednak jak zdjąć to coś z jego głowy?
- Pst! - u\Usłyszałem nagle i dostrzegłem waderę za drzewem. Zdezorientowany podszedłem bliżej.
- Kim jesteś? tu jest niebezpiecznie - Mówiłem jak najciszej nie odwracając wzroku od strażników.
- Podsłuchałam ich, wiem jak to zdjąć - Wyszeptała patrząc prosto na obrożę
- Skąd mam wiedzie... - Nie dokończyłem, gdy mi przerwała
- Jestem Avafo... uwierz mi jestem po twojej stronie - Spojrzała mi prosto w oczy. Zmarszczyłem brwi, ale po chwili zastanowienia stwierdziłem, że muszę zaryzykować.
- Co mam robić? - Zapytałem

<Avafo?>

sobota, 7 stycznia 2017

Od Avaresh'a

Zacznijmy od tego, że Avaresh zafascynował się czymś takim jak.. książki. Tak, dokładnie książki. Nie raz zdarzyło mu się zabrać je z ludzkich terenów i przechowuje w swojej skrytce, która jest już kompletnie nimi zapchana. Kradzież? Nie.. w końcu się nienawidzimy, gdzie tutaj znajdziesz takie słowo w słowniku. Skoro możemy się mordować i "gwałcić" to co za różnica. Jednakże, przez to narodziła się jego nowa pasja. Zapragnął sam napisać jedną z nich. Nauczył się rzetelnie ludzkiego języka i nie jest już w tym taki zły. Warto jeszcze wspomnieć jakie rodzaje książek polubił i o dziwo nie były to jakieś historyczne, detektywistyczne czy romansidła... pokochał takie, w których pojawiało się coś czego nie znał. Najbardziej pobudziły jego emocje stworzenia nazywane "zombie". Bezmyślne, martwe stworzenia, które zapragnęły ludzkiego mięsa. Wiele razy się zastanawiał, czy napisać coś takiego, jednak jednym z nich będzie... wilk? Nie.. brzmi to co najmniej komicznie. Przysiadł, trzymając w zębach długopis. Zamyślił się i zaczął..
"Nasz kochany rząd wprowadziłby stan wyjątkowy, uruchomił wojewodów i sztaby kryzysowe oraz centra koordynacji na zasadzie zwalczania epidemii. Tylko, że...
Każde duże skupisko ludzi, to wylęgarnia zombie. Każde miasto staje się potencjalnym siedliskiem zarazy. Trzeba by izolować miasta. Wojsko stara się ewakuować wszystkich zdrowych cywili."
Przechodząc z dwoma strażnikami obok ich głównej kwatery usłyszał pierwszy raz to co dzieje się na świecie, spojrzał zszokowany przez szybę wpatrując się w telewizor, tak samo postąpili Ci co go prowadzili. Widział nagranie jak człowiek rzuca się na drugiego. Przecież to niemożliwe... filmy o zombii zawsze były jego ulubionymi, ale takie coś nie miało prawa się stać. Filmowego zombie interesuje tylko jedno, dopaść żywego człowieka i zjeść jego mózg, czy jakikolwiek narząd. Zabity w tak drastyczny sposób człowiek też staje się zombie i rusza na łowy. Filmowe zombie mnożą się w postępie geometrycznym, jak wirusy najbardziej śmiercionośnych chorób. Według ustaleń tych badaczy, gdyby doszło do inwazji zombie, to ludzkość by stanęła na krawędzi zagłady.Chłopak wszystko analizował sobie w głowie, jednak nie potrafił do końca trzeźwo myśleć, czuł strach, ale przez tą mieszaninę emocji przebiła się ulga że te stwory się tutaj nie dostaną, to przecież największe i najlepiej strzeżone więzienie na świecie. Chłopak ponownie skupił się na magicznym pudełku który jest jedynym źródłem informacji z zewnątrz. Widział wojsko, próbujące ratować miasta. Z drugiej strony ewakuacja całego miasta trwa za długo. Odizolowanie i ewakuacja "zakażonej" dzielnicy to operacja nie do wykonania w krótkim czasie potrzebnym do ograniczenia ogniska zarazy. A trzeba uruchomić wszystkie służby medyczne do identyfikacji