Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Senill. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Senill. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lipca 2017

Senill i Alex opuszczają szeregi bloga!


Niestety, jak widać jest to smutna wiadomość. Ze względu na brak telefonu oraz problemy związane z komputerem i internetem, Senill zmuszona została do odejścia z bloga.

Jeżeli jednak kiedykolwiek będziesz chciała wrócić, Seni, drzwi są zawsze szeroko otwarte c:


Jako osoba odpowiedzialna za czystkę, za zadanie miałam przeprowadzać "selekcję" osób aktywnych od tych nieaktywnych, którzy jeżeli się nie poprawiali, zostali wyrzucani z bloga. Ostatnio jednak ktoś mi powiedział, że ja również zaliczam się do tego drugiego grona, mało wynoszących do bloga osób. Nie ukrywam - z moją aktywnością ostatnio było słabo, jak nie bardzo słabo.
Mogłabym się tłumaczyć, dlaczego było tak a nie inaczej, jednak uważam, że to bez sensu. Bo kto by chciał słuchać o tym, że ktoś już ledwo ma czas na sen, bo w wakacje nie tak jak inni wyjeżdża na wycieczki czy też wstaje o 10 rano, tylko zamiast tego od rana do wieczora pracuje, czas wolny poświęcając na rzeczy ważniejsze niż internet?
Chcąc być zatem sprawiedliwa w stosunku do innych osób, których powodem wyrzucenia była słaba bądź znikoma aktywność postanawiam, aby

ALEX OPUŚCIŁ SZEREGI BLOGA

Tym razem naprawdę, całkowicie i nieodwracalnie. Wraz z moją postacią odchodzę ja sama, wykluczając w ten sposób siebie samą z administracji, pozostawiając opiekę nad The World of Fiction pozostałym dwóm adminkom. Przecież podobno nic takiego nie zrobiłam dla bloga, więc nawet nie odczujecie mojej nieobecności, prawda? 
Wierzę, że dacie sobie radę bez takiego członka na pokaz jakim byłam ja, a TWoF odzyska czasy dawnej świetności.

Wszystkim pozostałym tutaj członkom życzę weny oraz niezapomnianych chwil spędzonych na blogu, powodzenia w życiu i czego tam jeszcze można od świata chcieć.

Teraz usuwam się w cień, nie chcąc dłużej przeciągać tego mojego marnego wywodu. 

Gdyby ktoś jeszcze kiedykolwiek chciał ze mną porozmawiać, zapraszam tutaj:

sylwuś.com [How]

Pozdrowienia od tego psychopaty we mnie i... do zobaczenia kiedyś..? 

Alex >:3

poniedziałek, 22 maja 2017

Od Senill cd. Alex


Przeszedł mnie dreszcz mający w sobie zarówno strach jak i odrazę. Minęła minuta czy dwie, nim opanowałam panikę. Wzięłam głębszy oddech i powoli odwróciłam się w stronę tego makabrycznego widoku. Patrząc na to istne miejsce grozy, jakaś myśl mi się nasuwała. Wiedziałam, o co tu chodzi. Wiedziałam, dlaczego to się stało. Jednak nadal nie mogłam skojarzyć, o co tu chodzi... Gdy nagle mnie olśniło. I jednocześnie zemdliło ze zdwojoną siłą.
-Zagłada... Kotów... - wydusiłam bardzo cichym szeptem ze zduszonego gardła. Byłam prawie pewna, że stojący obok chłopak tego nie usłyszał, jednak ten zaskoczył mnie swoim dobrym słuchem.
-Na to wygląda. - dodał obojętnie, jak gdyby w ogóle nie robiło to na nim wrażenia. Choć takie było silne wrażenie, wiedziałam, że nie jest mu to całkiem obojętne. Z jego oczu wyczytałam, że jest odrobinę zaskoczony. Emanowała również od niego ogromna ciekawość oraz odrobina, ledwo wyczuwalna nutka strachu. Chciałam jeszcze raz zapytać chłopaka, czy nie moglibyśmy wrócić poprostu wrócić do domów, jednak doskonale wiedziałam, że on się nie zgodzi. Zbyt go to zaciekawiło. Postanowiłam więc skorzystać ze swoich umiejętności nabytych w dzieciństwie. Z ogromnym trudem opanowywując mdłości zbliżyłam się do jednego kociego truchła leżącego w krwi. Z jeszcze większą odrazą stwierdziłam, że omało co nie nadepnęłam na jego leżącą nieopodal łapę. Powstrzymując panikę przyklękłam przy szczątkach ciała. Przez cały ten czas Alex przyglądał mi się z ciekawością. "Zastanawia się pewnie ile jeszcze wytrzymam bez wymiotowania" - stwierdziłam i ironicznie uśmiechnęłam się w duchu zastanawiając się jak żałośnie muszę wyglądać.
-Blee - wydałam z siebie krótki, cichy oddźwięk obrzydzenia, jakie się we mnie znajdowało w danym momencie. Zamoczyłam dwa palce prawej ręki w krwi i powąchałam ją, po czym szybko wytarłam krew o trawę. Czułam ogromne mdłości. Chłopak musiał zauważyć, że zaraz mogę stracić przytomność, bo złapał mnie za ramię i odciągnął od kałuży.
-Są świeże... Mają najwyżej kilkanaście godzin... - powiedziałam cicho.
-Skąd to wiesz? - zapytał czarnowłosy z lekką niepewnością, jednak widząc mój stan, zrozumiał, że wytłumaczę mu to kiedy indziej. Sam podszedł do zwłok i zrobił to samo co ja, by mieć pewność, że się nie mylę. Ja w tym czasie otrząsnęłam się trochę. Gdy wrócił do miejsca, w którym parę metrów od kałuży siedziałam na trawie.
-Miałaś rację. - powiedział kiwając głową. W tym momencie dotarł do mnie fakt, który spowodował, że mdłości wróciły. Skoro zbrodni dokonano najwyżej kilkanaście godzin wcześniej, ten ktoś, lub, co gorsza, coś, mogło nadal się tu kryć. Jednak odpędziłam te myśli. -Musimy powiadomić o tym Katelyn. - chłopak skinął głową - złożymy jej nocną wizytę - uśmiechnął się łobuzersko, jednak był to słaby uśmiech, ponieważ pewnie nie w aż takim stopniu jak ja, ale odrobinę się tym niepokoił.

