Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aiden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aiden. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 marca 2017

Od Aidena cd. Tsugi


Obudziłem się w salonie na kanapie. Po woli zmieniałem pozycję z leżącej na siedzącej, zwalając z siebie kota. Nie do końca wiedziałem co się stało. Przetarłem oczy. Wciąż nie najlepiej się czułem, miałem wrażenie, że obudziłem się z bardzo długiego snu, lecz wciąż byłem zmęczony. Miałem pewność, że gdy tylko przymknę oczy na dłużej, niż kilka sekund, to zasnę. Poza tym zamarzałem, dosłownie…
-Jak się czujesz?-Tsugi zauważył, że się obudziłem. Musiał mnie tu przenieść.
-Mogło być gorzej…- w tym momencie chciałem oprzeć się na ręce, ale poczułem ból. Podwinąłem rękaw i zobaczyłem nadgarstek w kolorze śliwki.
-Nic innego cię nie boli?-spytał z…troską? Zaprzeczyłem ruchem głowy. Musiałem złapać jakieś choróbsko, nigdy nie byłem zbyt na nie odporny. Przeszły mnie ciarki. Tsugi to widząc usiadł koło mnie i delikatnie przyłożył swoją rękę do mojego czoła. Była tak przyjemnie ciepła…
-Jakim cudem jesteś taki wychłodzony?- Potem przyłożył rękę do mojego policzka, a później złapał za dłoń. Był jak taki grzejnik. Wstał i ruszył na górę, a ja śledziłem go pół martwym wzrokiem. Wrócił taszcząc ze sobą gruby koc. Znów usiadł obok, opatulając mnie kocem.
-Dziękuję-powiedziałem z wdzięcznością. Jednak było mi tylko trochę cieplej. Wciąż, co jakiś czas miałem ciarki.
-Poczekaj, mogę na chwilę ten koc?- spytał, a ja się odwinąłem. Wziął go i opatulił nas obojga. Wtedy przyciągnął mnie bliżej i przytulił. Nie miałem siły się sprzeciwiać. Poza tym było to przyjemne, był taki ciepły, miałem wrażenie, że jest uczłowieczeniem kaloryfera. Oparłem głowę o jego tors i nawet nie zauważyłem kiedy usnąłem…

---

<Tsugi? Dopiero teraz ogarniam, ale ze mnie tępa istota, a zarazem nieporadna…Dziękuję Alex <3 >

czwartek, 9 marca 2017

Od Aidena c.d Tsugi

Postanowiłem puścić już jego nogę. Co mi dało całe to przedstawienie? Zero odpowiedzi, tylko obolały kręgosłup. Poza tym od samego rana czuję się okropnie. Czuję się strasznie ciężki i zmęczony, co jakiś czas kręci mi się w głowie. Jednak nie to zawracało mi głowę, rozmyślałem co bym zrobił gdyby odpowiedź Tsugiego nie zadowoliła mnie…
-Czyli to wstrząs mózgu- powiedziałem do siebie, a chłopak to słysząc zadał tylko pytanie w postaci ,,co?’’. Zignorowałem go, wracając do kotów. Postanowiłem zapomnieć o sytuacji.

Ewentualnie zawsze można zakupić kosiarkę, związać go, a tymi taki ostrzami stopniowo palce mu odcinać, ręce i ogólnie całego go tak zmiażdżyć…Nie do końca wiem jak wygląda budowa kosiarki i strasznie zastanawia czy taki mord byłby możliwy. Ale kosiarka to droga inwestycja. Ale gdzieś w tym domu chyba jest wiertarka…

Podparłem głowę o rękę.
-Ale się na mnie nie obraziłeś?-zapytał Tsugi a ja spojrzałem w jego stronę.
-Nie, zostaję storczykiem- Odpowiedziałem w pół martwy.
-Storczykiem? Czemu?
-BO MAM DO TEGO PRAWO I LUBIE STORCZYKI-odwróciłem się w stronę kotów. Bądźmy szczerzy…Bardzo ładne kwiatki. Gdzieś, w którejś z szaf na górze był taki sztuczny. Postanowiłem po niego pójść. Wstałem zostawiając koty i Tsugiego. Ruszyłem w stronę schodów. Miałem wrażenie, że z każdą sekundą czuję się coraz gorzej. Byłem chyba na szóstym schodku, gdy zakręciło mi się w głowie. Złapałem się poręczy i zrobiłem krok do tyłu. Gdy wszystko przestało się kręcić, poczułem jak tracę panowanie, jakbym tracił wszystkie siły, lecę… Wszystko zaczęło znikać, robiąc się czarne…

---

<Tsugi? BLE TRU KIJOWO I CO I NIC IDĘ GRAĆ BAYO PAPAPAPAPPA>

poniedziałek, 6 marca 2017

Od Aidena c.d Tsugi

On jak gdyby nigdy nic pił sobie to kakao. Unikałem jego spojrzenia, wręcz starałem się go ignorować…JAK TO SIĘ STAŁO? Chwila, może inaczej…co się stało. Rozmyślałem o tym dość sporo, tworząc kilka tez. Jedna z nich twierdziła, iż po potrąceniu dostał poważnego wstrząsu mózgu. Druga, że ta sytuacja nie miała miejsca, a to wszystko jest snem. Trzecia, Tsugi nie istnieje, a ja mam kolejną paranoje. Było jeszcze kilka innych, ale wolę się nie wgłębiać w nie. Byłem okropnie speszony, a pijąc kakao, byłem jakby w transie. Z moich rozmyślań wybudził mnie kaszel Tsugiego. Wręcz automatycznie spytałem go czy wszystko w porządku.
-Czasem tak mam, to przez astmę- powiedział próbując tłumić napad duszności. Nie wiedziałem, że jest chory, a nie posiadałem inhalatora. Wtedy coś sobie przypomniałem. Wstałem, wstawiłem wodę i wyjąłem z szafki…kawę. Nasypałem dwie łyżeczki do szklanki i czekałem na wodę. Tsugi obserwował co robię. Zalałem i podstawiłem mu pod nos szklankę.
-Po co to?- Spytał patrząc na ciecz w szkle.
-Kofeina pobudza prace płuc – Rzekłem przysuwając szklankę jeszcze bliżej. Mój ojciec miał astmę, a gdy nie miał inhalatora, matka robiła mu kawę. Zazwyczaj pomagało. Tsugi zaczął pić. Usiadłem i wróciłem do rozmyślania, wciąż unikając jego wzroku. Przez to co się stało czułem się nieswojo. Jednak, nie chciałem tracić jego towarzystwa. Nie miałem ochoty znów być sam, nie chcę aby ktokolwiek znów mnie opuszczał, nie zniósł bym tego…
***
Podstawowa wieczorna rutyna i każdy w swoich ,,sypialniach’’. Siedziałem w moim ulubionym miejscu na dywanie głaszcząc Benia. Wtedy przytargał się też Nekuś i zostałem otoczony z obydwu stron. Przesunąłem się tak, aby być opartym plecami o kanapę. Ostatecznie zwierzaki uciekły, bo znów zaczęły grasować po nocy. Wtedy usłyszałem kroki z góry…Tsugi? Zszedł po schodach i ruszył w moją stronę. Usiadł koło mnie, byłem trochę zdziwiony. Czemu on nie spał? Po mimo tego tygodnia, wciąż nie byłem zbyt przyzwyczajony do człowieka. Jednak coraz lepiej czułem się w jego obecności, pomijając tamtą sytuację…
-Tsugi nie śpisz?- spytałem nawet nie zwracając głowy w jego stronę. Siedziałem skulony, a on obok mnie. Wpatrywałem się w ciemność.
-Nie mogę spać przez tą kokainę…Phu! Kofeinę
-Czy ja o czymś nie wiem? –spytałem a Tsugi cicho się zaśmiał. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, aż w końcu przerwałem milczenie, wciąż skupiony na tak bardzo interesującej czerni.
-Tsugi…
-Hmm?
-Co to dzisiaj było…?-Spytałem tym razem patrząc na niego

