Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toluen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toluen. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 czerwca 2017

Od Toluena c.d Yvris

"Italiana" była jednym z tych przytulnych lokali, które wydawały się w magiczny sposób rozszerzać i nigdy, bez względu na ilość gości, nie sprawiały wrażenia zatłoczonych. Nawet gdy wszystkie stoliki były zajęte, a przy ladzie tłoczyli się klienci chcący kupić coś na wynos, kawiarnia wciąż zachowywała ten swój specyficzny spokój i to także w jakiś sposób kojarzyło się Toluenowi z Yvrisem, nawet jeżeli bibliotekarz nie należał do najspokojniejszych osób, z jakimi miał okazję mieć do czynienia.
Telo odetchnął raz jeszcze przepełnionym zapachem kawy i słodkich wypieków powietrzem i rozsiadł się wygodnie na stosunkowo cienkiej poduszce wyściełającej podniszczone krzesło z ciemnego drewna.
Upór, uznał. Właśnie mają ze sobą wspólnego.
Uśmiechnął się mimowolnie słysząc ciche półpytanie bibliotekarza.
- Dosyć często - odpowiedział, wzruszając lekko ramionami. - Dość dobrze dogaduję się z właścicielem, więc sam rozumiesz.
Yvris skwitował to cichym "aha", po którym na dłuższą chwilę zapadł ten dziwny, przytłaczający rodzaj ciszy.
Telo spojrzał na mężczyznę badawczo i z zaniepokojeniem zauważył jego zmieszanie. Wydawało się, że nie jest szczególnie zachwycony tym wypadem, a Telo bardzo nie chciał, by się wymęczył i jego najlepszym wspomnieniem z tego popołudnia był powrót do domu.
Może to wina lokalu? Zaklął w duchu i sięgnął nieco mechanicznie po menu, czy jakkolwiek inaczej Fred zatytułował tę dziwną broszurkę zawierającą rozpiskę dostępnych deserów i napojów. Zaklnął jeszcze raz, jak gdyby wyglądający na niego z pierwszej strony kawałek szarlotki coś mu zrobił. Pewnie, że to wina lokalu. Uraziłeś go, przyrównując go do miejsca, które zupełnie mu się podoba. Cudownie, choleraa jasna. Ty idioto.
No nic, musiał jakoś uratować sytuację. Drugiej takiej okazji nie będzie.
- Nigdy nie umiem się zdecydować, co wziąć - zagadnął wesoło, chcąc jakoś ponownie zacząć rozmowę. - I zwykle kończę z czarną kawą i szarlotką, plując sobie w brodę, że to nie ten świetnie wyglądający deser który niosą do stolika obok. - Uśmiechnął się i podał Yvrisowi menu, odwracając je, by nie musiał czytać do góry nogami. - No ale jak tu się rozeznać, skoro nawet głupia, ale swoją drogą wyborna szarlotka ma taką fikuśną nazwę?

---

<Przeklinam cię, notatniku. Shame.>

czwartek, 18 maja 2017

Od Toluena c.d Yvris

Telo spojrzał na bibliotekarza z niejakim zaskoczeniem, które jednak niemal od razu zostało zastąpione przez pełen samozadowolenia uśmiech. Po tym, w jak chłodny i pełen irytacji sposób Yvris zwykle się do niego odnosił, kompletnie nie spodziewał się, że wyciągnięcie go gdziekolwiek będzie aż tak łatwe - szczególnie w dzień roboczy, w godzinach, w których biblioteka powinna jeszcze pracować.
- Cieszę się bardzo, że jednak się zdecydowałeś - stwierdził, starając się, by jego ton głosu mimo wszystko zbyt mocno nie zdradzał, jak bardzo się cieszy. Szczególnie że drugi mężczyzna nie wydawał się jakoś wyjątkowo zachwycony wizją wypadu, który właśnie sam zaproponował, a Telo naprawdę bardzo nie chciał, by postanowił jednak zmienić zdanie. Koniec końców nie wiedział przecież, kiedy - i czy w ogóle - nadarzy się kolejna taka okazja.
Jeszcze trochę minęło, zanim Yvris upewnił się, że między regałami nie pałęta się jakiś zbłąkany czytelnik, zamknął bibliotekę i trzy razy sprawdził, czy na pewno jest dobrze zabezpieczona przed wszelkimi książkokradami. Młodszy mężczyzna czekał w milczeniu, niekoniecznie cierpliwie, usadowiwszy się po turecku na niskim murku oddzielającym trawnik od wąskiego, pofałdowanego miejscami przez korzenie rosnącego nieopodal dębu chodnika. Zaczął bawić się zerwanym źdźbłem trawy, próbując przypomnieć sobie, jak się na nim grało.
Uśmiechnął się do bibliotekarza, gdy ten w końcu wrócił, i wstał, odruchowo chowając trzymaną w ręce trawę do kieszeni.
- Gotowy? - zagadnął wesoło. - Jestem pewien, że spodoba ci się nowy wystrój Italiany. Od razu przyszedłeś mi na myśl, gdy go zobaczyłem.

