wtorek, 30 maja 2017

Od Alex'a cd. Senill "Ja to mam szczęście..."


[takie słabe +12]

... jakiś bliżej nieokreślony osobnik rzucił się w stronę wciąż siedzącej na trawie trójki ludzi. Ci nie mieli jednak czasu na reakcję, toteż była to scena rodem wyjęta z filmu: niebezpieczeństwo zmierza wprost na głównych bohaterów, a ci przez swego rodzaju zaskoczenie oraz szok nie są w stanie nawet się poruszyć. Tak też było tym razem z tą różnicą, iż osoba odpowiedzialna za tamtą rzeź kotów rzuciła się nie na całą grupę, a pojedynczą osobę. I nie, nie była to Senill czy też sam czarnowłosy. Postać z siekierą w ręce za cel obrała sobie przywódczynię klanu ludzi, której oczy omal nie wypadły z orbit na widok narzędzia tamtej zbrodni, uniesionego ku górze w wyrazie zamachu. Któraś z dziewczyn wydała stłumiony krzyk, chłopak usłyszał chyba jeszcze czyiś pisk. Nie zwracał jednak większej uwagi na te drobne szczegóły. W tamtym momencie, zamiast biernie przyglądać się rozgrywanej przed jego oczami scenie, instynktownie wstał i zasłonił samym sobą próbującą ukryć się za swoimi dłońmi Katelyn. Gest dziewczyny nie miał jednak większego sensu w walce z zapewne ostrą jak brzytwa oraz wciąż oblepioną krwią klingą.
Niektórzy mogą teraz sądzić, iż Walker bawi się w bohatera. Nie można zaprzeczyć, że w pewnym sensie to prawda. Warto jednak wziąć pod uwagę, że są trzy rodzaje wybawców. Pierwsi z nich, kiedy wszystko jest ok i nie ma żadnych problemów, ogłaszają się jako obrońcy ludzi, żądając oklasków za nic-nie-robienie. Kiedy natomiast robi się gorąco, nagle ów herosi znikają, pozostawiając wierzących w nich ludzi na pastwę losu. Z kolei ci, którzy uwielbiają być w centrum uwagi, robią to nie tyle co z powinności, a ze względu na uznanie. Oto właśnie udawanie bohatera, czyli drugi typ. Jaki jest więc trzeci, ostatni? To osoby, które robią to, co uważają za słuszne. Nie oczekują niczego w zamian, starając się niezbyt wyróżniać od innych. Taki właśnie podział zrodził się w głowie Alex'a kilkanaście lat temu, kiedy postanowił należeć do tej trzeciej grupy. Jego ego ciągle nie pozwala mu dopuścić do siebie myśli, czy aby na pewno wciąż jest jej członkiem, ale wtedy nie miało to większego znaczenia.
Tak naprawdę czarnowłosy nie pamięta, co wtedy dokładnie robił. Ma jedynie mgliste wspomnienie tego, jak zablokował uderzenie napastnika, zatrzymując rękojeść siekiery swoim przedramieniem. Następnie jakby znikąd w jego dłoniach pojawiły się dwa noże, na widok których oczy przeciwnika rozszerzyły się nieznacznie. Warto także dodać, iż jego twarz agresora zasłonięta była maską podobną do tej należącej do Deadshot'a, bohatera "Legionu Samobójców", ale to tak nawiasem mówiąc. Przez chwilę oboje mierzyli się nawzajem wzrokiem, zapewne obliczając swoje szanse na wygraną. W prawdzie osobowość chłopaka nie pozwalała mu dopuścić się chociażby pomyślenia o przegranej, jednak wszystko jest przecież możliwe, czyż nie? Opcja ta stawała się jeszcze bardziej realna, kiedy zobaczył przyczepione do pasa swojego wroga dwie sztuki broni palnej wraz z dodatkowymi magazynkami, przy czym nie miał najmniejszej wątpliwości co do tego, iż to nie jedyny arsenał znajdujący się w zanadrzu osoby stojącej naprzeciwko niego. W końcu zwrócił uwagę na kolor tęczówek, nienaturalnie ciemnych, z omal nieodróżniającą się źrenicą. Pałały one dziwną żądzą zemsty oraz czegoś na kształt złości z tego, że ktoś w dokonaniu owego odwetu przeszkodził.
- Facet, spierdalaj mi stąd. Mam robotę, a wieczorem chcę obejrzeć sobie jeszcze jakiś film, tak więc bądź tak miły i pozwól mi dokończyć robotę. A właśnie, zakupy jeszcze muszę zrobić.