---

<Tsugi? Kokosz ja cię też kckckkckckckkc, ale cierp c: >

sobota, 4 marca 2017

Od Aidena c.d Tsugi

-Mam powtórzyć? Bierz dupę w troki i idź haruj na mnie! Myślisz, że z hazardu będziemy żyć całe życie?- rzekłem udając oburzenie. Tsugi przerwał śmiech i powiedział donośnym tonem, rzekomo poważnym:
-Aiden, jesteś uzależniony! –Nie wytrzymałem pod wpływem jego spojrzenia i oboje wpadliśmy w niekontrolowany śmiech. Koty zaś biegały po całym domu, one najwidoczniej też dostały nagłego ataku ADHD. Wtedy usłyszeliśmy nie zbyt głośny łomot z sypialni na górze, a potem donośne miauczenie. Spojrzeliśmy po sobie i postanowiliśmy to sprawdzić. Weszliśmy do sypialni, a koło jednej szafy siedział Ben. Zza meblościanki dochodziły odgłosy Nekusia.
-Wpadł za szafę?
-Jakim trzeba być debilnym kotem, aby wpaść za meblościankę! No jak on to zrobił?!- Rzekłem, na co Tsugi cicho się roześmiał i podszedł do mebla, za którym był kot. Zaczęliśmy odsuwać szafę. Wtedy zorientowałem się, że na szafie jest keyboard, który zaraz spadnie. Tsugi gwałtownie szarpnął, a instrument, który i tak był już na skraju, zaczął lecieć w dół. W ostatnim momencie zdążyłem chwycić go za rękaw i odsunąć na bok. Keyboard spadł z hukiem na ziemie.
-Nic ci nie jest? –spytałem.
-Nie, dzięki…Skąd to się tu wzięło?...- mówił najwidoczniej zdziwiony.
-No nie mam tego stojaczka, a gdzieś trzeba było go wziąć, teraz chodź... Jeszcze tylko trochę i ten zbój wyjdzie…- wróciliśmy do poprzedniej czynności. Kot wypełznął i jak gdyby nigdy nic, uciekł sobie. Odsunęliśmy szafę na miejsce. Usiadłem przy keyboardzie i odwróciłem go. Plastik z boku pękł, ale głośnik, ani żaden klawisz nie ucierpiał. Jednak nie miałem pewności czy działał.
-Sprawdził bym czy żyje, ale ,,akumulator’’ został zniszczony…
-Grasz?-Spytał.
-Grałem, dopóki nie urwałem kabla- odrzekłem, próbując zmazać palcem literkę H, która była napisana markerem, jeszcze jak byłem mały i uczyłem się. Jakimś cudem- stojąc na palcach-sam odłożyłem instrument na szafę. Znów znaleźliśmy się na dole. Tsugi ziewnął, uznaliśmy, że to odpowiednia pora, aby pójść spać. Odbyła się podstawowa rutyna wieczorna, po czym on znalazł się w sypialni, a ja w salonie. Nie byłem śpiący. Owinąłem się w kołdrę i robiłem nie wiadomo co na podłodze (czyt. Turlałem się, miażdżyłem się kotem, udawałem glizdę, czy też sobie coś nuciłem, oczywiście cicho, aby nie zbudzić Tsugiego, który CHYBA spał). Po prostu miałem dobry humor, co u mnie jest rzadkością...

---

< Tsugi? A rób sobie co chcesz w tej nocy ;^; >

poniedziałek, 27 lutego 2017

Od Aidena c.d Tsugi

Uderzę twoim ciałem o ścianę miażdżąc twą czaszkę. Brzuch rozbebeszę, a flaki wyjmę. Zwiążę w piękną kokardkę, na której zawiśniesz. Będziesz tak lewitować, dopóty dopóki twe ciało nie zgniję. Wszystko na czym ci zależy zamienię w garstkę popiołu.
Czy na chwilę nie możesz być cicho?
-Halo!-Tsugi machał ręką przed moją twarzą. Cofnąłem głowę i odruchowo przymknąłem oczy.
-He? A, no no co?
-Przez chwilę myślałem, że umarłeś wciąż żyjąc-zaśmiał się, a ja wpatrywałem się w kota. Wtedy mi się przypomniało… Gwałtownie wstałem zrzucając Nekusia. Pobiegłem do kuchni, spojrzałem w kalendarz. To był ten dzień! Kiedy już miałem się uśmiechać, zorientowałem się, że to bez sensu, nie ma szans na wyjście.  Tsugi wszedł do kuchni, a ja klęczałem przy ścianie uderzając w nią głową.
-Jesteś dość specyficzną osobą-ruszył w moją stronę, a ja z desperacją spojrzałem na niego. Przykucnął koło mnie i czekał, aż  wyjaśnię swe czyny.
-Jak się czujesz? Boli cię coś?-spytałem go.
-Em, dobrze, nie boli…-Znów spojrzałem z rozczarowaniem w kalendarz. Po mimo, że czuł się dobrze, lepiej, aby odpoczywał. Już i tak musiał wchodzić na drzewo, bo jestem kurduplem…
Usiadł obok mnie.
-Co tym razem?-zapytał spokojnie.
-Bo…-zatrzymałem się-Nie, nie ważne…
-Wiesz, że nie dam ci spokoju- siedziałem w ciszy. Wyczekiwał odpowiedzi.
-Bo dziś jest rynek, ale to nie istotne- wymamrotałem.
-Rynek?-był zdziwiony.
-W tym mieście, co się poznaliśmy, tam dziś będzie pani Lidia…-Chłopak siedział w milczeniu. Po chwili wstał i wyszedł z kuchni, jednak wrócił z kurtkami…
-No ruszaj się- ponaglił mnie, a ja patrzyłem zdezorientowany na niego- No idziemy na ten rynek.
-Nie-protestowałem- Nie daj Boże coś ci się stanie!
-Nooo i coo? Przecież nie mam odrąbanej nogi, czy co-uśmiechnął się.
***
Szliśmy po wielkim placu, na którym była masa straganów. Wypatrywałem panią Lidie.
-Więc, a właściwie, po ci ta pani?-Spytał.
-Ona sprzedaje czekoladę!-Odrzekłem z entuzjazmem. Wtedy ujrzałem ją w tłumie, jak zwykle próbowała sprzedać jakieś rupiecie. Ruszyliśmy w jej stronę. Pani Lidia była staruszką, zawsze uśmiechniętą, która jest w stanie wcisnąć wszystko komukolwiek. Przywitaliśmy się z nią.
-O! Widzę masz kolegę? No w końcu się doczekałam! Teraz mogę umierać! A ten taki? Co z nim?
-No niestety, nie odszedł…
-Powiedz mu, że osobiście znajdę go i mu nogi z dupy powyrywam!- zaśmiałem się pod nosem. Dla Tsugiego musiała być to dziwna odmiana widząc mnie radosnego, ciągle z zacieszem.
-Ale do rzeczy-kontynuowała staruszka-Dziś wyjątkowo mam tylko cztery.
-Niech pani zostanie moją babcią! Ja panią kocham!
-Wystarczy mi trójka wnuków z ADHD czwartego nie potrzebuję!
***
Wracaliśmy do domu.
-Orżnęła cię-stwierdził Tsugi.
-To czekolada za granicy, u nas byśmy jej nie dostali-wytłumaczyłem- Z resztą panią Lidię znam od dziecka i by mi tego nie zrobiła. Ona jedyna zawsze przemycała dla mnie słodycze, mimo, że byłem uczulony. Ja ją kocham!- Chłopak się zaśmiał. Po drodze ułamałem połowę tabliczki i mu ją dałem. Ponieważ nie miałem zbyt dużych zapasów, postanowiłem, że resztę zjemy w domu. Co się ze mną dzieję…jestem w stanie podzielić się pokarmem Bogów?
***
Gdy znaleźliśmy się w domu, było już ciemno.