zainfekowanych. Wyobrażacie sobie histerię i panikę w szpitalu, gdzie trafia człowiek w trakcie przemiany? Luxio, krótkowłosy młodzieniec czuł, że postępował tak jak jest w filmach, ale ich także nie powinno się ślepo słuchać, w każdym pojawiają się inne, próbował dostrzec najmniejsze szczegóły na wszelki wypadek i mu się udało. Jeden z żołnierzy strzelił przemienionemu człowiekowi w głowę, a ten już się nie podniósł, już wie jak je zabić, chociaż tyle. Nagle obraz zaczął być niewyraźny i słychać było szumy. Jeden ze strażników wstał jak najszybciej machając na prawo i lewo anteną. Poczuł uderzenie w tył głowy.
- Ruszaj się - Usłyszał w głosie strażnika przerażenie.
Jego cela była w Sektorze dalej, dużo tędy już go prowadzili irytowało ich to jak im mądrze odpowiadał na pytania, był uczonym. No tak co ktoś inteligentny robi w więzieniu. W jego wypadku posiadanie mocy było przekleństwem straciłem wszystko na co zapracował. Ale szybko zrozumiał, że teraz może mu to uratować życie. Wrócił myślami do "apokalipsy" Blokady ulic, zamknięcie dworców kolejowych, autobusowych, lotnisk daje w efekcie masową panikę ludzi, którzy chcą znaleźć się jak najdalej od zagrożenia.. Grzeczne prośby o pozostanie w domu nie zdadzą się na nic. Masowy exodus z miast prowadzi do paraliżu komunikacyjnego i wywleczenia zarazy na prowincję poza wszelką kontrolą. Chciał nie chciał trzeba wprowadzić stan wojenny. Skądś to znamy, ale tym razem zombie nie niosą transparentów solidarności. Wcześniej czy później wojsko zacznie strzelać do ludzi. Zaufanie do państwa, o ile takie jeszcze istniało, trafia szlag. Poza wojskiem, policją, służbami porządkowymi, strażą graniczną, sokistami, ochroniarzami prawie nikt nie jest przygotowany do zwalczania zombich, nie ma czym oprócz środków improwizowanych. Kwestia wiary, religii i kościoła tylko komplikuje sprawę, bo im większe skupisko ludzi, tym więcej potencjalnych zombie. Każda instytucja państwowa, samorządowa, społeczna, każda jednostka organizacyjna przestaje istnieć. Przetrwają odizolowane grupki wegetujące do wyczerpania zapasów. Wiedział, że może analizować sytuacje jeszcze spory czas, gdyż do jego celi była nie krótka droga. Jednak usłyszał okropne wrzaski. Spojrzałem przed siebie, na końcu korytarza w plamie czołgał się mężczyzna w niebieskim stroju strażnika.
- U-u-uciekaj... - Nie dokończył gdy nagle skoczył na niego inny mężczyzna w tym samym stroju nasiąkniętym krwią. Chłopak poczuł jak jego ciało drży, a drobinki potu spływają po czole. Stwór wstał i zaczął patrzeć się w jego stronę. Ku*wa.. Ku*wa.. Ku*wa.. Luxio czuł że tutaj zginie, ale nie chciał tego, zobaczył jak strażnicy wyjmują pistolety drżącymi rękoma.
- Stój! Nie zbliżaj się! - Wrzasnął jeden z nich i w tamtym momencie to coś ruszyło na nich biegiem
No strzelajcie do ku*wy nędzy! Poczuł jak nogi uginają się pod nim. W końcu usłyszał strzał, niestety koło jego ucha, upadł na ziemię a wszystko było rozmazane i ten okropny pisk w uszach. Słyszał krzyki coś przebiegło nad nim. Nie wiedział co się dzieje. Zaczął się szarpać w nadziei, że znajdujące się kajdanki na jego rękach ustąpią, ale nic to nie dało. Próbował uspokoić przyspieszony oddech i serce które prawie wyszło z klatki piersiowej, przed jego oczami pojawiły się wszystkie wspaniałe chwile z życia. Mam zginąć tutaj? W taki sposób? Poczuł ogromny ciężar na sobie, czyjeś ciało go przygniotło, od razu jego orientacja w