***
Gdy doszliśmy do domu Kat, przez okno widać było jeszcze słabe światło. Byłam ciekawa, co też może ona robić o tej porze. Alex głośno zapukał w drzwi. Po chwili w drzwiach stanęła przywódczyni klanu ubrana w piżamę.
-O co chodzi? Co was do mnie sprowadza o tak późnej porze? - zapytała i ziewnęła przeciągle. Pokrótce opowiedzieliśmy jej o naszym odkryciu. W zamyśleniu Katelyn szybko ubrała się, wzięła kilka niezbędnych rzeczy i ruszyliśmy w zaułek. Gdy tam doszliśmy stanęłam nieco z tyłu, ponieważ nie miałam ochoty na kolejną falę mdłości. Alex i Katelyn rozmawiali właśnie o tym, co widzą. Ja, nie wiedząc, co mogłabym zrobić, postanowiłam przybrać formę wilka i powęszyć dookoła. Wykonałam rękami znak ying-yang. Otoczyła mnie wodna mgiełka i po chwili stałam już na czterech łapach. Pociągnełam nosem. Krew. Krew krew krew. Wszędzie ten okropny zapach krwi. Ruszyłam w stronę dziwnie układającej się kępy trawy i wsadziłam w nią nos. Moim oczom ukazała się zakrwawiona siekiera. "Niedobrze. Najpewniej to narzędzie zbrodni." - pomyślałam, po czym krzyknęłam do Katelyn i Alex'a, by tu przyszli. Powęszyłam jeszcze trochę dookoła, ale nic prócz zapleśniałej kanapki nie znalazłam.
Mimo zapału Alex'a do dalszych poszukiwań, Katelyn zdołała go przekonać, abyśmy kontynuowali poszukiwania jutro. Wróciliśmy więc do swoich domów. Przez długi czas bałam się zasnąć. Kilkakrotnie sprawdziłam, czy wszystkie drzwi i okna są dobrze zamknięte. Zasunęłam też wszystkie rolety. Normalnie tego nie robiłam, ale dziś nie czułam się bezpiecznie. Po kilku godzinach leżeniu w łóżku i myśleniu nad tym, co się przydażyło tej nocy, w końcu udało mi się zasnąć.
Na następny dzień kontynuowaliśmy poszukiwania, jednak znów spełzły na niczym. Przeszukiwaliśmy również tereny dookoła miejsca zdarzenia, ale i tak nic to nie dało. Wieczorem usiedliśmy na trawie w miejscu, gdzie to się wszystko zaczęło. Zaułek pogrążał się w ciszy i mroku. Alex i Katelyn znów wdali się w rozmowę, a ja rozglądałam się dookoła myśląc nad tym wszystkim. Gdy w pewnym momencie mój mózg coś zarejestrował. Powoli przeczesałam wzrokiem jeszcze raz ten sam obszar, który ostatnio. I jeszcze jeden raz. I w końcu dostrzegłam to, co mi nie pasowało. Ujrzałam parę oczu. Dużych, ciemnych niczym bezchmurna noc, głębokich. Były to oczy przerażające. Udawałam, że ich nie zauważyłam, by to coś nie mogło się dowiedzieć, że odkryłam jego pozycję. Z każdą steną sekundy napawało mnie to coraz większym lękiem, ponieważ udało mi się też doatrzec refleks odbitego księżycowego światła od... Siekiery.
-Alex... - szturchnęłam chłopaka szepcząc cicho - dyskretnie spójrz na drugą... - ucichłam, a chłopak udał, że odwraca się w moją stronę. Tak naprawdę próbował zarejestrować to, co zarejestrowały moje oczy. Odwrócił się znów do Katelyn, by i ją o tym poinformować. Jednak nie starczyło mu na to czasu, bo w tym samym momencie...

---

<Wybacz Alex, że tak długo nie było tego opka. Zuy komputer i te sprawy... Ale w końcu jest. A teraz zostawiam cię tu z tym, abyś wymyślała, co dalej.> Seni >:3>

czwartek, 16 marca 2017

Od Senilli cd. Alex


Razem z Alex'em ruszyliśmy w stronę lasu. Gawędziliśmy sobie o wszystkim i niczym. Nie byłam spięta, ale bardzo zważałam na to, by nie powiedzieć czegoś głupiego, lub by przypadkiem go czymś nie urazić. Postawiłam na koty. Gadałam o nich cały czas. Bo przecież nie można chyba obrazić kogoś mówiąc o kotach? Opisywałam właśnie moją kotkę Violine, gdy wtem chłopak przystanął na środku ścieżki. Spojrzałam na niego nieco zdziwiona.
-O co chodzi? - starałam się ukryć zdenerwowanie, jednak nie przychodziło mi to z łatwością. Może jednak coś palnęłam? Nieświadomie obraziłam rozmówcę? Może ma on jakiś uraz do kotów? - rozmyślałam gorączkowo próbując przypomnieć sobie co dokładnie ostatnio mówiłam. Chłopak natomiast próbował ukryć śmiech, co nie wyszło mu najlepiej. Byłam zdezorientowana. O cóż mogło chodzić?
Chłopak dalej szeroko się uśmiechając zaczął powoli mówić.
-Idziemy do lasu... Wczesną wiosną... W poszukiwaniu jagód. Znajdziemy je może na trzy, cztery miesiące, nie sądzisz? - powiedział nie kryjąc już szczerego rozbawienia. Pacnęłam się w czoło. Moja ręka chwile na nim pozostała, po czym, gdy jeszcze lepiej dotarło do mnie, że byłam teraz prawdziwą, stereotypową blondynką, ręka przejechała przez całą moją twarz i zatrzymała się na ustach.
-Bardzo cię przepraszam. Nie wiem o czym ja myślałam. Jagody wczesną wiosną... Ale ja jestem głupia... - powiedziałam lekko rozbawiona swoją głupotą. Chłopak jednak uniósł ręce w obronnym geście.
-Spokojnie, nic się nie stało. Poza tym, jeśli chciałaś mnie zaprosić na randkę trzeba było tak od razu. - powiedział z uśmiechem. Ja spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczyma. Zrozumiałam jednak, że chciał w ten sposób uczynić atmosferę trochę mniej spiętą.
To prawda, chłopak był zabójczo przystojny, ale nie znałam go. Zrobiło mi się przez chwilę odrobinę przykro, że pomyślał, iż należę do takich, które próbują każdego wyrwać. Ja chciałam poprostu nawiązać znajomość. Jednak po chwili przypomniałam sobie, że to przecież tylko dla rozluźnienia atmosfery. Pokręciłam głową, dając Alex'owi do zrozumienia, że nie o to mi chodziło.
-Jeśli chcesz, możemy wracać. Jagód i tak nie znajdziemy. - powiedziałam przepraszającym tonem, bo widziałam, iż oderwałam chłopaka od upajania się kakaowym smakołykiem, który przecież tak ubóstwiał. On jednak, jakby zupełnie mnie nie słyszał.
-Słyszałem, że lubisz rysować - usłyszałam jego aksamitny głos, kiedy niespiesznie ruszył przed siebie. Gestem zachęcił mnie do podążenia w jego ślady. Ja jednak stanęłam i słuchałam, co mówił. Zaproponował, że pokaże mi pewne miejsce, które ostatnio znalazł, i które mogę po powrocie naszkicować. Zastanawiałam się przez chwilę. Zastanawiałam się chyba jednak o chwilę za długo, bo chłopak powiedział, że jeśli chcę, możemy wrócić. Ja jednak postanowiłam nie marnować okazji do poznania ładnego miejsca jak i fajnej osoby. Doszłam do chłopaka z delukatnym uśmiechem goszczącym na twarzy i ruszyliśmy razem ścieżką.
-Więc... Do kąd idziemy? - zadałam nieśmiałe pytanie. Chyba zabrzmiało trochę histerycznie - przynajmnien tak mi się wydawało.
-A jeśli ci powiem, że to niespodzianka, taka odpowiedź cię zadowoli? - powiedział z uśmiechem. Chciałam odpowiedzieć, że lubię niespodzianki, ale nie wiedziałam, jak ubrać to w słowa i zbytnio się zamyśliłam. Alex chyba pomyślał, że się boję, bo westchnął i powiedział tylko, że to miejsce uratowało go podczas włóczęgi po lesie przed postawieniem kroku na terytorium kotów. Zamyśliłam się ogromnie nad tym, jak może wyglądaź ów miejsce. Wyobrażałam je sobie w najmniejszych szczegółach. Jednak po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że panuje ogromna cisza. Nieśmiało podjęłam przerwaną ostatnio rozmowę o kotach. Miałam już powoli dosyć gadania o nich, jednak nadal bałam się, że czymś urażę Alex'a. Chłopak też wyglądał tak, jakby temat kotów nie uważał za najciekawszy. Postanowiłam, że w najbliższym czasie zapytam o jego zainteresowania i może wtedy znajdę dobry temat do rozmowy. Spacerowaliśmy tak pod górkę. Gdy weszliśmy na sam szczyt pagórka, zdałam sobie sprawę, że pod nami rozciąga się wspaniała dolina. Według tego, co mówił Alex, na tej polanie znajdowało swe miejsce Serce Krainy. Otoczone kamieniami, przyprószone niestopionym jeszcze śnieżnym puchem. Na polance znajdowało się też kilka pagórków. Płynęła tam także rzeczka, w której wiosenne, słoneczne promienie mieniły się niczym kryształy. Był to wspaniały widok. Oglądałam go przez kilka minut. Potem zaczęłam niespiesznie schodzić w dół pagórka, na polanę. Czarnowłosy chłopak poszedł w moje ślady. Gdy doszliśmy do polany, nie daleko rzeki zauważyłam coś na kształt kamiennej ławeczki.
-Może usiądziemy? - zaproponowałam nieśmiało wskazując ławkę. Chłopak nie miał nic przeciwko. Usiedliśmy zatem.
-Nie masz nic przeciwko, jeśli zacznę odrobinę szkicować? - zapytałam. Chłopak pokręcił głową na znak zgody. Wyjęłam mój notes z kartkami i ołówek. Rozpoczynając szkic zaczęłam również rozmowę z towarzyszem. Dowiedziałam się, że umie walczyć, lubi tak jak ja rysować i w miarę lubi gotowanie. Rozmawialiśmy dość swobodnie. Przy wzmiance o gotowaniu przypomniałam sobie o czymś. Odłożyłam ostrożnie szkic na ławeczkę. Chłopak przez chwilę przypatrywał mi się nie wiedząc o co chodzi. Skupiłam się, wyciągnęłam rękę przed siebie i wyczarowałam mały portal tak, aby tylko moja ręka mogła się tam zmieścić. Wsdziłam ją do portalu i szukałam czegoś przez chwilę. Musiało to wyglądać komicznie, bo chłopak przypatrywał mi się ze zdziwieniem pomieszanym z rozbawieniem. Wreszcie znalazłam to, czego szukałam. Wyciągnęłam rękę, w której trzymałam płócienną torbę. Portal się zamknął. Wróciłam z torbą do chłopaka i usiadłam na ławce. Schowałam ją za plecy.
-Zamnij oczy i wyciągnij rękę - poprosiłam nieśmiało chłopaka. Zrobił to, o co prosiłam, a ja wyciągnęłam z torby dwie tabliczki belgijskiej czekolady mlecznej. Położyłam jedną z nich na otwartej dłoni chłopaka. Otworzył oczy i nie ukrywał radości na widok prezntu.
-Dzięki za czekoladę podarowaną przed wyjściem, teraz się odwdzięczę. - uśmiechnęłam się szeroko, odpakowałam swoją tabliczkę i włożyłam sobie do ust dwie kostki rozkoszując się jej delikatnym smakiem.
-Dajesz mi całą tabliczkę czekolady? - chłopak był zdziwiony, ale i bardzo uradowany.
-Uwierz mi, dzięki mojej ciotce mam jej bardzi dużo. - roześmiałam się. Chłopak chętnie zajął się konsumowaniem słodyczy, a ja wróciłam do szkicowania co rusz kosztując kawałka czekolady.