---

<Tsugi? Ile dialogów, brak ambicji i w ogóle ała ble ble, >

wtorek, 21 lutego 2017

Od Aidena c.d Tsugi

Dwa koty równa się lepsze zasypianie. Jednak zawsze będę bardziej przywiązany do Nekusia. Może dlatego, że musiałem go przemycać w kurtce?... Robiłem się już śpiący, tym razem byłem pewny, że kot mnie nie opuści. Tsugi zauważył, że ziewam.
-Dobra, to ja też idę spać- wstał, poczochrał mnie po głowie i ruszył na górę uśmiechając się- Dobranoc.
-Dobranoc-odpowiedziałem otoczony kotami. Zdmuchnąłem świeczkę i wygodnie położyłem się. Nekuś wszedł na mnie, a Ben leżał obok na poduszce. Zasnąłem.
***
Spadłem z kanapy. Przecierałem oczy. Znów mi się coś śniło, tym razem nie był to koszmar, to było raczej…dziwne. Kotów już nie było. Wtedy coś sobie uświadomiłem. Jak najprędzej znalazłem się w sypialni Tsugiego. Podszedłem do łóżka i zacząłem go szturchać, może to nie zabrzmi normalnie, ale musiałem sprawdzić czy nie umarł…Nie ważne. Chłopak się obudził i patrzył na mnie zaspanym wzrokiem.
-Nic cię nie zabiło? –Z jednej strony byłem zdziwiony, a z drugiej uradowany.
-Chyba jeszcze tak…Chwila czemu miałbym nie żyć?!-Zdziwił się.\
-Nie, nie ważne już nic. Przepraszam, że cię obudziłem…-Nie zdążył zadać pytań bo byłem już przy drzwiach-Dobranoc…
Znalazłem się w kuchni. Robiłem sobie kakao, jednak w między czasie prowadziłem kłótnie.
-Ahhh! Przestań łapczywa mendo!- Uderzyłem głową w blat. Przez chwile tak stałem.
-Aiden? Wszystko dobrze…do kogo mówisz?-Wtedy Tsugi wszedł do pokoju. Podniosłem głowę.
-Tak, ja jestem po prostu trochę śpiący-mówiłem zmieszany. On nie musi wiedzieć wszystkiego.
-Też chcesz kakao?-Chłopak najwidoczniej nie był usatysfakcjonowany moją odpowiedzią, odmówił. Jak ja kocham czekoladę, w tym kakao.
***
Siedzieliśmy w salonie.
-Śniło ci się coś prawda? –zapytał. Nie odpowiedziałem, tylko piłem.
-Już nie pamiętam co…
- Z tą kamieniczką też kłamałeś-rzekł patrząc na mnie.
-Skąd taka myśl?
-Kto niby chcę oglądać kamienice?- Podśmiechiwał się pod nosem.
-Pfhi, a może jestem fanatykiem uliczek? Mhm?- Próbowałem się bronić.
***
Tsugi wrócił do siebie, a ja znów próbowałem zasnąć.