napływie strachu się poprawiła. Poczuł jak kropelki krwi kapią na jego policzek. Przerażonymi oczami patrzył na ciało funkcjonariusza z dziurą w głowie znajdującą się centralnie przed jego twarzą. Jego skóra była popękana i stara, a krew zakrzepła. Przecież to niemożliwe, przecież dosłownie sekundę temu zginął. Rozejrzał się nerwowo dokoła, słyszał wielokrotne strzały i co chwile koło niego upadały kolejne ciała, które po chwili wstawały. Nie widziały go.. jakim cudem? Przypatrywał im się uważnie. Nie atakują swoich rzucają się tylko na funkcjonariuszy. W dodatku były okropnie szybkie, nie minęło kilka minut a stwory przedostały się przez mur uzbrojonych ochroniarzy. Leżał tak cały czas wpatrując się w sufit, nie mógł uwierzyć, ze to się dzieje, musi się jak najszybciej stąd wydostać. Myślał nad tym co by najprawdopodobniej postąpili wojskowi, natychmiast zamknęliby i uszczelnili granice patrolowane z lądu, wody i powietrza. Deklarują pomoc medyczną i humanitarną, wsparcie ratownicze i wojskowe, które nadchodzi w znikomej ilości niesione tylko przez ochotników. Żesz ku*wa, poczuł łzy w oczach, jak to g*wno tak szybko się tutaj dostało? Przecież to wybuchło cztery państwa dalej... Nagle zauważył, że już jakiś czas jest cisza. Chłopak wydostał się powoli spod ciała. Rozejrzał się gwałtownie i stwierdzając że nie ma tutaj zagrożenia podniósł broń sprawdzając jej magazynek, pusty... Dokoła było mnóstwo zużytych naboi. Nosz... zacisnął pięści i przejrzał kilka pistoletów miał szczęście, gdyż natrafił na dwa naboje. Najwyżej jeden będzie dla niego. Dopiero teraz zauważył, że kajdanki które go więziły były wręcz połamane. Czyżby jakieś nadprzyrodzone moce się w nim budziły? To raczej nie czas na żarty... Ruszył powolnym krokiem przed siebie, obrał kierunek swojej celi bo tylko tamte tereny znał.
- - - -
Wbił sztylet w ścianę pociągając go mocno w skos tworząc kolejną kreskę. Ile to już? Spojrzał na ścianę pokrytą zarysowaniami, a każde oznaczało jeden dzień. 7 miesięcy... Najprawdopodobniej w kraju panuje zdrowa paranoja, żadnego zaufania do drugiego człowieka, wzajemna wrogość. Z trudem powstają małe wspólnoty ocalonych. Muszą szukać odizolowanych, samowystarczalnych miejsc z ograniczonymi drogami dostępu. I tak wracamy do plemiennego średniowiecza. Każda zdolna przetrwać grupa musi "oczyszczać" teren wokół siebie. Oparł czoło o szarą ścianę, samotność jest w tym wszystkim najgorsza, co prawda tak najłatwiej jest przeżyć, chociaż grupa też ma swoje plusy. Przejechał ręką po karku gdzie była wszczepiona maska, nadal się do tego nie przyzwyczaił, czuł pewien dyskomfort mimo iż sam to wymyślił. Przyłożył dłoń do ust i wydał z siebie głuchy dźwięk zmęczenia, poczuł jak jego oczy powoli się zamykają. Kiedy przyszedł czas by je otworzyć zobaczył przed sobą czyjąś sylwetkę..."
Basior czując pokrzepiający ból w karku wyprostował się.
- Chyba czas na przerwę - Charknął pod nosem i zaczął rozmyślać, nic nie mogło odciągnąć go od jego opowiadania. Zastanawiał się jak postąpić dalej. Oczywiście miał w głowie rozbudowaną całą fabułę, kiedy co i jak ma napisać, jednak... przed mężczyzną umieścić obrzydliwego stwora, czy może kobietę i zarazem bratnią duszę. Martwił się, że raczej nie poradził by sobie z głębokim romansem w takim otoczeniu. A zombie, byłoby takie oczywiste.
- Typowe myśli wilka, nieprawdaż? - Zaśmiał się sam do siebie i nieoczekiwanie dostał odpowiedź.