Siedzieliśmy na polanie przez około dwie godziny rozmawiając na różne tematy. Postanowiliśmy, że będziemy już wracać. Powoli ruszyliśmy w stronę lasu. Pomyślałam, że fajnie mi się rozmawia z Alex'em. Polubiłam go. Pytanie tylko, czy on mnie też. Miałam nadzieję, że nie zraził go początkowy monolog o kotach.
Narazie postanowiłam się nie martwić, tylko dalej spokojnie kontynuować rozmowę i cieszyć się dniem.

---

<Alex? Nie miałam zbytnio pomysłów xD I wybacz, chciałam dodać tego rysownika, ale nie do końca wiedziałam, o co chodziło :P>

czwartek, 9 marca 2017

Senill ma towarzysza!

Autor: Apofiss

Imię: Violine
Wiek: 2 lata
Żywioł: Woda
Moce:

  • Potęga Pazura – kotka nie zbliżając się do przeciwnika może na odległość zadać mu rany, jak gdyby  była tuż przy nim
  • Mój właściciel – kotka jest w stanie ludzkim językiem przekazać coś swojemu właścicielowi za pomocą telepatii (może porozumiewać się tylko z osobą, którą uzna za swojego właściciela)
  • Ochronna poświata – kotka tworzy wokół wybranego obszaru kulę z jasnoniebieskiej mgiełki, która jest ochroną przed upałem, deszczem, zagrożeniem. Jednakże tworzenie tej bariery bardzo ją wyczerpuje, każda minuta utrzymywania bariery jest dla niej jak pół godziny nieprzerwanego sprintu przez człowieka
  • Mocna łapa – kotka mocno odbija się na łapach z ziemi. Jej wybicie jest tak silne, że może utrzymywac się w powietrzu przez około piętnaście sekund, jak gdyby latała

Właściciel: Senill Ravenna (Senilla)

wtorek, 7 marca 2017

Od Senilli c.d Alex

Był słoneczny dzień. Siedziałam właśnie w słońcu na polanie i rysowałam. Mój obrazek przedstawiał dwa wróble, które właśnie skakały po zielonej, świeżej trawce. Tak właściwie, to nie miałam, co robić. "Może pójdę z kimś sobie pogadać? Może dowiem się czegoś ciekawego?" - pomyślałam. Wybrałam się w drogę powrotną. Nie chciało mi się jednak iść, więc wyczarowałam sobie mgiełkę, na której poleciałam w stronę naszej osady. Już z daleka zauważyłam Alexa. "Ciekawe, co tam porabia" - pomyślałam. Sprawiłam, że mgiełka zniknęła a ostatnie kilka metrów przeszłam. Alex siedział na ławce i wcinał czekoladę. Nieśmiało podeszłam i usiadłam obok niego.
-Hej - powiedziałam nieśmiało.
-No hejka - odpowiedział Alex. Najwyraźniej czekolada sprawiała, że miał świetny humor. - Co tam u ciebie ciekawego Senilla? - powiedział.
-Nie mam co robić... - odpowiedziałam przeciągle. -Lubisz jagody? - zapytałam nieśmiało nie znając odpowiedzi.
-Lubię. Dlaczego pytasz? - zostawił chwilowo czekoladę, jednak zaraz wziął kolejną kostkę do ust.
-Może pójdziemy do lasu ich poszukać? Naprawdę umieram z nudy - powiedziałam odrobinę odważniej, delikatnie się uśmiechając.