---

<Tsugi? Brak ambicji ;z; >

Od Aidena c.d Tsugi

Awww jak uroczo. Oczywiście, że się zgodziłem…Tylko bałem się, iż koty się nie zaakceptują, pomimo, że Nekuś był przyjaźnie nastawiony. Wtedy zobaczyłem, że Tsugi dziwnie spogląda na siatki.
-Aiden mam pytanie…-mówił raczej (co do niego nie podobne) nieśmiało- Skąd ty właściwie masz pieniądze?-Wiedziałem, że w końcu o to zapyta. Westchnąłem.
-No zarobiłem…-odpowiedziałem po chwili.
-Jak?- Tak upierdliwej osoby jeszcze nie spotkałem. Szybkim krokiem ruszyłem na górę, chyba był nie zadowolony, że go zignorowałem. Jednak po chwili wróciłem z…kartami. Spojrzał pytająco. Usiadłem na podłodze.
-Obserwuj co robię, dobrze?- Skinął głową i usiadł obok. I wtedy zaczęło się. Zacząłem gadać.
-Wiesz, ja to Nekusia mam w sumie rok, jeszcze ze starego domu. Ojciec go kiedyś przyniósł od sąsiadki. Jak był mały strasznie lubił drapać meble, ale go oduczyłem. A jeśli chodzi o Bena. Uroczy, prawda? Jak to dobrze, że się dogadują-Tsugi był strasznie zdziwiony, że nagle stałem się taki rozmowny i uważnie mnie słuchał. Wciąż mówiłem tasując karty-Od małego lubiłem koty, a kiedyś nawet jednego porwałem, ale musieliśmy go oddać. A ty miałeś jakieś zwierzaki?
-Kiedyś miałem psa i z kilka kotów…-mówił wciąż zszokowany. Przestałem tasować.
-Zauważyłeś coś?- spytałem, a on ruszył głową na znak, że nie. I wtedy wysunąłem z rękawa dwie karty, dziesiątkę pik i asa kier. Przyglądał mi się uważnie.
-Tak się skupiłeś na tym, że gadam, że nie zauważyłeś jak zdążyłem je wsunąć do rękawa- wyjaśniłem-Jednak ten sposób jest beznadziejny i działa jak ‘’przeciwnik’’ jest nieuważny. Poza tym, za duża bluza ułatwiła mi sprawę.
-Ale co to ma to rzeczy?-Zapytał. Znów westchnąłem.
-No gram w karty! Powiedz mi, skąd niby piętnastolatek miałby pieniądze?
-Ale czekaj…Skoro ten sposób jest bezużyteczny, to jak wtedy oszukujesz?- Tym pytaniem akurat mnie zaskoczył.
-A kto powiedział, że oszukuje?
-Czyli nie oszukujesz?
-No, dobra oszukuję, ale tylko kiedy trzeba!-Odpowiedziałem, a on się zaśmiał. Chyba czekał, aż mu wyjaśnię jak w takim razie gram.
-Zawsze chodzę w inne miejsce udając nowicjusza, rozgaduję się na byle tematy, a gdy jest moja kolej na tasowanie, to po prostu podrzucam sobie dobre karty.
-I nikt się nie połapał?
-Jeszcze nikt, chodź raz prawię. Cóż, będę musiał się dziś gdzieś przejść, bo prawie wszystkie pieniądze stracone…
-Mogę iść z Tobą?
***
Nie zgodziłem się, ale on oczywiście był uparty. Pojechaliśmy autobusem, biorąc resztki funduszy, do miasta około 15 kilometrów od naszego lasu.
***
Właśnie wychodziliśmy z nielegalnego kasyna, do którego dostaliśmy się rzekomo przypadkiem. Wszystko ładnie poszło, mogłem zdobyć większą sumę, ale jeden typ chyba zaczął coś podejrzewać. Autobus za pół godziny, postanowiliśmy się poszwendać. Gdy szliśmy chodnikiem, ujrzałem kilka uliczek dalej, jego… Nie mogłem w to uwierzyć, przetarłem oczy.
-Tsugi szybko!- zacząłem biec skręcając w jakąś kamienice.
-Co się stało?- Zaczął mnie gonić. Przebiegłem przez ulice, miałem fart, gdyż zdążyłem się przedostać, gdy nie jechało żadne auto. Obróciłem się, aby zobaczyć gdzie jest Tsugi. Wybiegł nagle na ulice i wtedy…auto w niego uderzyło, odpychając go na chodnik. Kierowca się nie zatrzymał i jechał dalej.
-Tsugi!!!-wystraszony jak najszybciej znalazłem się koło niego. Zdążył usiąść na chodniku, najwidoczniej nie wiedząc co się dzieję. Błyskawicznie padłem koło niego.
-Nic ci nie jest? Boże…- oglądałem go z każdej strony, gdy zaczęli się zbierać ludzie, ktoś chyba dzwonił na karetkę- Boli cię coś?- Spostrzegłem, że miał rozciętą skroń, pewnie od uderzenia w chodnik…Zaczął kaszleć, bałem się chyba bardziej niż on. Chciał wstać, pomogłem mu. Nie odpowiadał mi na żadne pytanie. Najwidoczniej zauważył, że ktoś zadzwonił na pogotowie.
-Chodźmy…-wyszeptał. Przez chwile się chwiał, ale potem już szedł normalnie, jednak ja wciąż na wszelki wypadek go trzymałem. Ludzie próbowali nas zatrzymać, lecz ostatecznie przedostaliśmy się na przystanek. Wiedziałem, że nie możemy pojechać to szpitala, ale co jeśli to coś poważnego? Pierwszy raz się o kogoś tak martwiłem…
-Boli cię coś?- Wciąż go oglądałem, lecz poza rozwaloną skronią nie widziałem większych obrażeń. Tsugi dał mi znak, że niby wszystko jest w porządku. Dostaliśmy się do domu. Gdy weszliśmy, kazałem mu usiąść w salonie a sam ruszyłem po apteczkę.
-Kręci ci się w głowie? Coś konkretnie cię boli? –wypytywałem.
-Ja się chyba tylko trochę obiłem…-odpowiedział, biorąc rękę ze skroni, gdyż rękawem zatamował lecącą krew. Wyglądało to tylko jakby się tylko skóra zdarła, dzięki Bogu. Miałem wyrzuty sumienia, bo to właściwie przeze mnie…
Wziąłem wodę utlenioną na wacik i zacząłem obmywać ranę, Tsugi trochę się krzywił i odruchowo spuszczał głowę, mimo, iż mu mówiłem, aby tego nie robił. Stałem nad nim. Złapałem go za podbródek i podniosłem jego głowę w górę, trzymając aby nie spuszczał jej. Prawą ręką zaś opatrzyłem jego głowę.
-Coś cię jeszcze boli?- spytałem spokojnie, a w moim głosie było słychać…troskę? Tsugi nie odpowiedział.
-Gdzie?- spytałem rozumiejąc o co chodzi.
-P-plecy, ale to nic, tylko siniaki…
-Pokaż-powiedziałem stanowczo. Tsugi usiadł na podłodze i zaczął ściągać bluzę i koszulkę. Stałem za nim, gdy wtedy ukazały się jego plecy. Były strasznie poobijane i jakimś cudem w pewnym momencie zdarte…Najwidoczniej gdy leciał ubrania musiały mu się podwinąć. Starannie zacząłem opatrywać jego rany. Co jakiś czas słyszałem jak cicho jęczał, sprawiało mu to ból…
-Zaraz wracam-ruszyłem do kuchni. Wróciłem z szklanką wody i tabletką.
-Masz, będzie cię mniej boleć- powiedziałem a on wziął tabletkę i popił wodą. Wróciłem do opatrywania jego pleców…

