niedziela, 4 marca 2018

od finna

Bergen był moim bratem, pamiętam jednak że był mną zainteresowany. Postanowiłem zapytać go o to tak na luzie.
- Bergen - zapytałem. - Czy ty mnie kochasz?
nie byłem zestresowany, ale bardzo się denerwowałem.
- Kiedyś tak.
- Teraz jest kiedyś - moja poetycka odowiedź.
- ZAMKNIJ TWARZ! - nakrzyczał na mnie.
- Weź ty wyjdź pod krzaczek bo nie chodzisz tam od roku - zaczęliśm się kłócić.
- Bo ja jestem bardziej prestiżowy. - kłócił się.
Kłóciliśmy się.
- Wilki nie załatwiają się do toalety panie wąchaczu stokrotek! - odpowiedziałem jak prawdziwy gangster.
- Ja nie jem własnego żółtego śniegu!
- Nie wiesz nawet czym on jest naprawdę! - nie chciałęm wydać tajemnicy.
Miałem go sczerze dość więc uciekłem pod duży zielony krzak. Była zima a on jako jedyny nie był ośnieżony co zdażało się rzadko. Bergen nie poszed za mnom.
---
Pod krzakiem zauważyłem czarne ciało pokryte moimi odchodami. JAK MOGŁEM GO NIE ZAUWAŻYĆ? wystawało zza krzaka a ja pochłonięty załatwianiem się nie spojrzałem na nie. Zeby nie było liściem zrzuciłem z niego wszystko co zrobiłem i innym lisciem odtarlem jego zmęczoną twarz.
- Proszę pana...? - zapytałem.
- Żółty śnieg... czy to już ta pora roku? - zapytał ochrypłym głosem
cdn

sobota, 3 marca 2018

Od Finna znowu

Wyszedłem z Des z mojego pokoju, a według niej łazienki. Podszedłem do Silwera.
- No hej. - znów zrobiłem tą super pozę. - Jak tam życie?
Silwer popaczył na siebie.
- Fon, czy ty się dobrze czujesz? Jestem zajęty, niedostępny dla ciebie. - odpowiedział.
Założyłem czarną bluzkę i wyszedłem z jaskini. Jeszcze przed tym rzuciłem kilka frytek w moim domu.
- UDŁAWCIE SIĘ TYM! - krzyknąłem i wyszedłem.
Byłem bardzo zły, ale dumny z siebie. Zaczął padać deszcz. Było całkiem ładnie i słonecznie. Zauważyłem idącą niewiastę. Miała wianek z kwiatów na głowie. Wyglądała jak hipis.
- Ej, młoda. - zapowietrzyłem się deszczem.
Ona była człowiekiem, a to klan wilków, heloooł.
- Co ty tu robisz? - zapytałem gangstersko.
Popaczyła na mnie. Jej wianek spadnoł. Podniosłem go i popatrzyłem na jej twarz. Była uśmiechnięta, smutna i nieśmiała, ale śmiała.
- F-Finn... Jestem twoją siostrą... - powiedziała.
Popatrzyłem na nią zdziwiony i uciekłem do pobliskiej kuchni (ale najpierw pod krzaczek).
Złapałem nusz kuchenny i przyłożyłem go do twojego ogona.
- SKOŃCZĘ TO! - krzyknąłem. - Wiadomo że wilki umierają przez odcięcie ogona - zarzuciłem naukową ciekawostką.
Dziewczyna wbiegła tam i zobaczyła mnie.
- JUŻ NIE JESTEŚ TYM SAMYM FINN'EM!
Zdjęła kaptur który miała na sobie. To był..........




