---

<Alex?>

poniedziałek, 6 marca 2017

Od Senilli, Quest na zmiennokształtność

Obudziłam się rano z dziwnym odczuciem. Coś było nie tak. Coś było inaczej. Stwierdziłam w duchu, że to pewnie tylko jakieś głupie odczucie, które towarzyszy mi tylko ze względu na to, że dopiero się obudziłam. Potrząsnęłam głową próbując odpędzić te głupie myśli. Założyłam na nogi moje miękkie, seledynowe kapcie i ruszyłam do łazienki.

***

Gdy już umyłam się i ubrałam, wyszłam na zewnątrz. Pogoda była wspaniała. Wiał lekki, ciepły wiaterek a z nieba zerkało ciepłe słońce. Przysiadłam na ławce, by napawać się jego ciepłem. Z rozkoszy zamknęłam oczy. Nawet nie zauważyłam, kiedy podszedł do mnie Tsugi.

-Cześć Senilla. Wiesz, że Katelyn o ciebie pytała? Chyba ma ważną sprawę do ciebie. - usłyszałam głos blond włosego chłopaka. Otwarłam oczy i uśmiechnęłam się do niego.

-Dzięki. Zaraz do niej pójdę. - wstałam powoli z ławki i ruszyłam niespiesznym krokiem w stronę domku Katelyn. Idąc podziwiałam piękne kwiaty rosnące dookoła, jak i motyle, które latały w tę i z powrotem. Szłam ścieżką ułożoną z najróżniejszego pokroju kamyków. Domek Katelyn nie był zbyt wysoki. Zrobiony był z klonowego drewna. Miał kilka okienek, dziś uchylonych, by świeże powietrze dostało się do wnętrza domku. Dach pokrywała ruda dachówka. Podeszłam do drewnianych drzwi i delikatnie zastukałam.

-Proszę! - usłyszałam miękki głos Katelyn ze środka. Nacisnęłam klamkę i uchyliłam drzwi, by wejść do środka. Starodawny, piękny hol jak zawsze zrobił na mnie duże wrażenie. Przeszłam przez niego do pokoju obok. Przy stole siedziała Katelyn i coś pisała. Gdy weszłam, podniosła wzrok i posłała mi słaby uśmiech. Odwzajemniłam uśmiech, tyle, że mój był odrobinę weselszy. Katelyn wyglądała na zmartwioną czymś.

-Hej, Senilla. Tsugi przekazał ci, że chciałam się z tobą widzieć, tak? - tak, teraz już napewno widziałam, że coś ją martwi. Ton jej głosu na to wskazywał.

-Hej Katelyn. Tak, spotkałam Tsugiego. Dlaczego chciałaś się ze mną widzieć? - zapytałam nieśmiało. Ciekawiło mnie, co się stało. I czy to dotyczy mnie.

-Tak właściwie, to mam do ciebie dwie sprawy. Na początku powiem, że z pewnych doniesień wiem, że po wschodniej stronie grasuje intruz. Chciałabym, żebyś sprawdziła czy to prawda i wrazie czego pozbyła się go z naszego terytorium. Zajmiesz się tym?

-Chętnie, ostatnio nie mam nic do roboty. - wzruszyłam ramionami, gdyż ostatnio naprawdę nie miałam co robić. Czemu by nie? - A ta druga sprawa?

-Już mówię. Ale nie jestem pewna, czy będziesz chciała się za to wziąć. Otóż w naszej okolicy ostatnio krąży morderca - wzdrygnęłam się na myśl o tym - Moi informatorzy donoszą, że zabił już trzy osoby i porwał piątkę. Czy mogłabyś go znaleźć i rozwiązać tę sprawę? - spytała Katelyn niepewnie, zauważając moją reakcję na wzmiankę o mordercy. Ja jednak postanowiłam mimo wszystko się za to wziąć, poczuć trochę adrenaliny we krwi.

-Zajmę się tym. - powiedziałam z mocno wyczuwalną pewnością siebie w głosie.

-Cieszy mnie to. Zaraz poszukam wszystkich informacji na ten temat. - powiedziawszy to, zaczęła szukać czegoś wśród papierów znajdujących się na biurku.

***

Dwadzieścia minut później szłam już w stronę swojego domu przeglądając informacje zgromadzone o mordercy i intruzie. O obu nie wiele było wiadomo. Zdążyłam dojść do mojego domku. Weszłam do środka, zdjęłam buty i położyłam się na łóżku uważnie studiując informacje. Wzięłam kartkę z napisem "intruz-wschodnia granica" i zaczęłam czytać tych kilka skromnych informacji. Nie wiedziano o nim nic więcej jak tylko, że kradnie jedzenie. Głównie mięso. U dołu kartki znalazłam jeszcze notkę, że widziano go w czarnym płaszczu (a raczej widziano sam skrawek płaszczu na skraju lasu) kiedy uciekał. Zastanowiło mnie to, że nikt nie widział go jeszcze w całości. "Musi mieć duże zdolności" - pomyślałam. Wzięłam drugą kartkę przeznaczoną na informacje o mordercy. Również były ubogie, jednak było ich więcej, niż w przypadku tajemniczego intruza. Na imię mu było Alstrain, jednak znano go było również pod pseudonimem Salazar. Był to czarnowłosy mężczyzna mający około trzydzieści pięć lat, z krótką brodą. Był średniego wzrostu, a jego szare oczy były podobno nie przeniknione. Na kartce widniała również dana mi wcześniej przez Katelyn informacja, że zabił on trzy osoby i porwał pięć.

Kończąc czytanie pomocnych informacji, postanowiłam spakować potrzebne rzeczy i od razu wybrać się na przeczesywanie terenu. Był około kwadrans po dwunastej. Do szaro-zielonego plecaka włożyłam kanapkę z dżemem wiśniowym, lornetkę, kompas i zapałki. Zarzuciłam plecak na ramię i ruszyłam w kierunku miejsca, gdzie widziano ostatnio mordercę według danych mi informacji. W ciszy panującej dookoła obmyślałam plan działania. Pomyślałam o tym, by iść najpierw na targ i popytać innych ludzi. "Nie, to zły pomysł. Nikt nie będzie chciał nic powiedzieć, a wręcz przeciwnie, ludzie nabiorą podejrzeń co do mnie” – pomyślałam obmyślając nowy sposób. Wpadłam na pomysł, by wieczorem iść do baru – za kilka złotych monet barman na pewno coś powie. „Teraz pójdę poobserwować okolicę, może zauważę coś ciekawego” – postanowiłam. Przystanęłam się, mocno skupiłam, wyobrażając sobie konkretne miejsce w lesie, tuż przed wejściem na targ. Mając nadal zamknięte oczy, wyciągnęłam przed siebie prawą rękę i powoli zatoczyłam nią koło w powietrzu. Powtórzyłam ten ruch trzy razy. Następnie moja ręka powędrowała z dołu do góry, jakbym chciała przesunąć nią coś niewidzialnego dla innych. I rzeczywiście, tak było. Przede mną ukazał się jasno połyskujący portal. Mienił się jasnym błękitem i śnieżnobiałą barwą, który zlewały się w jedną całość. Zrobiłam powolny krok w tę jasną otchłań, która wciągnęła mnie w siebie. Prawie natychmiast znalazłam się w wybranym przez siebie miejscu. Odnalazłam małą ścieżynkę i po paru minutach wyszłam z lasu. Moim oczom ukazały się tłumy ludzi i wiele kolorowych straganów. Podeszłam do pierwszego z nich i udając, że oglądam krwistoczerwone, soczyste jabłka, zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie dwóch przekupek. Ku mojemu rozczarowaniu, nie rozmawiały o niczym, co mogłoby mi się przydać. Kupiłam jedno jabłko i ruszyłam dalej przez targ, pogryzając je sobie. Przystanęłam przy straganie z wszelkiego rodzaju kantarami, siodłami, ubraniami i ogólnym sprzętem jeździeckim. Tęskniłam za jazdą konną, bo ostatnim razem konno jeździłam w starym miejscu, gdzie nikt za mną nie przepadał. Przerwałam swoje rozmyślania, bo usłyszałam coś, co przykuło moją uwagę. Dwaj mężczyźni, sprzedawca sprzętu jeździeckiego i jeszcze jeden, wyglądający również na koniarza rozmawiali właśnie przyciszonymi głosami o grasującym po okolicy mordercy.