---

<Tsugi? Jakoś tak kijowo ;___; >

sobota, 18 lutego 2017

Od Aidena c.d Tsugi

Zdobyłem się na ten gest…uśmiech. Rzadko mi się zdarza to robić, no chyba, że jem czekoladę. Wtedy zawsze, ale to zawsze mam nie wyobrażalny zaciesz. Coraz bardziej się do niego przyzwyczajałem. Zorientowałem się, że nie jedliśmy obiadu, a w sumie to już była pora na kolację. Wstałem i ruszyłem do kuchni. Dużo do zaoferowania lodówka nie miała. Gdy szedłem na miasto po karmę dla kota, nie pomyślałem, że przydałoby się jeszcze jedzenie. Wyjąłem mleko i dwie miski. Nie dosięgałem do szafki, więc stanąłem na blacie. Cicho zeskoczyłem i zawołałem Tsugiego.
***
Stwierdziliśmy, iż jutro przejdziemy się, aby kupić coś do jedzenia. Dogadaliśmy się też, że ja śpię na dole on na górze. Długo negocjował, abym ja tam spał, ale ostatecznie wygrałem. Było już dość późno, więc Tsugi ruszył do łazienki, a ja zaraz po nim.
***
Wyszedłem z mokrą głową i zszedłem na dół. Chłopak na mnie spojrzał.
-Masz suszarkę? –zapytał przez co lekko się zdziwiłem.
-Tak-odpowiedziałem.
-Idź wysusz głowę, bo za ciepło tutaj nie jest- powiedział, a w jego głosie było słychać…troskę? Ostatnia osoba, która się o mnie martwiła zawisła na sznurze na moich oczach…
Skinąłem głową. Zrezygnowany znalazłem się w łazience. Wziąłem suszarkę i zacząłem suszyć włosy. Kot przywołany dźwiękiem przybiegł i patrzył się, jakby ów przedmiot był jakąś machiną zagłady. A gdy zacząłem ’’dmuchać’’ w jego stronę podskoczył i wystraszony uciekł. Drzwi były otwarte, a Tsugi robił coś na dole. Patrząc na uciekającego kota zauważyłem, że na komodzie leży…cukierek? Mogłem odłączyć kabel i po prostu po niego pójść, ale przecież ja zawsze wiem jak utrudnić sobie życie! Zacząłem manewrować kablem, byleby starczył. Zacząłem go wyciągać i kierować się w stronę komody, przy tym wciąż susząc włosy. I jeszcze ten irytujący głos, który mówił mi, że jestem głupi…tym bardziej chciałem dokonać w ten, a nie inny sposób. Gdy już go chwyciłem, nagle poleciałem z hukiem na ziemię, a suszarka się wyłączyła. Szybko usiadłem i spojrzałem co się stało…wyrwałem gniazdko. Tylko, nie rozumiałem, dlaczego ‘’osuszacz’’ (który trzymałem w ręku) się wyłączył, skoro kabel wciąż był w gniazdku. Wtedy zauważyłem, że lecąc kliknąłem guzik. Lecz nie tak bardzo zmartwił mnie fakt, że wyrwałem to, a fakt, iż cukierek okazał się kauczukiem…CZY JA MAM COŚ NIE TAK O OCZAMI?! Oburzony rzuciłem kauczuk i położyłem się na ziemi. Wtedy Tsugi wszedł na górę.
-Wszystko dobrze?- zapytał widząc, iż jestem wkurzony. Podszedł i zobaczył wyrwane gniazdko. Widać rozbawiła go ta sytuacja, bo się zaśmiał pod nosem. Wstałem i westchnąłem.
-Jutro jakoś to się naprawi…- rzekłem zdesperowany, gdyż kauczuk nie był cukierkiem. Tsugi nie zdążył zadać kolejnego pytania, bo ja już odłączyłem suszarkę i ruszyłem na dół.
***
Próbowałem namówić kota, aby przyszedł do mnie, ale on z przyzwyczajenia zasypiał w sypialni na górze. Liczyłem, że jeszcze do mnie przyjdzie, więc czekałem na niego. Nie chciałem zasnąć. Moje oczy już same się zamykały. Usiadłem po turecku i zacząłem drapać ręce. Czasem tak robiłem. Pochłonęły mnie myśli. Jednak po jakimś czasie uświadomiłem sobie, że podrapałem je dość mocno, przez co koszulkę miałem w krwi. Kot nie przyszedł. Ostatecznie spróbowałem zasnąć. Jednak długo sobie nie pospałem. Znów miałem koszmar, jednak mniej straszny, niż ostatnio. Jednakże, wiedziałem, że bez kota nie zasnę. Postanowiłem po niego pójść. Dyskretnie znalazłem się w sypialni, w której spał Tsugi. Zobaczyłem, że Nekuś tak ślicznie śpi i aż żal było go budzić. Usiadłem opierając głową na łóżku, czekając, aż kot się zbudzi. Wtedy zacząłem przypatrywać się także Tsugiemu- mojemu nowemu współlokatorowi. Jego oddech był nadzwyczaj spokojny, nie to co mój. Kot chyba nie zamierzał się budzić. Nie zauważyłem, kiedy moje oczy się zamknęły a ja usunąłem. Jednak, po może godzinie dwóch snu, obudziło mnie delikatne szturchanie. To był Tsugi.
-Hej, co ty tu robisz? –zapytał delikatnym tonem, a ja przetarłem oczy.

---

<Tsugi? 600 słów :’D >

piątek, 17 lutego 2017

Od Aidena c.d Tsugi

Nie byłem przekonany czy to dobry pomysł…myślałem nad tym, a Tsugi najwyraźniej czekał, aż go zostawię. Odczuwałem dość dziwne uczucie…współczucie? Nie to było co innego…
-Tsugi…-mówiłem cicho jak mam w zwyczaju, a chłopak spojrzał pytająco. Więc kontynuowałem speszony, wciąż nie byłem zbyt pewny czy tego chce…
-Bo jak chcesz możesz zostać u mnie…
-To by było bez sensu, zostawać u ciebie gdy tylko jest gorsza pogoda- odrzekł. Nie o to mi chodziło.
-Źle mnie zrozumiałeś…- mówiłem patrząc nieśmiało w chodnik-Zostać na stałe…-powiedziałem to. Czułem się głupio. Znać kogoś dzień, no może dwa i pozwolić mu zamieszkać ze sobą? Byłem przygotowany na negatywną odpowiedź. Jednak w duszy miałem nadzieję, że się zgodzi. Czułem się przy nim…bezpiecznie? Z resztą miło się czasem odezwać do kogoś kto odpowie więcej niż ‘’meow’’. 
-N-naprawdę?- zapytał zaskoczony, a ja wciąż w ciszy patrzyłem w ziemię, dając mu do zrozumienia, iż tak. Czekałem na odpowiedź… Nie spodziewałem się, że tak zareaguję. Złapał mnie w objęcia mówiąc przy tym ,,Dziękuję’’. Wystraszyłem się, ale chłopak od razu mnie puścił.
-Przepraszam, poniosło mnie-uśmiechnął się niewinnie. Skinąłem głową na znak, że nic się nie stało. Postanowiliśmy poczekać, aż trochę przestanie padać, a potem wrócić. Po jakimś czasie burza trochę się uspokoiła, lecz wciąż lało jak z cebra. Staraliśmy się iść jak najszybciej, a chwilami nawet biegliśmy. W domu znaleźliśmy się przemoczeni do suchej nitki. 