Bergen!!!!!!!!!!!!!!1!1!!1!1!1!!1!1!!!!!
Byłem w szoku. On zaczął się śmiać, ale nie wierzyłem jak mógł zrobić mi taki słaby żart.
- Nie no, dobry żart - zacząłem płakać. - Jestem tym samym Finn'em, dalej lubię krzaki :(
---
Postanowiłem że nie wrócę do jaskini, to koniec. Fryderyk nie był mnie wart, ale nie ukrywam tego że Silwer całkiem nieźle się trzyma. W tej chwili na pierwszym miejscu u mnie (ale w przyjaźni) był Bergen Aczpolet, sławny pisarz. Prut też był moim przyjacielem. Z Desin było wszystko skomplikowane. Kochałem ją, ale ona miała silwa. Szczerze mówiąc krul silwer był u mnie pierwszy na liście moich miłości, desin druga była. Niegdyś Bergen mnie kochał, ale to miłość zakazana.
- NIE WRACAM DO DOMU. - powiedziałem.
- Musisz, Finn. - powiedział Berg.
- Nie - powiedziałem
- Tak
- Nie
- Tak
- Nie
- tak
- ok tak
- tak
- nie
- nie
- nie
- nie
- ok, nie
- FINN, KUAMCO!
- weź wyjdź........ Żart
Śmialiśmy się
Cdn

Od Finna

Super, no normalnie superowo. Prut uciekł, Fryderyk mnie nie kocha, a Silwer zaraz tu przyjdzie. Było mi smutno, ale byłem szczęśliwy.
- Puk puk puk puk - TO SILWER!
- NIE WPUSZCZAJ GO, FRYDERYKU, NIE RÓB TEGO! - zawołałem.
Po chwili przypomniałem sobie, że Dessin też przyjdzie, bo jest jego żoną. A niech to... Już nigdy nikt z nich nie będzie mój, a ja tylko chcę kogoś mieć!
- Finn, co ty odkurteczkujesz? - zapytał. - Weź wyjdź stąd, młody ciapciaku. Masz 1 lat, czy tam 2 lata, ale dalej masz ten okres buntu.
- JESTEM JUŻ DOROSŁY, NIE POUCZAJ MNIE, MAMO - zawołałem. - JESTEM GANGSTEREM, A JAK BĘDĘ CHCIAŁ TO BĘDĘ MIAŁ NAWET PLEZERE.
- Finn, to nie lata 70.
- ZAMKNIJ TWARZ! - to były me ostatnie słowa.
Silw wszedł do domu. Desin była z nim.
- No cześć. - powiedziałem.
- Przepraszam za niego, ma okres buntu i zachowuje się jak karp na święta. - powiedział lekko ale bardzo zawstydzony Fryderyk.
Silwer uśmiechnął się.
- Desin, pozwolisz ze mną do pokoju? - zapytałem wskazując na pierwszy otwór od mojej jaskini. Byliśmy w kuchni (Fryderyk lubi tam być).
- Czyli do łazienki? Spoko - powiedziała Desin.
Poszliśmy. Popatrzyłem na siebie.
- Desin, jesteś doświadczona, jak mam zdobyć Fryderyka? - zapytałem z uśmiechem i smutkiem.
Wilka pomyślała.
- Myślę, że nie pasujecie do siebie. - odpowiedziała. - Ty jesteś kozak, on jest nie-kozak. Fajny rym, co?
Kiwnąłem głową i zaśmiałem się. Odpowiedziałem Desin rzart.
- Hahhahahhahahhahahahhahahah. - śmiała się. - Zawsze miałeś poczucie humoru.
CDN