-…już ci mówiłem, to na pewno on. Nikt inny w ostatnich czasach nie… nie porywa ludzi – tę ostatnią frazę wypowiedział tak cicho, że jego rozmówca ledwo ją dosłyszał, zupełnie jak ja. Zrobił krzywą minę, a ja nadstawiłam uszu – moja Anabelle… Biedna dziewczynka... Mam nadzieję, że nic jej nie jest… - mówiąc to, o mało się nie rozpłakał. Przysłuchiwałam się rozmowie jeszcze przez kilka chwil, jednak poszłam dalej, by nie wzbudzać podejrzeń.

Po dwóch godzinach krążenia po targu, który zdążyłam obejść wzdłuż i wszerz po kilka razy, postanowiłam wrócić na skraj lasu. Usiadłam w cieniu pod drzewem i wyjęłam moją kanapkę z dżemem z plecaka. Ugryzłam kęs rozkoszując się słodkim smakiem dżemu wiśniowego. Przymknęłam oczy. Był taki pyszny… Posiedziałam tak trochę rozmyślając o tym, czego dzisiaj udało mi się dowiedzieć. Myśląc tak, naszkicowałam to, co widziałam na horyzoncie. „Nieźle” – pomyślałam patrząc na swój rysunek. I tak zbliżała się już szesnasta. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Pora wracać – uświadomiłam sobie. Stwierdziłam też, że teraz zamiast używać portalu, przejdę się. Spacery zawsze dobrze mi robią. Ruszyłam ścieżką między drzewami. Nagle usłyszałam, że ktoś się zbliża. Nie, nie zbliżał się powoli. Biegł. Bardzo szybko. Wyraźnie słyszałam jego dyszenie. Ten ktoś, kto biegł, nie patrzył przed siebie. Był już tuż przy mnie. Nawet nie zdążyłam odskoczyć. Z impetem uderzył we mnie, a ja poleciałam w krzaki. Mój plecak poleciał o dwa mery dalej i wyleciał z niego rysunek. Ten, kto we mnie wpadł, najwyraźniej musiał się szybko pozbierać, bo po chwili był już przy mnie.

-O nie, przepraszam. Niezdara ze mnie… - podniósł wzrok na moją twarz i zawahał się. Nie znałam go. Był dość wysokim, blondwłosym, młodym chłopakiem o łagodnych rysach twarzy. Ponadto wyglądał, jakby coś go przestraszyło, gdy mnie zobaczył.

-Coś nie tak? Mam błoto lub gałązki we włosach? – zapytałam i zaczęłam sprawdzać ręką swoje włosy.

-Nie nie, po prostu… Po prostu jesteś taka ładna… - zdziwiłam się. Nigdy nikt mi tego nie powiedział. Chłopak delikatnie się uśmiechnął i pomógł wciąż oszołomionej mnie wstać. Chciałam pójść po mój plecak, jednak złapał mnie za rękę.

-Poczekaj, to moja wina. To ja w ciebie wpadłem, zaraz ci go przyniosę. Naprawdę przepraszam. – kocimi ruchami doskoczył do plecaka, wziął też rysunek i wrócił do mnie wręczając oba przedmioty.

-Ładnie rysujesz. – powiedział uśmiechając się szelmowsko.

-Dziękuję… - jedyne, co mogłam powiedzieć, to „dziękuję”. Wciąż byłam w ogromnym szoku i nie byłam w stanie wydusić nic więcej.

-Jeszcze raz przepraszam, że na ciebie wpadłem. Wybaczysz mi? – zapytał i spojrzał na mnie szarymi jak kamienie oczyma, jednak tak uroczymi, iż nie mogłam mu nie wybaczyć.

-Okej, nie ma sprawy… Gdzie się tak spieszyłeś? – teraz to ja zadałam pytanie, a on wydawał się odrobinę zbity z tropu, jednak szybko się zreflektował i nie dał tego po sobie poznać. Jednak mi ta jedna sekunda wystarczyła, by to zauważyć. Postanowiłam jednak udawać, że tego nie widziałam.

-Eee…- zawahał się chwilowo – Mogę ci zaufać? – spojrzał mi prosto w oczy. Pokiwałam potwierdzająco głową – No więc… Ukradłem kilka śliwek z targu. – z ubolewaniem wypisanym na twarzy spojrzał na mnie. – Nie miałem co jeść. – widać było, że trudno mu się do tego przyznać.

-Rozumiem cię. – powiedziałam zgodnie z prawdą. Uśmiechnął się z ulgą.

-Może… Może chciałabyś… Jeszcze kiedyś spotkać się i pogadać…? – niepewnie zapytał. Byłam wniebowzięta.

-Chętnie – odpowiedziałam z nieśmiałym uśmiechem.

-To może… Jutro, w południe, tutaj? – nie przestawał się delikatnie uśmiechać.

-Okej. – odpowiedziałam już zniecierpliwiona czekaniem na to spotkaniem. – To… Do jutra – uśmiechnęłam się odrobinę odważniej.

-Do zobaczenia – pomachał mi. A ja, cała w skowronkach, ruszyłam w drogę powrotną do domu.

***

Cały wieczór leżałam w łóżku i nie mogłam przestać o nim myśleć. Rozmyślałam też o tym mordercy, ale moje myśli bezwiednie uciekały do niego. Postanowiłam, że do karczmy pójdę kiedy indziej.

Rano obudziłam się z myślą o dzisiejszym spotkaniu z tym tajemniczym cud-chłopakiem. Ubrałam się w niebieską, zwiewną sukienkę, gdyż było dzisiaj wyjątkowo ciepło. Założyłam do tego naszyjnik i bransoletkę ze srebra, a włosy rozpuściłam i rozczesałam szczotką. Gdy była już za pięć dwunasta, otworzyłam portal prowadzący trochę dalej niż do miejsca, w którym mieliśmy się spotkać (nie chciałam na razie ujawniać, że posiadam jakieś moce) i znalazłam się w lesie. Doszłam do miejsca, w którym się umówiliśmy. On już tam był. Stał oparty o drzewo. Serce zabiło mi szybciej.