---

<Zabawię się w "ktosia". xD Ktoś?>

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Nowa postać!

Bardzo serdecznie witamy pierwszego członka, oprócz adminów :D! Cieszę się, że spodobała Ci się nasza wataszka i życzymy dużo weny u nas! Najdłuższy formek jaki widziałam <3 

Embarence Your Dreams
And Whatever happens 
Proteckt your Honor
Wykonał/a: tiffashy
Imię: Avaresh
Płeć: Basior
Orientacja: Heteroseksualny
Wiek: 6 lat
Głos: KLIK!
Rodzina: Ofiary wiecznych walk, ma jeszcze siostrę, której nie widział od lat.
Żywioł: Światło
Rasa: Wilk
Moce: Potrafi wytworzyć kulę światła, która wybucha i oślepia przeciwnika. Pomyślicie, że ktoś może przecież odwrócić wzrok, jednak ma zdolność tworzenia jej w dowolnym miejscu z zasięgiem dwudziestu metrów. Już bardziej rozbudowaną umiejętnością jest tworzenie takowej kuli i doprowadzić ją do prawdziwej eksplozji. Im dłużej przeczeka, tym większy zasięg ma wybuch. Bardzo przydatną umiejętnością jest regeneracja, gdzie stoi w promieniach słońca, bardzo szybko odzyskuje siły.
Mina - rzuca na ziemię klątwę, która przybiera postać skomplikowanego symbolu. Kiedy oponent stanie na minie, ta zaczyna piszczeć. Jeśli osoba stojąca na symbolu poruszy się, mina wybucha. Jest jednak trudno w nią wpaść, gdyż świeci, taki minut jego żywiołu, jednak wielu jest zainteresowanych światełkiem i sami w to wchodzą.
Charakter: Można go poznać z dwóch perspektyw, przyjaciela i dowódcy (Dowódcy - ma bardzo władczy charakter, co jest zwykle ukazywane na początku). Obie się od siebie różnią i nigdy nie pokrywają. Zacznę jednak od jego nieposkromionego i bystrego umysłu, gdy rządzi innymi twardą ręką, mimo braku posiadania wysokiego stanowiska. Początkowo nie był akceptowany przez swój lud, uważali, że ktoś bez praw nie powinien się rządzić. Dodatkowo rozpoczął to w bardzo młodym wieku. Mimo braku zaakceptowania, Avaresh rozpoczął rządy ogromnymi zmianami, w tym walką z ludźmi o tereny. Teraz jest bezwzględnym władcą i bohaterem swego ludu. Nie raz pokazał, że jego lud jest dla niego cenniejszy niż jego własna dusza. Pomyślicie, że jest psychiczny i do tego zadufany w sobie? Cóż trzeba sobie jakoś radzić. Jednak tak uzyskał bezwzględne oddanie i zaufanie wilków. Utrzymuje nieskazitelną reputację swoich ludzi, jeśli coś niedozwolonego stanie się na ich terenie, bierze za to pełną odpowiedzialność. Nawet, gdy dojdzie do ataku ludzi z wcześniej nieprzewidzianej perspektywy. W czasie obrad, wypowiada się ze spokojem i dumą, lecz rozumie, że kiedy nie podziałają argumenty, musi podnieść głos, co mu się nierzadko zdarza. Do takowych walk dochodzi z jednym ze starszych i doświadczonych wilków. Oba osobniki niestety nie potrafią podtrzymać dumy jeśli przychodzi do konfrontacji. Mimo traktowania, każdego równo Avaresh uważa go za bezmózgiego osiłka, natomiast opinia Halforca na temat wilka sięga do: jedynie wymądrzałych gadek i braku działania. Zdanie Avarasha jest bardzo szanowane przez dowódców, jest on nie tylko błyskotliwy, ale także dostał miano taktyka, jednak nie potrafi on dobrze rozłożyć ataków, jest on w tym co najmniej słaby. Jednak nazywają go tak, gdyż ma niezwykłe pomysły ulepszania zapraw obronnych. Mimo wieku, nadal jest brany za rozmarzonego młodzieńca. Dzięki niezwykle dobrym umiejętnościom logicznego myślenia i sokolego wzroku potrafi szybko podać