---

<Tsugi? Ty mendo nie dostaniesz pizzy ;-;>

wtorek, 14 lutego 2017

Od Aidena c.d Tsugi

Nie chciałem mu o tym mówić. Jednak, jakbym skłamał, od razu by to zauważył-przez moje oczy. Skuliłem się. Był niebezpiecznie blisko. Postanowiłem, po prostu powiedzieć, że nie wiem.
-Nie pamiętam- rzuciłem  cicho. Chłopak westchnął.  Dopiero wtedy się zorientowałem, że w ręce mam kubek- Tobie też zostawiłem w kuchni-zmieniłem temat.
-Dziękuję…-mówił swym nad zwyczajnie spokojnym głosem- Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
Czemu on się mnie tak uczepił? Oparłem głowę o ścianę.
-Nie dasz mi spokoju, prawda? –chłopak w odpowiedzi skinął głową. Tym razem ja westchnąłem. Ewidentnie będzie męczył mnie tak dług, dopóki się nie dowie. Co ja miałem mu niby powiedzieć? Spojrzałem na niego licząc, że mi odpuści. Lecz on wytrwale czekał na odpowiedź. Jednak, gdy milczenie trwało coraz dłużej, on zmienił taktykę.
-Jak często ci się to śni?- zapytał.
-Zależy…
***
Rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas.  Moje odpowiedzi były ubogie. Chłopak wstał.
-To ja już wracam-rzekł.
-Mogę cię odprowadzić -zaproponowałem niepewnie.
-Nie, nie musisz- jednak postanowiłem się zemścić. Teraz ja będę nachalny. Odprowadzę go, nawet jeśli na dworze właśnie jest powódź. Ruszyłem do korytarzyku i wziąłem nasze kurtki. Tsugi chyba wiedział, że tym razem ja nie odpuszczę. Wyszliśmy. Szliśmy w ciszy. Na dworze było zimno.
-A tak w ogóle gdzie ty mieszkasz?- przerwałem milczenie. Lecz on nic nie mówił. Cierpliwie czekałem na odpowiedź.  Zatrzymał się, kazał mi wracać. Zdziwiłem się.
-Dlaczego? Przecież, co szkodzi, że cię odprowadzę-mówiłem bez życia-Gdzie twój dom?
Chłopak był zmieszany. Spojrzałem wyczekująco.
-Bo…-Tsugi zaczął, ale chyba nie chciał powiedzieć  o co chodzi, więc zadałem pytanie, jakie on mi kiedyś zadał.
-Czy wszystko w porządku?

---

<Tsugi? Siedzisz obok mnie gdy to piszę KCKKCKCKKCKC ^^>

poniedziałek, 13 lutego 2017

Od Aidena c.d Tsugi

Obudziłem się był już ranek. Tsugi spał z głową na kanapie. Obok mnie leżał kot-rozłożony jak paragraf. Zacząłem go nosem miziać bo brzuchu, a on jak pułapka na niedźwiedzie zatrzasnął się na mojej twarzy, wbijając pazury w tył głowy. Nie wiem czemu, wydawało mi się to przyjemne, dlatego często to robiłem. Gdy ta bestia mnie puściła, spojrzałem na śpiącego chłopaka. Gdyby nie on raczej bym nie zasnął…
Cicho i po woli zacząłem wstawać, aby go nie zbudzić. Ruszyłem do kuchni. Zrobiłem nam śniadanie z resztek z lodówki, w postaci kanapek, po czym wziąłem dwie szklanki i sok. Nekuś wskoczył na blat i akurat gdy wlewałem napój, szturchnął mnie, jakby to zaplanował. Wylałem, na blat i siebie.
-Kocie! Ty mała cholero!- zbeształem go. Wtedy usłyszałem śmiech. Odwróciłem się, a za mną w drzwiach stał śmiejący się Tsugi.
-Hej-przywitał mnie wesoło.
-Hej…-odpowiedziałem. Oczywiście jak to u mnie bywa, mój ton nie zawierał w sobie ani grama życia. Posprzątałem to CO TEN POMIOT SZATANA WYLAŁ i razem z Tsugim zaczęliśmy jeść.
***
Po zjedzonym śniadaniu, po kolei ruszaliśmy do łazienki. Siedziałem z kotem, czekając na chłopaka, gdy usłyszałem jego wołanie z owego pomieszczenia.
-Aiden! Pomocy!- szybko pobiegłem na górę, myśląc, iż coś mu się stało. Zapukałem, a on kazał mi wejść. Stał rozżalony koło urwanej rury, wszystko było by w porządku, gdyby nie fakt, że nie miał koszulki. Najwyraźniej nie zdążył się przebrać do końca…Mu to chyba nie przeszkadzało. Stał koło umywalki i patrzył na mnie błagalnym wzrokiem. Czułem się nie zręcznie i tylko się modliłem, abym się nie zaczerwienił.
-Urwałem…-powiedział. Przyłożyłem rękę do twarzy w geście zażenowania…Jak można urwać rure?!
-Jak ty to? –starałem się na niego nie patrzeć.
-No, no bo moja noga jest dzika no i przypadkiem kopnąłem…- odpowiedział. Westchnąłem i podszedłem do rury. Wtrącać się do czyjegoś życia, a potem dewastować mu łazienkę...Chyba tylko on tak potrafi.
-Ona tylko wypadła, będzie żyć- kucnąłem przy umywalce i zacząłem ‘’naprawiać’ tą nieszczęsną rurę. Szkło gładko, po chwili było zrobione.

---

<Tsugi? Teraz ty jesteś Bogiem pamiętaj! ;z; >

Od Aidena c.d Tsugi

-Tsugi…-zacząłem cicho i nie pewnie. Po mimo, że mu nie ufałem nie mogłem go tak wyrzucić. Chłopak rzucił mi pytające spojrzenie.
-Jak chcesz…-zawahałem się. Zapraszać obcego kolesia na noc, bo pada grad? Trochę bez sensu. Chłopak próbował dodać mi otuchy delikatnie się uśmiechając. Przełamałem się-Jak chcesz, możesz przenocować, bo i tak ten grad pada…
-Dziękuję- powiedział z wdzięcznością. Nie wiem, która była godzina, ale było już ciemno.
-Chodź, będziesz spać na górze-rzuciłem i ruszyłem w stronę schodów, a on za mną. Zaprowadziłem go, a z szafy wyjąłem dla siebie koc i poduszkę. Wróciliśmy na dół, rozłożyłem sobie kanapę. Potem szybko wyjaśniłem mu rozkład domu. I wtedy sobie przypomniałem…Nekusiowi nie dałem tej karmy! Gdy kot już miał co jeść, zorientowałem się, iż może Tsugi jest głodny. Zapytałem, jednak on odmówił. Starałem się mieć z nim jak najmniejszą styczność.
***
Zrobiłem się już śpiący. Tsugi był w pokoju na górze, więc raczej też już się kładł. Zdążyłem się ‘’ogarnąć’’, on także. Za pidżamie miałem długie spodnie i za dużą koszulkę na krótkim rękawku. Położyłem się w salonie. Zacząłem wołać kota. Zasypiam tylko, gdy leży na mnie lub obok mnie. Nekuś nie przychodził. Wstałem i poszedłem do kuchni-nie było go tam. Wróciłem. Uznałem, że jeśli za kilka minut nie przyjdzie, to musiał być u Tsugiego. Położyłem się znów. Czekałem, lecz kot ostatecznie nie przyszedł. Z dobrą godzinę nie mogłem zasnąć. Bez kota, to wolałem nawet nie spać w ogóle, jednak zmęczenie dało górę.
***
Obudziłem się z krzykiem. Po mimo, że byłem przytomny koszmar ciągle trwał… Widziałem, jakby to wszystko było przede mną…Było rzeczywiste i namacalne… Zacząłem się trząść, zasłaniałem oczy, aby tego nie wiedział, ale on się mną bawił…Nic nie pomagało, koszmar dalej trwał, a ja coraz bardziej się bałem. Nagle usłyszałem, że ktoś mnie woła…Tsugi. I w tamtym momencie wszystko znikło. Byłem rozbity, nie mogłem zrozumieć co się dzieje. Chłopak stał i się na mnie patrzył. Wciąż byłem wystraszony, co można było zauważyć…

---

< Tsugi! Leniwa klucho tera twoja kolej ( ͡° ͜ʖ ͡°) >

Aiden ma towarzysza!