-Hej – powiedział. – Pięknie wyglądasz… Nigdy nie widziałem piękniejszej dziewczyny – powiedział uśmiechając się szelmowsko. Ja zarumieniłam się ogromnie, zasypana komplementami.

-Dziękuję. Ty też wyglądasz wspaniale – powiedziałam. Chłopak miał na sobie czarne jeansy i czerwoną flanelową koszulę w czarną kratkę.

-Ale ty o niebo lepiej – ja znów spiekłam raka, a on tylko się uśmiechnął. – Wybacz, ale przez to wczorajsze zamieszanie nawet nie zapytałem o twoje imię. Nie przedstawiłem się też. Jestem Mike. Jak tobie na imię?

-Senilla. – uśmiechnęłam się delikatnie. Odpowiedział mi wspaniałym uśmiechem.

-Mhm… Senilla. Piękne imię.

-Dziękuję. – powiedziałam. Byłam już tak zarumieniona, że bardziej się nie dało.

-Może opowiesz mi coś o sobie? – zapytał.

-Okej. – powiedziałam.
Przysiedliśmy na pniu zwalonego drzewa i zaczęliśmy rozmawiać.

Zakończyliśmy rozmowę dopiero o zmierzchu. Mi jeszcze było mało. Mike był wspaniały. „Chyba się zakochałam” – przeszło mi przez głowę, gdy wracałam.

***

Przez kolejne trzy dni spotykałam się z Mike'iem. Zupełnie zapomniałam o tym, że miałam iść do karczmy. Stwierdziłam, że Katelyn nie będzie zadowolona, kiedy nie zrobię nic w tej sprawie. Tego wieczoru postanowiłam się tam wybrać. Rozmowa z barmanem była krótka, ale dała mi dużo. Wskazał mi miejsce, gdzie bywał ostatnio Salazar. Stwierdziłam, że wybiorę się tam za jakiś czas. Według moich informacji Salazar bywał tam w środy, a dziś sobota. "Będę miała więcej czasu dla Mike'a..." - rozmażyłam się. Chyba już oficjalnie byliśmy razem. Rzecz jasna, nikt oprócz nas o tym nie wiedział. Wróciłam do domu, by zasnąć jak najszybciej. Chciałam, żeby już było jutro. I moje marzenie się spełniło. Obudziałam się rano. Szybko się ubrałam. Zaraz miałam się spotkać z moim ukochanym. I tak było.
Byliśmy już w lesie. Ja, jak zawsze byłam zauroczona jego widokiem. Byłam zakochana na maksa. "Czyli jednak miłość istnieje?" - mówiłam sama do siebie w myślach, gdy myślałam o moim chłopaku.
-Wiesz, chciałbym cię dzisiaj zabrać w pewne miejsce. Co ty na to? Chcesz ze mną iść? - uśmiechnął się tak uroczo, że nie mogłam odmówić.
-Oczywiście. Z tobą zawsze. - odpowiedziałam słodkim głosem. Szliśmy razem w głąb lasu. Nie widziałam nic prócz drzew.
-Teraz zakryję ci oczy, bo chcę zrobić ci niespodziankę, dobrze? - powiedział. Przytaknęłam. Położył mi dłonie na powiekach.
-Poprowadzę cię, przy mnie jesteś bezpieczna... - szepnął mi delikatnie do ucha, poczułam jego chłodny oddech. Serce zabiło mi szybciej.
Szliśmy przez jakiś czas przez las. Potem słyszałam jak gdyby dźwięk otwierania drzwi. Zaslrzypiały. Nie myliłam się, zaraz poczułam pod nogami drewnianą podłogę. Potem znów skrzypnięcie drzwi. W tym momencie świat odwrócił się o dziewięćdziesiąt stopni. Mike wziął mnie na ręce. Moje serce znów szalało. Schodziliśmy po schodach w dół. W pewnym momencie postawił mnie twardo na ziemi.
-Możesz otworzyć oczy...- usłyszałam jego głos. Ale to nie był głos Mike'a, którego znałam. Przeszedł mnie dreszcz. Głos był szorstki i zimny. Otwarłam oczy. W pokoju było ciemno. Wokół mnie nie było widać niczego.
-M-mike...?- zapytałam słabym głosem jąkając się. Usłyszałam szyderczy śmiech przeszywający chłodem. Nogi się pode mną ugięły.
-Haha...-usłyszałam ten sam głos - Nie tego się złotko spodziewałaś, prawda...? - głos niósł się echem. Pokój musiał być duży. Wyczułam też szklaną posadzkę za ziemi. Wtedy ktoś pstryknął i zapaliły się pochodnie. Przy ścianie okrągłej, dużej sali stał mój teraz już były chłopak. To do niego należał ten głos. Ja, z uginającymi się ze strachu nogami stałam pośrodku sali.
-Mówi ci coś może... - niosący się echem głos kontynuował swoją wypowiedź. Z każdym słowem obawiałam się coraz bardziej - imię... Salazar? - o mało nie zemdlałam. Chciałam coś powiedzieć, ale głos uwiąz mi w gardle. Widząc moją reakcję Mike, a raczej domyślałam się już kto (choć nie mogłam uwierzyć, że to mój słodki i uroczy chłopak) zaśmiał się jeszcze donośniej.
-Widzę, że słyszałaś o mnie. - teraz już miałam pewność. "Boże, jak mogłam go pokochać" - pomyślałam w bezgranicznym strachu.
-A-ale... Przecież... Przecież Salazar... Salazar tak...
-Salazar tak nie wygląda, hmm? - przerwał mi grubiańsko. -Oh, od czego ma się swoich ludzi. Za coś im płacę... Na przykład za to, że udają mnie i rozpowrzechniają nieprawdziwe o mnie informacje! - znów wybuchł donośnym śmiechem, jeszcze głośniejszym, niż dotąd. I jeszcze bardziej przerażającym.
-Czego ode mnie chcesz? - zapytałam słabym głosikiem.
-Chcę twojego bólu. Chcę twojego cierpienia. - z każdym słowem jego uśmiech poszerzał się, a w oczach dało się dostrzeć coraz bardziej chorego i obłędnego szaleństwa - Chcę twojej krwi. - nie brzmiało to jak zdanie wypowiedziane przez człowieka, ale jak warknięcie wilka. Nawet nie zauważyłam, kiedy rzucił się na mnie jak zwierze. Ledwo zdążyłam rzucić się w bok. Trafiłam ręką w coś ciężkiego i twardego. Bardzo zabolało. Ale nie miałam już czasu. Musiałm znów rzucić się w inną stronę, by Salazar mnie nie złapał. Obróciłam się i zobaczyłam trzy rzeczy. Pierwsza - Salazar miał w rękach na oko dwa tuziny noży. Druga - w jego oczach szaleństwo nie znało granic. Trzecia - on zaraz będzie przy mnie. Znów odskoczyłam. Ale tym razem już nie miałam tyle szczęścia. Trafiłam głową w ścianę. Salazar szybko do mnei dopadł i przygwoździł mnie za ubranie kilkoma nożami do podłogi. Zaczęłam wrzeszczeć. Salazar zaniósł się śmiechem. Wywinął wielkim tasakiem w powietrzu i przyłożył mi go do gardła. Zebrałam w sobie siły. Sięgnęłam ręką po coś ciężkiego i resztką sił zamachnęłam się próbując się uwolnić. Miałam szczęście. Walnęłam go prosto w głowę.
-Ty szmato! - wrzasnął. Oderwał mnie od noży wbitych w ziemię. Pociągnął jak wór kartofli, otworzył jakieś drzwi i wrzucił mnie tam. Poturlałam się po schodach. Byłam bardzo zmęczona i obolała.
-Żyje jeszcze? - usłyszałam jakiś cichy szept.
-Oddycha. Popatrz. - odpowiedział inny. Wystraszyłam się i skuliłam natychmiast.
-Nie bój się - powiedział ktoś szeptem.
-Wooodyyy... - wyharczałam. Ktoś podetknął mi kamienną miseczkę z zatęchłą wodą. "Lepsze to niż nic" - pomyślałam. Odwrócono mnie na plecy. Zobaczyłam twarze dwóch mężczyzn i trzech kobiet. Podiosłam się powoli. Ramię było bardzo obolałe.
-Mocno cię poturbował? - spytała jedna z kobiet.
-Nie jest najgirzej... - odpowiedziałam.
-To wy jesteście tymi porwanymi? - zapytałam nieprzytomnie.
-Oh, tak można to nazwać. Chyba przyjdzie nam umrzeć razem. Ja jestem Flick, to Anabelle, Angelika, Dorian i Lidia. Kim jesteś ty?
-Senilla. - powiedziałam bezwiednie. Do mojej świadomości coś dotarło. - Anabelle? - spytałam półprzytomnie. Jasnowłosa dziewczyna odwrócił się w moją stronę. - Czy... Czy twój ojciec sprzedaje sprzęt jeździecki...? - mówiłm z trudem. Dziewczyna ożywiła się.
-Tak, skąd wiesz? -Słyszałam jego rozmowę na targu.
-Oh... Tak mi smutno, że już nigdy go nie zobaczę... - dziewczyna prawie płakała. Znów przez moją podświadomość coś próbowało się przebić.
-Przecież... Przecież możemy stąd uciec...
-Stąd nie ma wyjścia - odpowiedział smutno Flick - Szukaliśmy przez dwa tygodnie.
-Ale... Ale ja umiem. Portal. Uciekniemy. - powiedziałam chaotycznie. Brakowało mi sił.
-Co? Senilla, chyba masz gorączkę. Majaczysz. - zmartwiona Angelika pochyliła się nademną.
-Nie nie... Brakuje mi siły... Macie coś... Do jedzenia? - zadałam pytanie resztkami sił. Cała piątka spojrzała na mnie niepewnie.
-Mamy tylko kawałek suchego chelba...
-Proszę... Tylko odrobinę - mówiłam błagalnie. Wręczono mi chleb. Zjadłam go szybko. Oni jednak nadal mieli niepewne miny.
-Nie wierzycie mi, prawda? - zapytałam, a oni pokiwali głowami.
-No to wam pokażę odrobinę. - to powiedziawszy za pomocą swoich mocy wyczarowałam wodną strzałę. Ze zdziwienia aż otworzyli usta.
-Zbieramy się stąd? - zapytałam
-Oczywiście - powiedzieli wszyscy razem. Skupiłam się i otworzyłam portal.
-Ten portal prowadzi do mojego domu. Poczekajcie tam chwilę. Ja za chwilę wrócę. Popatrzyli na mnie zdziwieni, ale posłuchali. Gdy zniknęli w niebieskiej mgiełce, drzwi u szczytu schodów otawrły się z trzaskiem.
-Co, do cholery?! - w drzwiach stał Salazar - GDZIE ONI SĄ?! - wrzasnął na całe gardło. Wytworzyłam wokół siebie mgiełkę, na której podleciałam na górę. Właśnie w tym momencie do sali wpadł brat Salazara. Rozpoczęła się walka. Walczyłam jak wilczyca. W końcu udało mi się ogłuszyć obu. Brata Salazara zabiłam bez skrupułów. Podeszłam potem do Salazara. Spojrzałam ostatni raz na mojego Mike'a i zakończyłam jego żywot. Otwarłam portal i wróciłam do domu.
***TYDZIEŃ PÓŹNIEJ***
Szłam ścieżką w odwiedziny do Anabelle. Po całym tym zdarzeniu zostałyśmy dobrymi koleżankami. Gdy Katelyn dowiedziała się o całym zdarzeniu, bardzo się przestraszyła. Wszyscy pozostali cali i zdrowi. Udało mi się nawet rozwiązać zagadkę złodzieja-intruza. Był nim nikt inny, jak samotny kundelek. A rzekomy fragment płaszcza, który widziano przy lesie, to poprostu worek, w który mały złodziej się zaplątał. -Nadal nie rozumiem - mówiła Katelyn gdy do niej przyszłam - Przecież ty nie uznajesz miłości. Jak to się stało, że dałaś tak sobą manipulować?
-Cóż... Był po prostu bardzo przekonujący. - powiedziałam kończąc tym samym rozmowę na ten temat.