przybliżoną liczbę atakujących przeciwników. Potrafi także prędko podejmować decyzje, lecz w połowie przypadków są one błędne, jednak dzięki szybkiemu reagowaniu straty są dużo mniejsze, niż jest to przypuszczane. Jest on bardzo punktualny i nie zabraknie go na żadnym bardziej lub mniej ważnym wydarzeniu. Kiedy do jego rąk dojdzie dokument mówiący o potrzebie wsparcia, wyśle je natychmiastowo nie zważając, czy jest to przegrana już bitwa, jednak sam zawsze rusza na pole bitwy. Jak mają ginąć jego ludzie, to on razem z nimi. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że wilki mają rację mówiąc iż jest to nieodpowiedzialne zachowanie, gdyż tracąc ludzi możemy stracić tereny. Ma on na to sposób, za każdym razem zostawia notkę z napisem imienia i nazwiska kolejnego następcy. Co śmieszniejsze za każdym razem widnieją na niej inne dane. Ewidentnie traktuje siebie jak króla i myśli, że inni też tak robią, co za beznadziejny przypadek. Przez liczne walki utrzymał niezwykłą formę. Niesie to jednak za sobą, również złe skutki, jego ciało jest w wieku miejscach okaleczone, raz stracił całą łapę, jednak ta część ciała została przyszyta. Z powodu wiecznego, jak on to nazywa "zrzędzenia" innych, stał się lekko rozkojarzony, przez co w pewnym momencie potrafi podać niezwykle mądry pomysł, a po chwili jakby zapomniał co powiedział i zaczyna rozpaczać, żałując tego co powiedział, bo jest święcie przekonany, że z jego ust wyszły same brednie. Warto wspomnieć, że względem swoich już genialnych pomysłów, popartych przez wilki jest bardzo zdeterminowany i chce je wykonać na zaraz, nawet jeśli są to kilkuletnie prace. Co potrafi dokonać wilk, gdy ma przy sobie wsparcie innych. Podczas bitew potrafi być niezwykle szlachetny, czasami uprzedza wrogów (spotykając ich kilka kilometrów przed wojskami wilków) i sugeruje im by zawrócili. Jedni uważają to za głupotę i lekkomyślność, drudzy powiadają, że niemożność zabijania nie jest słabością. Avaresh ma "talent" do jednania sobie ludzi, kiedy poznajesz go pierwszy raz masz wrażenie, że wszelkie historie(Przynajmniej on myśli, że takowe istnieją) na jego temat nie są ani trochę przesadzone i tak pozostanie póki ma na sobie "koronę", a wraz z tym dumny chód i szlachetne słowa. Jednak, kiedy ten najbardziej ceniony przez niego przedmiot znajdzie się na czerwonej poduszce, nagle masz wrażenie, że te historyjki to jakieś żarty. W końcu jak spotykasz roześmianego wilka na środku polany, dodatkowo zakrytego peleryną nigdy nie pomyślałbyś, że to ktoś rozsądny. Na temat jego wyglądu krążą jedynie plotki, a i tak rzadko kiedy ktoś go rozpozna. Kiedy staje się "zwykłym" basiorem, jest bardzo uszczęśliwiony pogodnymi wymianami zdań z resztą wilków. Więc tak poznajemy jaki jest za swoją dowódczą godnością! Pierwszą rzucającą się w oczy cechą jest to że chciałby zbawić cały świat i zakończyć wszelkie wojny. Sam zdaje sobie sprawę z tego, że to tylko dziecięce mrzonki, jednak z nich nie rezygnuje i jest pewien każdego słowa, które wyszło jego usta. Ma niezwykły talent jednania sobie ludzi, sam jego charakter sprawia, że inni chcą za nim podążać i go wspierać. W prywatnym towarzystwie wychodzi zwykle na głupka z przebłyskami mądrości, ponieważ zawsze chce poprawić komuś humor. Jedyne momenty, gdy staje się dupkiem, to w momencie, gdy jest bliski śmierci, nie