Imię: Nekuś
Wiek: Rok
Właściciel: Aiden


niedziela, 12 lutego 2017

Od Aidena c.d Tsugi

Siedziałem a moje oczy wpatrywały się w dywan.
-Mieszkam-odpowiedziałem na jego pytanie. Mój ton brzmiał, jakbym był…martwy? Dosłownie. Wiedziałem, iż chłopakowi chodziło o co innego. Jednak nie ufałem mu.
-Sam?- znów zapytał.
-Nie-odrzekłem.
-A z kim?-był strasznie dociekliwy.
-Z Nekusiem-chłopak przez chwilę myślał, lecz po chwili zorientował się, że to imię kota. Przez niego przypomniały mi się rzeczy, które wolałbym zapomnieć…Po co on ingeruje w moje życie? Za pewnie ujrzał po moich oczach, że posmutniałem. Starałem się to ukryć, ale te cholerne patrzałki zawsze mnie zdradzają. Chciałem, aby już opuścił mój dom. Ale on najwyraźniej czekał, aż mu powiem co się stało. Dobre sobie. Wiedziałem tylko, iż jest siedemnastoletnim kolesiem o imieniu Tsugi. Czemu niby mam mu mówić cokolwiek o sobie? Już i tak wystarczająco dużo o mnie wie. W mojej głowie było pełno strasznych myśli, a ja nie potrafiłem się ich pozbyć. Nagle chłopak usiadł koło mnie na dywanie, a ja odruchowo się odsunąłem.
-Spokojnie-mówił łagodnym, uspokajającym tonem. Jego głosu miło się słuchało. Było słychać jakiś hałas na zewnątrz, okazało się, że to grad…ale nie taki zwykły. Był wielkości ziemniaka. Znając mnie, jakbym teraz wyszedł do taki śnieżny ziemnior rozwalił by mi czaszkę.
-Coś ode mnie chcesz? Po co ci to wszystko wiedzieć? –spojrzałem mu w oczy. Raczej nie wiedział co mi odpowiedzieć...Znów spojrzałem w okno. Super, grad nawalał coraz mocniej…Pozwolę mu pójść do domu, coś mu się stanie. Pozwolę mu zostać na noc, coś mi może się stać… I tak źle i tak nie dobrze. Zastanawiałem się co mam zrobić.

---

<Tsugi? Ruszaj dupę ścierwojadzie ^^>

Od Aidena c.d Tsugi

-Aiden…-rzekłem, nie odpowiedziałem na uśmiech. Czułem się niepewnie w jego towarzystwie. Właśnie rozmyślałem jak by się wykręcić. Krwawiącą dłoń miałem ‘’zawiniętą’’ w rękaw, który i tak był za duży. Musiałem wytłumaczyć Tsugiemu, że nie mogę pójść do tego szpitala. Jestem przecież nie pełnoletni. Wiadomo co to znaczy… ,,Gdzie twój opiekun, potrzebujesz zgody.’’ Jakbym trafił do szpitala, prosto z niego poszedłbym do sierocińca. Podziękuję. Najchętniej po prostu wyjął bym to szkło i opatrzył dłoń. Cóż, najwyżej bym się wykrwawił.
-Co ty taki cichy- zauważył Tsugi. Nie odpowiedziałem. Zatrzymałem się, a on spojrzał pytająco.
-Lepiej pójdę do domu, tam sobie sam to opatrzę…
-Zwariowałeś!-stanął obok mnie-Idziemy do szpitala, tam odbiorą cię rodzice!-stałem w ciszy. Wiedziałem, że go nie przekonam. Zawróciłem.
-Co ty robisz?-spytał zszokowany.
-Wracam do domu-odpowiedziałem zimno.
-Idę z tobą!-spojrzałem na niego speszony a on kontynuował-Jeszcze coś ci się po drodze stanie, wrócę dopiero gdy zobaczę, że ta twoja ręka jest cała.
Westchnąłem. Zacząłem kierować się w stronę domu, Tsugi szedł obok mnie.
-Młody a ty tak właściwie ile masz lat?-nie zamykała mu się buzia. Eh, nie trzeba było kupować tego Tymbarka…Jeszcze napis na kapslu ,,Będzie dobrze’’. Oj nie będzie. Jeszcze ten dryblas mnie zabiję a potem zgwałci. Nekuś raczej mnie nie obroni.
-Piętnaście-uciąłem krótko. Nie miałem ochoty na rozmowę. W mojej głowie właśnie trwał długi monolog.
-Ja siedemnaście-mówił z entuzjazmem chłopak.
***
Po jakimś czasie udało się dotrzeć do lasu, teraz z górki. Po pół godzinie byliśmy na miejscu.
-Mieszkasz tu?- zapytał, gdy wyciągałem klucz. Skinąłem głową. Weszliśmy do środka. Nekuś przybiegł, otarł się o mnie i zaczął wąchać Tsugiego. Po chwili już się do niego łasił.
-Zdrajca-rzuciłem tak cicho, że nawet ten Judasz (czytaj: kot) nie usłyszał. Zdjąłem kurtkę i buty, po czym poleciłem zrobić to samo chłopakowi. Poszedłem do łazienki po apteczkę, po czym wszedłem do salonu. Kazałem Tsugiemu się rozgościć. Usiadł na kanapie i bacznie mnie obserwował. Przeszedł mnie dreszcz. Usiadłem na dywanie, zawsze tak robię. Przygotowałem sobie już wodę utlenioną i bandaż. Wszystko leciało mi z rąk przez ten jego wzrok. Szkło nie było, aż tak głęboko. Byłem przekonany, że jak je wyjmę nic się stanie. Zacząłem cicho liczyć.
-Jeden…dwa…trzy…- szybkim ruchem wyjąłem szkło z ręki, krzywiąc się z bólu. Krew zaczęła lecieć. Ranę obmyłem, po czym zabandażowałem. Musiałem się przebrać, byłem cały umazany czerwoną mazią, którą tak lubię. Liczyłem, że chłopak już pójdzie. Lecz on wciąż siedział i na mnie patrzył. A ja znów nie wiedziałem co zrobić…
-A twoi rodzice kiedy wracają?-przerwał nie zręczną cisze.
-Mieszkam sam…