Od Senilli c.d Evelyn

Ev zgodziła się ze mną iść. Bardzo się ucieszyłam. Byłam tak podekscytowana, że prawie biegłam. Wtem Evelyn gwizdnęła przeciągle. Odwróciłam się do niej, jednak zaraz odwróciłam się z powrotem. Na łąkę wpadł kary koń. Zapytałam Eve kto to, a ona odpowiedziała, że zawiezie nas do tego miejsca. Wsiadłyśmy na jego grzbiet i pogalopowałyśmy w stronę lasu. Gdy byłyśmy przy lesie, Evelyn zwolniła do stępa, żebyśmy mogły porozmawiać.
-Piękny koń - westchnęłam z zachwytem. Od dawna brakowało mi kontaktu ze zwierzętami.
-Dzięki. Którędy jedziemy? - zapytała Ev.
-Jedziemy prosto, potem pierwsza w lewo, jedziemy tak długo, aż zobaczymy wielki klon, skręcamy za nim i przed nami jest jaskinia. Nie wiem gdzie w jaskini dokładnie jest to miejsce, ale napewno tam trafimy. - uśmiechnęłam się promiennie.
-No to jedziemy - Evelyn odpowiedziała mi uśmiechem i cmoknęła, by koń przeszedł do kłusa. Ruszyłyśmy przez las. Do jaskini dotarłyśmi bez problemów. Stanęłyśmy przed nią.
-Zostawię tu mojego towarzysza, niech sobie podje trawki - uśmiechnęła się dziewczyna. Skinęłam potwierdzająco głową. Weszłyśmy do jaskini. Było tam rozwidlenie.
-No więc, którędy teraz? - spytała Eve. Poszukałam w pamięci drogi i po chwili już wiedziałam, że musismy iść w prawo.
Po kilkunastu minutach, przy kilku pomyłkach drogi z mojej winy, dotarłyśmy do ściany bluszczu.
-No więc, gotowa, żeby zobaczyć cudownego? - bardzo podekscytowana wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
-No to wchodzimy - powiedziała Evelyn z uśmiechem wzruszając ramionami. Odgarnęłam trochę pnączy i weszłyśmy do środka.