Od Finna *kocham go*

Dzień zaczął się zwyczajnie, tak jak zwykle. To będzie nudny dzień... Szykowało się coś wielkiego.
Podeszłem do Fryderyka, mojej największej miłości.
- Cześć, mój drogi - powitałem go jakże szarmancko i elegancko. Zapewne wyglądałem jak biznesmen czy inny taki gościu, na widok którego każdy wilk stresuje się. Tak jak ja, gdy przyjdzie do mnie żaba.
- Finn? - zapytał Fryderyk z dziwną miną. - Co ty robisz?
Mogło to wyglądać dziwnie, ale przybrałem interesującą pozę. No wiecie, tak, żeby się mną zainteresował.
- Ja? Ach... - westchnąłem. - Tylko się przechadzam...
- Jesteśmy w twojej jaskini. - odpowiedział. - I zaraz przyjdzie tu Krul Silwer, a ty jesteś nieświeży jak dwutygodniowa bułka. - spojrzał na mnie zniesmaczony.
Zrobiłem smutną twarz i popaczyłem na siebie. Poszłem do pokoju.
- On już mnie nie chce... - powiedziałem do siebie.
Po chwili znowu koło mnie znalazł się Prut, tym razem w postaci wróżki.
- Prut... Co ty odkurteczkujesz?
Zaśmiał się mój drogi przyjaciel i zaczął śpiewać:
- Jestem sobie fajny prut, wprowadzę cię w świat taki fajny, elo - po tych słowach zniknął.
- PRUUUUUUUUUUT!
CDN

niedziela, 23 lipca 2017

Silver odchodzi!

Witam. Odchodzę z bloga. Po tym co się stało nie mam po co tu być, skoro adminki mnie nie chcą, a ja nie chcę się zamęczać tą kłótnią i innymi. Mimo to dobrze, że reszta członków nie była świadkiem tego, bo to nie jest ich wina. Ja odchodzę i nie mam zamiaru wracać. Zrobiłam sobie kopię najważniejszych rzeczy (Oczywiście nie będę korzystać z tego, co nie moje tzn. fabuły) aby kiedyś może z tego skorzystać, co zrobiłam. Chcę odejść w pokoju, więc nie wykorzystam tego postu do wypisywania moich argumentów tylko chcę powiedzieć Dess, jeśli tu wejdzie, że napisałam do niej na Howrse i proszę, by zajrzała tam. Co adminki zrobią z tym blogiem - nie wiem, ale co zrobią to będzie. Trudno. Choć przeżyłam tu wiele miłych chwil to muszę to skończyć, by się nie męczyć ani nie "wkurwiać" Alexa.
Maybe kiedyś się spotkamy w pokoju, by normalnie porozmawiać, a tym czasem żegnam was,
Percia

Senill i Alex opuszczają szeregi bloga!


Niestety, jak widać jest to smutna wiadomość. Ze względu na brak telefonu oraz problemy związane z komputerem i internetem, Senill zmuszona została do odejścia z bloga.

Jeżeli jednak kiedykolwiek będziesz chciała wrócić, Seni, drzwi są zawsze szeroko otwarte c:


Jako osoba odpowiedzialna za czystkę, za zadanie miałam przeprowadzać "selekcję" osób aktywnych od tych nieaktywnych, którzy jeżeli się nie poprawiali, zostali wyrzucani z bloga. Ostatnio jednak ktoś mi powiedział, że ja również zaliczam się do tego drugiego grona, mało wynoszących do bloga osób. Nie ukrywam - z moją aktywnością ostatnio było słabo, jak nie bardzo słabo.
Mogłabym się tłumaczyć, dlaczego było tak a nie inaczej, jednak uważam, że to bez sensu. Bo kto by chciał słuchać o tym, że ktoś już ledwo ma czas na sen, bo w wakacje nie tak jak inni wyjeżdża na wycieczki czy też wstaje o 10 rano, tylko zamiast tego od rana do wieczora pracuje, czas wolny poświęcając na rzeczy ważniejsze niż internet?
Chcąc być zatem sprawiedliwa w stosunku do innych osób, których powodem wyrzucenia była słaba bądź znikoma aktywność postanawiam, aby

ALEX OPUŚCIŁ SZEREGI BLOGA

Tym razem naprawdę, całkowicie i nieodwracalnie. Wraz z moją postacią odchodzę ja sama, wykluczając w ten sposób siebie samą z administracji, pozostawiając opiekę nad The World of Fiction pozostałym dwóm adminkom. Przecież podobno nic takiego nie zrobiłam dla bloga, więc nawet nie odczujecie mojej nieobecności, prawda? 
Wierzę, że dacie sobie radę bez takiego członka na pokaz jakim byłam ja, a TWoF odzyska czasy dawnej świetności.