---

<Tsugi? leniwa klucho TvT >

sobota, 11 lutego 2017

Od Aidena c.d Tsugi

Obudził mnie hałas…właściwie huk. Gwałtownie usiadłem na łóżku. Zacząłem się rozglądać...ha! Można się było spodziewać, Nekuś zwalił coś z szafki. Spojrzałem na kota z wyrzutem, a ten jak gdyby nigdy nic, podbiegł do mnie i zaczął się łasić. Nie mogłem się oprzeć-zacząłem go głaskać. Po jakimś czasie spojrzałem na stary zegar, który wisiał na ścianie…
-Dwunasta?- jak zwykle spałem do późna, po mimo, iż wiedziałem, że nie powinienem. Wstałem. Ogarnąłem się jako tako. Rozejrzałem się. Westchnąłem. Mieszkam w opuszczonym domku letniskowym…martwi mnie fakt, iż jest tu woda i prąd...Nie powinno mnie to martwić- bo przecież są warunki zdatnie do życia, ale przecież oznacza to również, że ta chatka nie jest jednak taka opuszczona. Moje rozmyślenia przerwał głos.
-Ruszaj się co? Wszystko ci zamkną, jest sobota!
-Zamknij się! Nie potrzebuję twoich rad!- wykrzyczałem oburzony. Czy on zawsze musi się wtrącać?
***
Już wiązałem buty, kot oczywiście się plątał koło nóg. Wyszedłem. Wziąłem ze sobą plecak, aby móc schować karmę. Właśnie dlatego szedłem na miasto. Aby Nekuś miał co jeść.
***
Wychodziłem już z zoologicznego. Chciało mi się pić. Na rogu był akurat jakiś sklep. Wszedłem do środka. Ku mojemu nie szczęściu, były jakieś same soczki w małych szklanych butelkach. Były ewentualnie półtora litrowe butelki z wodą. A mi się chciało pić tylko trochę…Ostatecznie zdecydowałem się na szklanego tymbarka. Wracałem już do domu. Usłyszałem za sobą jakiś hałas, od ruchowo się odwróciłem. Eh, to tylko pies. Gdy znów odwróciłem głowę, nie zdążyłem zareagować. Wbiegł na mnie o wiele wyższy chłopak, chodź ode mnie to każdy jest wyższy. Wpadł na mnie, gdyż pewnie się poślizgnął. Nie dziwie się była niemała szklanka. Siła jaką na mnie wleciał, była tak wielka, iż mnie obaliło, razem z nim. Tymbark rozbił się o chodnik, a szkło wbiło mi się w dłoń. Jednak byłem tak wystraszony, że nawet nie poczułem. Patrzyłem na niego. Bałem się… Z mojej ręki krew leciała już strumieniami…Nie bardzo wiedziałem co zrobić…

---

<Tsugi? T.T>

piątek, 10 lutego 2017

Nowa postać!

 Daenarys

,,Przeznaczenie rozdaje karty, a my tylko gramy.’’

Imię: Aiden
Pseudonim: Niektórzy mówili ‘’Ai’’ Ale on tego nie cierpi.
Płeć: Mężczyzna
Nazwisko: Stone
Orientacja: Próbuję sobie wmówić, iż jest as, gdy w rzeczywistości jest bi.
Rodzina: Matka zmarła, z ojcem nie wie co się dzieje.
Wiek: 15
Głos: KLIK!
Charakter: Aiden jest nieśmiały i skryty w sobie. Jest cichy i cierpliwy. Boi się obcych. Dobrowolnie się do nieznajomego nie odezwie. Wydaję się być aspołeczny, to pozory. Mimo, że jest negatywnie nastawiony do obcych, nie lubi przebywać w samotności. Nie jest w stanie usnąć jeśli nie czuję czyjegoś ciepła. Dlatego posiada kota, czuję się przy nim bezpieczniej. Ma bardzo niską samo ocenę. Nie lubi gdy ktoś patrzy mu w oczy. Jest bardziej wyczulony na krzywdę zwierząt niż ludzi. Uwielbia słodycze wszelkiego rodzaju. Owymi przysmakami można go przekonać do wielu rzeczy. Łatwo można się do myśleć o czym myśli. Jego oczy i miny o tym mówią. Kiedy wyobraża sobie coś przyjemnego, czasem zdarza się, że się uśmiecha. Ten widok jest bardzo rzadki. Trudno zyskać jego zaufanie, lecz jeśli komuś się to uda będzie lojalnym i dobrym sojusznikiem, a może nawet i przyjacielem. Gdy już się go pozna, można zauważyć, iż staje się troskliwy o innych. Dobrze śpiewa, lecz nienawidzi gdy ktoś go w owej czynności słucha. Jego matka miała schizofrenie, niestety odziedziczył ją. Nie widać tego zbytnio u niego. Ma wyimaginowanego ‘’przyjaciela’’. Czasem wydaje mu się, że mu pomaga, zaś innym razem namawia go do złych rzeczy. Aidenowi często wydaje się, iż słyszy głosy. Najczęściej każące mu coś zrobić. Dużo mówi do siebie, znaczy do ‘’jego przyjaciela’’. Jest też także masochistą. Często nożem wyrywa na rękach napis ‘’Aristo’’. Tak się nazywa ten wymyślony ‘’stwór’’. Ma masę odruchów. Lubi patrzeć na płynącą krew. Jest kociarzem.
Umiejętności/Zainteresowania: Potrafi grać na pianinie/keyboardzie. Dobrze śpiewa, ale nie robi tego gdy ktoś słyszy. Nie ma szczególnego zainteresowania.
Zauroczenie: Brak
Partner: Brak
Potomstwo: Brak
Towarzysz: Kot-Nekuś
Co lubi: 

  • Słodycze
  • Muzykę
  • Zwierzęta; w szczególności koty
  • Burze i deszcz
  • Ciepło
  • Za duże ubrania
  • Lubi spać
  • Ciszę; spokój
  • Grę w karty

Czego nie lubi:

  • Hałasu; krzyku
  • Zbyt dużej ilości ludzi
  • Rozbitego szkła
  • Disco polo ;-;
  • Zbyt słonych potraw
  • Tic Taców o smaku popcornu
  • Zimna
  • Różu
  • Urodzin
  • Gdy ktoś się z nim drażni

Ciekawostki:

  • Ma mało krzepnącą krew
  • Łatwo uczy się piosenek/wierszy
  • Gdy się boi to się trzęsie
  • Jego ulubionym przysmakiem jest czekolada
  • Po mimo, że je dużo słodkiego ma aparycję anemika
  • Nie potrafi powiedzieć ‘’jeleń’’ (wymawia ‘’lejeń’’)
  • Potrafi bardzo szybko mówić, gdyż potrafi mówić długo na jednym tchu
  • Nie lubi swojego imienia
  • Lubi pisać rzeczy, które nie mają sensu (np. ,,O to kolejny poradnik jak wpaść do rowu, albo nie. Dziś zabijemy się żelazkiem.’’ )
  • Umie grać w tysiąca i pokera…i bardzo dobrze oszukuje w te gry karciane
  • Nekuś 

Kierujący: Max0000