---

<Wcale nie znam dobrze właściciela, który wcale nie da nam najlepszego stolika.>

piątek, 31 marca 2017

Od Toluen'a c.d Yvris

Wypełnianie papierzysk było bez wątpienia monotonne i nudne, a przynajmniej za takie szybko uznałby je Telo i najpewniej już po czwartej z rzędu potraktowanej pieczątką kartce zrezygnowałby i zajął się swoimi sprawami, gdyby nie fakt, że tym razem tej poniekąd żmudnej pracy towarzyszył jednak szczytny cel w postaci uwolnienia bibliotekarza od nadmiaru obowiązków. No, może jeszcze miała coś w tej kwestii do powiedzenia ta obiecująca perspektywa Yvrisa zgadzającego się na wspólne wyjście, która zamajaczyła gdzieś w trakcie rozmowy.
Mimo to jednak Toluenowi dłużyło się na tyle mocno, że szybko stracił poczucie czasu. Nie miał przy sobie zegarka, na który i tak głupio byłoby mu patrzeć podczas pracy, zwłaszcza mając świadomość, że Yvris co jakiś czas na niego zerka; równie niezręcznie zresztą czuł się na myśl, że miałby tak zwyczajnie rozglądać się za jakimś znajdującym się w zasięgu wzroku, więc pozostawało mu obstawiać, ile już minęło. Nie żeby to miało jakieś znaczenie.
Postanowił po prostu skupić się na swoim zadaniu, by jak najszybciej je wykonać. Stosik, którym się zajmował, stawał się zauważalnie coraz mniejszy w miarę jak zapełniał starannym pismem kolejne kartki, aż w końcu Telo z niejakim zdziwieniem odkrył, że zostały mu już tylko cztery. Szybko się z nimi uporał, zadowolony, że poszło całkiem sprawnie, po czym wyrównał jeszcze nowy stos, utworzony tym razem z zapisanych już i zapieczątkowanych nudnych papierzysk, po czym usadowił się wygodniej na krześle, mimowolnie wlepiając wzrok w profil siedzącego bokiem do niego Yvrisa, który wciąż jeszcze nie skończył swojej pracy i wydawał się nią niezwykle zaabsorbowany. Młody mężczyzna miał okazję poprzyglądać mu się chwilę, nim bibliotekarz uniósł głowę i spojrzał najpierw na niego, a potem na stosik na biurku.
- Powiedziałbym, że poszło jak za dotknięciem magicznej różdżki, ale to byłby żart poniżej mojego poziomu - stwierdził Telo i mrugnął porozumiewawczo.