---

<Eve?>

niedziela, 5 marca 2017

Od Senilli c.d Evelyn

Następnego dnia szłam sobie leśną dróżką. Nie mając niczego do roboty, wybrałam się na zwyczajny spacer. Skręciłam w lewo, mijając duży klon. Obróciłam głowę i zobaczyłam jaskinię. "Czemu by nie?" - pomyślałam i ruszyłam w jej stronę. Za pomocą krzemienia zapaliłam pochodnię i ruszyłam w głąb pieczary. Szłam spokojnie. Nagle usłyszałam szmer. Obok mojej głowy przeleciał nietoperz. Przestraszyłam się odrobinę, jednak nie wydałam z siebie żadnego dźwięku.
           ***
Krążąc po jaskini przez kilkanaście minut, w pewnym momencie natknęłam się na ścianę, po której zwisał ogrom pnączy bluszczu. Kiedy dotknęłam owej rośliny okazało się, że jest to przejście do innej części jaskini. Gdy weszłam do środka, oniemiałam z wrażenia. W środku było poprostu niewyobrażalnie pięknie. Znajdowało się tam małe jeziorko z wodospadzikiem, przepełnione czystą, krystaliczną wodą. A ściany... Ah, zrobione były z kryształów mieniących się wszystkimi barwami tego świata. Pokochałam to miejsce od pierwszego wejrzenia. Postanowiłam komuś o tym powiedzieć. Wybrałam się więc w drogę powrotną do osady. Spotkałam tam siedzącą w cieniu Evelyn, czytającą w skupieniu jakąś książkę. Podbiegłam do niej niespiesznie i przysiadłam się do niej.
-Hej Evelyn. - powiedziałam nieśmiało. Dziewczyna podniosła wzrok znad kartek książki i odpowiedziała mi z uśmiechem.
-Hej Senilla. Co u ciebie?
-Znalazłam pewne wspaniałe miejsce... Może chciałabyś się tam ze mną wybrać i je zobaczyć? - spytałam nieśmiało niepewna odpowiedzi.

---

<Evelyn, co ty na to? :)>

sobota, 25 lutego 2017

Od Senill

Wysiadłam z pociągu idąc w kierunku Katelyn. Ta powitała mnie uśmiechem. Po mojje głowie krążyło pełno myśli. Nie wiedziałam, kogo tam poznam. Nie wiedziałam, czy mnie zaakceptują. Nie wiedziałam, czy tam pasuję. Niczego nie wiedziałam. Najgorsza była jednak myśl, że mogę zostać odrzucona. Odrzucona tak, jak każdym poprzednim razem. „Dosyć!” – krzyknęłam sobie w duchu. „Myśl pozytywnie. Będzie dobrze.” – starałam uspokoić się w myślach. Uśmiechnęłam się, by dodać sobie odwagi i razem z Katelyn ruszyłam w stronę lasu.
***
-Hej. – powiedziałam nieśmiało uśmiechając się. Spotkało mnie miłe zaskoczenie. Wszyscy serdecznie się uśmiechali i zdawali się robić to szczerze. Przysiadłam się do nich i zaczęłam rozmawiać. Okazali się wspaniałymi ludźmi. Przegadaliśmy kilka godzin, po czym ja, zmęczona podróżą, udałam się do siebie, by już niedługo zapaść w zdrowy sen. Miałam wielkie nadzieje co do tego nowego miejsca. Jutrzejszy dzień będzie wspaniały – wmówiłam sobie.
„To jest nowy, wspaniały początek. Wreszcie znalazłam swoje miejsce…” – były to ostatnie myśli przed tym, jak zapadłam w sen.

---

<Ktoś?>

Nowa postać!


Imię: Senill
Pseudonim: Senilla
Płeć: Kobieta
Nazwisko: Ravenna
Orientacja: hetero
Rodzina: Hmm... Aktualnie żadna.
Wiek: 16 lat
GłosKLIK!
Żywioł: Woda. Od zawsze.
Moce: Hmm.... No więc:

  • Tornado (wywoładnie wodnego tornada)
  • Przywoływacz (możliwość posyłania wiadomości drogą wodną nawet na miliony kilometrów)
  • Lewitacja (unoszenie się w powietrzu na delikatnej, wodnej mgiełce)
  • Wodna strzała (pocisk wodny w kształcie strzały)
  • Teleportacja (otwiera wodny portal mogący przenieść dowolną ilość osób w dowolne miejsce)

Charakter: Zanim pozna nowe towarzystwo, jest bardzo spokojna i nieśmiała. Bardzo lubi kolor ciemno-niebieski jak i fioletowy tudzież jasne srebro. Lubi błyskotki - nosi tylko te ze srebra, czasem w połączeniu z kamieniami szlachetnymi i pół szlachetnymi. Kiedy ktoś ją wkurzy, to strach się jej bać, jednak ma dużą cierpliwość. Jest lojalna wobec ludzi, którym ufa. Potrafi dobrze ukrywać to, co naprawdę czuje pod maską szczęścia lub obojętności. Ma ogrooomne poczucie humoru i jest szaloną osobą. Oprócz tego jest odpowiedzialna i odważna oraz dojrzała w wielu sprawach. Chyba tyle wystarczy?
Umiejętności: Bardzo dobrze opanowana jazda konna, umiejętność wysłuchania innej osoby, pomoc w problemach, potrafi rozmawiać nawet z osobami, z którymi nikt nie potrafi rozmawiać, umiejętność zobaczenia choć jednej optymistycznej rzeczy w nawet najgorszej sytuacji
Zainteresowania: Ogromne zainteresowanie muzyką. Oprócz tego kocha zwierzątka wszelkiego pokroju (oprócz ślimaków, bleeeee). Lubi rozmawiać z ludźmi. Począwszy od tym co tam w szkole, po to, że osoba, z którą rozmawia/pisze właśnie smaży sobie kotleta na obiad.
Zauroczenie: Zauroczenie? Brak. Nie uznaje zauroczeń ani 'miłości', za którą często uważają 'związek' z chłopakiem jej "koleżanki". Co innego przyjaźń damsko-męska. To uznaje. Ma przyjaciela, któremu może powiedzieć wszystko, a on tak samo jej.
Partner: Nie posiada i nie zamierza posiadać.
Potomstwo: Nigdyyyyyyy! Nie lubi dzieci, mimo, że jest otwartą osobą. Nie zamierza w przyszłości ich mieć.
Towarzysz: Violine
Co lubi:

  • Imprezy towarzyskie (kiedy już pozna towarzystwo), 
  • dłuuugie, szczere rozmowy, 
  • dobre książki fantasy i nie tylko, 
  • dobre komedie, 
  • wypady z paczką przyjaciół na miasto

Czego nie lubi:

  • Nie lubi dzieci. Szczególnie tych, które uważają się za najmądrzejsze, najpiękniejsze, najwspanialsze i w ogóle wszystko są naj. 
  • Oprócz tego nienawidzi ślimaków i horrorów (jedyne, co uwielbia, to serial Grimm - jej miłość <3)

Ciekawostki:

  • Bardzo często pisze "XD".

Kierujący: Senilla [Howrse]