Wszystkim pozostałym tutaj członkom życzę weny oraz niezapomnianych chwil spędzonych na blogu, powodzenia w życiu i czego tam jeszcze można od świata chcieć.

Teraz usuwam się w cień, nie chcąc dłużej przeciągać tego mojego marnego wywodu. 

Gdyby ktoś jeszcze kiedykolwiek chciał ze mną porozmawiać, zapraszam tutaj:

sylwuś.com [How]

Pozdrowienia od tego psychopaty we mnie i... do zobaczenia kiedyś..? 

Alex >:3

piątek, 7 lipca 2017

Od Yvris'a c.d Toluen

Yvris przez chwilę mógł przysiąc, że czuje, jak żołądek przewraca mu się na lewą stronę, i był wdzięczny losowi, że od rana nie miał czasu na żaden posiłek. Zaraz jednak skarcił się w myślach. Głupi, i po co panikujesz? Przecież nie masz żadnych, absolutnie żadnych powodów do bycia zdenerwowanym. Fakt, to trochę niezręczna sytuacja, no ale wciąż - nie pierwszy raz w życiu jesteś z kimś w kawiarni i pewnie nie ostatni. Weź się w garść.
Mimo wszystko znów tylko mruknął coś niezrozumiale pod nosem, na ułamek sekundy podnosząc wzrok na siedzącego naprzeciw niego uśmiechniętego radośnie Telo tylko po to, by niemal natychmiast wbić go w podsuniętą mu właśnie kartę. Rzeczywiście, widniejące w niej nazwy były nad wyraz zawiłe i niemal niezrozumiałe, szczególnie jeśli było się podenerwowanym bez jakiegoś wyraźniejszego powodu - i z tej racji dodatkowo także zirytowanym na samego siebie.
Z tego wszystkiego Yvris przestał być głodny, o ile w ogóle taki był wychodząc z pracy, ostatecznie zdecydował się więc na samą filiżankę zielonej herbaty. Jeden z kelnerów zniknął właśnie w drzwiach do kuchni, drugi zajęty był stolikiem po drugiej stronie sali, najwyraźniej byli więc zmuszeni poczekać ze złożeniem własnego zamówienia, co pozostawiało ich w kolejnej chwili niezręcznej ciszy.
A przynajmniej dla Yvrisa taka ona była. Po kolejnym nieśmiałym zerknięciu doszedł do niezbitego wniosku, że jego towarzysz najwyraźniej świetnie się bawi i jest w swoim żywiole. Szkoda że bibliotekrz nie mógł powiedzieć tego samego o sobie... chciał, żeby to było miłe popołudnie, naprawdę, nie pogardziłby takim, szczególnie że Telo zdawał się być w gruncie rzeczy całkiem miłym facetem jeśli pominęło się warstwy nachalności i beztroski. I nawet jeśli działały mu one na nerwy, to teraz chyba ich nie było, a poza tym nie pamiętał kiedy ostatnio wyszedł gdzieś po pracy, przed pracą, w trakcie pracy, tak naprawdę kiedykolwiek, bo od chwili przeprowadzki spędzał życie albo w domu, albo w bibliotece, albo w drodze z jednego do drugiego, i mógłby zażyć trochę odpoczynku od obowiązków, a taka kawiarnia zdawała się dobrym sposobem na oderwanie się od rzeczywistości, nawet jeśli tylko na chwilę. Wystarczyło się trochę postarać, prawda?
- Więc znasz się z właścicielem - stwierdził dość jednoznaczą oczywistość po paru kolejnych przeciągających się momentach, trochę nerwowo bawiąc rogiem karty. - Od jak dawna?

---

<Trzecia w nocy to dobra pora na Yvrisa, a już szczególnie Yvrisa, który jest Niezręczny™>