---

<Nie nie, zapłaci pewno ten gość który zgubi przypadkiem portfel.>

niedziela, 26 lutego 2017

Od Toluen'a c.d Yvris

Telo miał już to do siebie, że w pewnych charakterystycznych sytuacjach odmowy, ponaglenia, czy też zaprzeczenia należało powtórzyć kilkukrotnie, najlepiej głośno i dobitnie, patrząc mu prosto w oczy lub przynajmniej w twarz, by w końcu naprawdę je usłyszał i przetworzył. Było to coś w rodzaju wady fabrycznej, dość uciążliwej, ale na tyle przydatnej, by nikt na dłuższą metę nie zainteresował się wyeliminowaniem jej, i, co gorsza, dotyczyło też w większym czy mniejszym stopniu wielu innych członków rodu Nesardo.
Także teraz część słów starszego mężczyzny zaginęła bezpowrotnie gdzieś na odcinku dzielącym jego błonę bębenkową i korę mózgową, i nie uratował ich nawet fakt, że ta składająca się głównie z dumy oraz odrobinę zbyt wysokiego mniemania o sobie i swoich umiejętnościach, niewielka cząstka Toluena poczuła się urażona.
Sam Telo prawdopodobnie również tak by się poczuł, gdyby nie dwie dość znaczące kwestie. Po pierwsze, miał do czynienia z Yvrisem już wystarczająco dużo razy, by nabrać przekonania, że bibliotekarz w złości takiej jak teraz byłby w stanie powiedzieć wszystko o wszystkim - szczególnie jeśli nie dotyczyło literatury - i miał nadzieję, że w tym przypadku również tak było. Po drugie, cóż, z tego co się orientował, odstawianie scen z tak błahych powodów to raczej słaby sposób na zainteresowanie sobą obiektu westchnień, czy kogokolwiek innego.
Poza tym hej, co tam duma, właśnie usłyszał, że może się na coś przydać!
- Więc ci pomogę - zaproponował ochoczo, przysuwając do siebie część papierów, którymi aktualnie zajmował się bibliotekarz. - I tak mam wolne popołudnie, a we dwóch skończymy to znacznie szybciej i jednak będziesz miał trochę czasu dla siebie. No dalej, panie człowieku naprawdę pracujący - dodał z uśmiechem, nie dając Yvrisowi dojść do słowa. - Pozwól magikowi pobawić się trochę w papierkową robotę.

---

<Herbatę też może parzyć.>

sobota, 11 lutego 2017

Od Toluen'a c.d Yvris

 Telo od zawsze nie przepadał za bibliotekami (które zdecydowanie odwzajemniały jego uczucia, szczególnie okazując mu niechęć poprzez postawę swego zasuszonego, czterookiego personelu), toteż bywał w nich tylko jeżeli musiał - czyli, od ukończenia szkoły, praktycznie nigdy. Zdecydowanie bardziej wolał kupować książki i nie musieć się spieszyć z ich przeczytaniem, niż psuć sobie przyjemność z lektury świadomością, że jeśli do jutra nie zwróci książki, bibliotekarz pożre go żywcem.
Prawdopodobnie byłoby tak do dzisiaj, gdyby nie pewne wyjątkowo nudne popołudnie i fakt, że miasteczko nie dysponowało nawet najmniejszym antykwariatem, a do księgarni musiałby iść znacznie dłużej niż do biblioteki. Poza tym, cóż, kupowanie książek raczej nie sprzyja łatwemu wytrzymywaniu do następnej wypłaty - szczególnie, jeśli ta wypłata zależy głównie od tego, czy jakiś dzieciak będzie chciał mieć magiczny pokaz na urodzinach.
W każdym razie tak jakoś wyszło, że od tamtego dnia Toluen wpadał do biblioteki średnio co dwa-trzy dni i że więcej uwagi poświęcał bibliotekarzowi, niż książkom, dla których teoretycznie przychodził.
Cóż poradzić, panie Lumley. Serce nie sługa, a pana pokraczne wampiry to nie ten uroczy kurdupel, który właśnie patrzy na mnie zza konuaru tak, jakby miał ochotę mnie rozszarpać.
Telo uśmiechnął się do własnych myśli, jak zawsze, gdy zaczynały zahaczać w jakiś znaczniejszy sposób o rzeczonego kurdupla i jego urzekające cechy, których byłby w stanie wymienić zaskakująco dużo, gdyby miał w zwyczaju opowiadać ludziom o swoich zauroczeniach.
Zaraz jednak nieco spoważniał, uświadamiając sobie, że idiotyczny wyszczerz to nie jest raczej dobra odpowiedź na pytanie, szczególnie zadane takim tonem. Przyjrzał się wskazanej przez Yvrisa plamie z teatralnym przejęciem.
- Plama - stwierdził tonem znawcy. - To jest plama, sos kokosowy do wołowiny sprzed dwóch dni, jak sądzę.
Spojrzał na bibliotekarza i uśmiechnął się niewinnie, widząc jego wyraz twarzy.
- Ale możemy uznać ją nawet za zwykły pretekst do wyskoczenia na kawę - stwierdził pogodnie. - Oczywiście jeśli masz ochotę.
---

<Podryw na plamę zawsze w cenie.>


piątek, 27 stycznia 2017

Nowa postać!