boi się stawić jej wyzwanie. Jest w tedy kimś zupełnie innym. Jako osoba z nie do końca sprawną łapą namawia zdrowych ludzi do wykorzystania swoich silnych nóg, by iść wciąż do przodu. O tak, lubi wspierać linnych, a najbardziej uwielbia zafascynowane nim szczeniaki, wtedy jego inteligencja przekracza dopuszczaną normę. Wsłuchują się w każde jego słowo, ale nie można mu odmówić, że jego słowa w takich momentach są na prawdę pouczające. Pokazuje także jego heroizm, zrobiłby wszystko dla dobra innych. Pozostańmy jednak przy jego nastawieniu do obcych. Nie pokazuje wielu uczuć prócz miłego uśmiechu na ustach, a czasem nawet przyjaznego śmiechu. Jak bardzo ciekawy świata jak i ludzi. Nie ma trudności zadawać nawet najbardziej prywatne pytania. Każdego uważa za swojego przyjaciela, a jeśli ktoś nie chce nim być i ucieka się do wulgarnych słów to wyzywa go na pojedynek. Oczywiście pod warunkiem, że jeśli wygra zostaną przyjaciółmi. Równie dziecinny, naiwny i śmieszny sposób co w przypadku karteczki z imieniem następcy. Jednak podczas takich potyczek jest honorowy. Z chęcią dzieli się z ludźmi swoimi poglądami i nie stara się zmienić innych, przynajmniej oni tak myślą. Delikatnie przekazuje, że to co robią jest złe (jeśli rzeczywiście takie jest). Może się wydawać, że Avaresh wypracował chęć częściowego zauważenia. Jednak nie pod względem dowódctwa, a przyjaciela i towarzysza. Nie raz odczuwa srogą samotność i nie można mu odmówić delikatności wobec uczuć. Kiedyś dowiedział się przez to jaką wielką wadą jest chęć zemsty i każdego napotkanego od tego odciąga. Chęć to tylko początek, niestety nie ma rozwinięcia, jest dokonanie zemsty i to koniec... pozostaje po tym tylko żałować. (Uwaga charakter specjalnie miał wyjść na taki groteskowy - groteskowy oznacza przesadzony/nad wyolbrzymiony)
Aparycja: Umaszczenie Avaresha składa się z czterech kolorów. Całe jego podbrzusze, uszy i dolna szczęka są pokryte ciemną szarością. Komponuje się to z granatową sierścią, która pokrywa resztę ciała, prócz karku, pleców i ogona. Jego oczy są koloru głębokiego błękitu, który znajduję sie także na "antence" włosów i końcówce ogona. Długa i postrzępiona sierść znajduje się na jego karku, a im dalej od tego punktu, to staje się coraz krótsza. Czerń pokrywa całe jego plecy i początek ogona. Tego samego koloru, ma również skarpetę na przedniej lewej łapie.
Umiejętności:
-Potrafi szybko nawiązać z kimś dobry kontakt,
-Szybka regeneracja, przez posiadanie dużej wytrzymałości i witalności,
-Szybkie i rozważne podejmowanie decyzji,
-Podczas ważnych przemówień w ogóle nie odczuwa stresu,
-Szybko uczy się nowych mocy,
-Umie się targować,
-Zna wiele języków i biegle się nimi posługuje,
-Nie najgorsze umiejętności walki wręcz.
Zauroczenie: -
Partner: -
Potomstwo: -
Towarzysz: -
Co lubi:
-Wygrzewać się w słońcu
-Użalać się na sobą
Czego nie lubi:
-Walk
-Hazardu - bardzo często bawiła się w to jego siostra

Ciekawostki:
-Uwielbia rośliny i opiekę nad nimi,
-Ma bardzo złe dni i zachowuje się jak ostatni.. no sami wiecie,
-Często jego miły uśmiech jest mylony z aroganckim, taki jego urok,
-Często mówi, że jest złą osobą, przez jego przeszłość, co jest całkowitą prawdą, od tamtego czasu jego charakter się drastycznie zmienił,
-Ma przebłyski charakteru z "dawnego siebie".




Kierujący: talon (H) bystan666@gmail.com