SaigaTokihito

Im wyżej się wzbijesz, z tym większym impetem uderzysz kiedyś o ziemię

Imię: Toluen, jednak najczęściej (i najchętniej) przedstawia się jako Telo
Pseudonim: Telo
Płeć: Mężczyzna
Nazwisko: Nesardo
Orientacja: Biseksualny
Rodzina: 
  • Aibrim Nesardo - ojciec, 55 lat. Jowialny generał co rusz mylący imiona swoich dzieci.
  • Lenda Nesardo - matka, 49 lat. Cicha, spokojna niedoszła pani ornitolog o słabym zdrowiu i uczuleniu na pierze. 
  • Vendea Nesardo - siostra, 30 lat. Mimo różnicy wieku wciąż jest najlepszą przyjaciółką Telo.
  • Gavrin Nesardo - brat, 25 lat. Autor większości dowcipów na temat profesji Telo oraz ofiara większości jego sztuczek.
  • Landon Nesardo - brat bliźniak różniący się od Telo dosłownie wszystkim prócz koloru oczu.
Wiek: 22 lata
Głos: KLIK!
Żywioł: Magia
Moce: Telo już od najmłodszych lat wykazywał pewne predyspozycje do posługiwania się magią. Jego umiejętności w tym zakresie nie są jednak na razie jakieś wybitne, bo i nie za wiele robi, by takie były, i sprowadzają się głównie do prostych, mało efektywnych w porównaniu do sztuczek rzeczy, takich jak na przykład podgrzewanie wody, przesuwanie przedmiotów, czy też formowanie świetlnej kuli nie przekraczającej rozmiarami piłki do tenisa.
Charakter: Zamknij oczy i wyobraź sobie, że wywodzisz się z szacownego rodu, którego kolejne pokolenia raz po raz przysługiwały się krajowi w taki czy inny sposób, dostarczając mu głównie genialnych strategów i dowódców, ale także polityków, kapłanów, a nawet - dawno, ale jednak - królową. Masz w żyłach krew bohaterów, bystrych umysłów, które nie raz obróciły w perzynę armię cieszącego się znaczną przewagą wroga, kilkoma odpowiednimi słowami ratowały beznadziejne na pierwszy rzut oka sytuacje, a nawet zaskarbiały sobie przyjaźń samych bogów. Fajnie, co? Nie, jeśli miałeś pecha i urodziłeś się akurat Toluenem Abarianem Nesardo i jedyne, co tak naprawdę odziedziczyłeś po przodkach, to nazwisko i rysy twarzy. No ale cóż, jak powszechnie wiadomo, każda szanująca się rodzina powinna mieć w swych zwartych szeregach czarną owcę. Dlaczego ród Nesardo miałby być niby gorszy? Telo nigdy nie pisał się jednak na to stanowisko; nie był typem buntownika, który wszystko robi na wspak, byle tylko dopiec reszcie rodziny. Po prostu tak jakoś wyszło, a on - wykazując się cechą właściwą prawdziwym Nesardo chociaż w tej kwestii - przyjął swój los z godnością, a przynajmniej z wymuszonym uśmiechem i bez zbytecznego użalania się nad sobą, próbując obrócić całą sprawę w żart. Szybko też zaniechał prób oderwania od siebie etykietki, którą przylutowali do niego krewni; jest po prostu sobą. Leniwym, lubiącym żarty Toluenem, tym uroczym nicponiem, który zabawiając małych kuzynów sztuczkami podczas wizyt co rusz utwierdza członków rodziny w przekonaniu, że wysyłając go do akademii matka skazała go na los utalentowanego błazna, którego szczytem umiejętności będzie kształtowanie płomyków w zajączki. I chociaż Telo nigdy nie należał do tych szczególnie dumnych i skorych do chowania urazy, te słowa zawsze budzą w nim coś przerażającego. Gniew, rozgoryczenie, nienawiść, może uśpione ambicje - ciężko powiedzieć, tak samo jak ciężko określić, skąd i dlaczego się pojawiło. Równie bez powodu Telo stara się tłumić to, cokolwiek to jest, za każdym razem, gdy próbuje wypełznąć z zakamarków jego umysłu i osiąść gdzieś bliżej. Może coś na tym traci, może zyskuje - nigdy jakoś go to szczególnie nie obchodziło. Poza chwilami słabości, w których każdy widzi jedynie to, co złe, Toluen stanowi jednak mieszankę iście wybuchową. Energiczny, wiecznie pełen irytująco pozytywnej energii, nie potrafi usiedzieć za długo bezczynnie; zawsze musi mieć czymś zajęte ręce, szczególnie, jeśli ma się na czymś skupić. Na co dzień nie jest zbyt towarzyski, uwielbia jednak wszelkiego rodzaju występy, a jeszcze bardziej skupianie całej uwagi widzówna sobie. Ma cięty język i skłonności do odwracania kota ogonem, a komplementy prawi prawie równie dobrze, jak kłamie. Zawsze stara się dotrzymać obietnic i prawie nigdy mu to nie wychodzi, w pewnym sensie można więc nazwać go niesłownym i nieobowiązkowym, szczególnie biorąc pod uwagę jego skłonność do udawania, że nie ma problemu. Jego kreatywność miejscami bywa przerażająca, a spryt i umiejętność podejmowania szybkich decyzji - podobnie zresztą, jak ta tajemnicza zdolność do przekonującego udawania, że zawsze wie, co robi - upodabniają go bardziej do rudego lisa niż do czarnego niedźwiedzia, którego ród Nesardo ma w herbie. Telo nie należy do osób bardzo nienawistnych ani zazdrosnych, szczególnie porywczym też nazwać go nie można. Zamiast tego jest trochę zbyt sentymentalny, empatyczny i dobroduszny. Cóż, bywają gorsze czarne owce, prawda?
Umiejętności: Przede wszystkim iluzja, jednak nie ta, którą można by podciągnąć pod prawdziwą magię, a jedynie sztuczki pokroju wsadzania popielniczki do butelki po winie. Od lat jest to pasja Telo, który wciąż z zapałem doskonali swoje umiejętności i opanowuje coraz to nowe triki - a od mniej więcej roku stanowi także główne źródło utrzymania. Zwinne palce czynią z niego także całkiem sprawnego kieszonkowca i włamywacza (nie żeby kiedykolwiek próbował swoich sił w którymś z tych zawodów, skądże znowu). Ponad to całkiem nieźle radzi sobie ze szpadą i potrafi grać na skrzypcach.
Zainteresowania: Magia i iluzjonistyka, co chyba nie jest już w tym momencie szczególnie zaskakujące. Interesuje się też trochę ornitologią, do której pociąg odziedziczył po matce, przepada za literaturą grozy oraz jazdą konną. Ponad to od pewnego czasu do grona jego zainteresowań dołączyła także historia starożytna.
Zauroczenie: Pewien niespełniony pisarz
Co lubi:

  • Spać do późna
  • Odpoczywać
  • Wiosnę
  • Śnieg
  • Zwięrzęta, w szczególności gtaki i gady
  • Pływanie
  • Kawę bez mleka i cukru
  • Whiskey i czerwone wino
  • Kraciaste koszule
  • Owoce
  • Czekoladę

Czego nie lubi:

  • Swojego pełnego imienia
  • Szampana
  • Wysiłku
  • Być zmuszany do czegokolwiek
  • Nadprogramowych obowiązków
  • Papryki w jakiejkolwiek postaci
  • Roślin doniczkowych
  • Ropuch

Ciekawostki:

  • Bardzo lubi wywijać dobrym znajomym jego zdaniem wybitnie zabawne numery, chętnie też prezentuje im wszelkiego rodzaju nowości w swoim programie artystycznym (najczęściej również z zaskoczenia).
  • Od pewnego czasu coraz poważniej zastanawia się nad spróbowaniem swoich sił w malarstwie, nie ma jednak żadnych motywacji, by się za to zabrać.
  • Ma skłonność do zbyt szybkiego mówienia, zwłaszcza jeśli akurat jest wzburzony. Trajkocze wtedy jak katarynka, a wszelkie próby zwrócenia mu na to uwagi to walka z wiatrakami.
  • Jego rekwizyty zajmują w mieszkaniu więcej miejsca niż przedmioty codziennego użytku i pod żadnym pozorem nie pozwala ich dotykać. Nikomu.
  • Do tej pory utrzymywał się z występów na przyjęciach, jednak w chwili obecnej wisi nad nim widmo konieczności poszukania stałej pracy.
  • Jest dosyć stały, jeśli chodzi o uczucia. Jak już sobie kogoś upatrzy, to zauroczenie za szybko mu nie przechodzi.

Kierujący: Katiś1