Walker nie wiedział, co zaskoczyło go bardziej. To, że napastnik się w ogóle odezwał, fakt, iż jego głos był podejrzanie zmiękczony przez maskę czy też to, że ten zaczął go obrażać. Nikt nie ma bowiem prawa zwracać się w taki sposób do Alex'a, nawet sama przywódczyni.
- Spierdalaj se sam, rzeźniku od siedmiu boleści. Ja też chcę sobie obejrzeć wieczorem swój ulubiony serial, a i zakupy to nie jest zły pomysł. Poza tym, mam jeszcze parę innych spraw na głowie. Tak więc widzisz, skoro oboje mamy tyle pracy, może bez zbędnych ceregieli pozwolisz mi skopać sobie dupsko, po czym nie piśniesz słówka, kiedy będę je wrzucać do aresztu. Co powiesz na taki układ, ty niedorozwoju ludzkiego pochodzenia? - Odpowiedział.
Zamiast słów czarnowłosy zauważył wzmacniający się wokół rękojeści broni uchwyt dłoni, nieco dziwnie wyglądającej w rękawicach będącymi częściami jakiegoś uniformu roboczego, w niektórych miejscach poprzecieranego lub zabrudzonego. Nie można było rozpoznać, do jakiej profesji byłby odpowiedni, ale to już mniejsza z tym. Aktualnie chłopak nie zwracał na to uwagi, poświęcając ją nagłym ruchom ze strony swojego przeciwnika. Ten bowiem ponowił zamach, za swój cel obierając osobę za plecami Walkera. On jednak powtórzył wcześniejszą czynność, przy okazji odpychając wroga kilka metrów dalej z głupim i nieodpowiednim do sytuacji kpiarskim uśmieszkiem, mówiąc:
- Jak chcesz się do niej dostać, to tylko i wyłącznie po moim trupie, a to się zbyt szybko nie zdarzy, przykro mi. Tak więc masz do wyboru: albo zabrać siedzenie gdzie pieprz rośnie, albo porozmawiać sobie ze mną inaczej. Twoja decyzja, czas ograniczony. Tik -tak.
- Nie będę się zniżać do twojego poziomu. Poza tym, jeszcze twoja śliczna buźka ucierpi i czym będziesz wyrywał panienki? Teksty dużo ci nie dadzą, a osobowość masz paskudną.
Odpowiedź nadeszła niemal natychmiast, a w połowie drugiego zdania czarnowłosy omal nie wybuchnął śmiechem. Kto bowiem inny podejrzewałby go o taką pustotę jak zupełnie obcy człowiek, który za cel życia obrał sobie śmierć przywódczyni? Nie trzeba także mówić, iż to stwierdzenie niemało rozbawiło chłopaka... No bo jak to? Jego charakter paskudny? Przecież te dwa wyrazy nie mają prawa istnieć w jednym, twierdzącym oraz spójnym zdaniu.
- By być na równo z moim poziomem, musiałbyś się nieźle napracować, bowiem to właśnie ty nie dorastasz mi nawet do pięt. Co się tyczy natomiast mojej buźki, zawsze możesz mi przecież pożyczyć swoją maskę, prawda? Da mi ona +300 do zajebistości, a panienki nie będą w stanie oderwać ode mnie wzroku. - słysząc pełne irytacji westchnienie gościa w masce, na jego twarzy ponownie zagościł szyderczy uśmiech - A tak poza tym, nieco nie fair za przeciwnika wybierać osoby bezbronne czy też słabsze. Zmierz się ze mną, wtedy masz szanse na przegraną. I to dużą. Chyba, że się boisz.
Na reakcję nie trzeba było długo czekać. We wtórze dziwnie wysokiego okrzyku bojowego, marna kopia Deadshot'a ruszyła w stronę chłopaka. Ten poczekał kilka sekund, aby w odpowiednim momencie wykonać szybki oraz zwinny unik, jednocześnie fundując napastnikowi mocne uderzenie w lewy bok, wykorzystując do tego rękojeść trzymanego przez siebie ostrza. Zdenerwowany przeciwnik ponowił próbę, nie raz i nie dwa starając się przepchnąć obok Walkera, torując sobie w ten sposób drogę do przywódczyni. Alex jednak zdecydowanie zadbał o to, aby Katelyn bliżej było do zostania multimilonerką niż trupem. Ów wymiana ciosami trwała kilka minut, w ciągu których wróg klanu ludzi zdążył się porządnie zmęczyć, o czym świadczył urywany oraz ciężki oddech. Natomiast przedstawiciel całej trójki jak gdyby nigdy nic przyglądał się temu wszystkiemu z kpiarskim uśmiechem, obracając w dłoniach oba noże. Nim zdążył jednak ponownie rzucić jakiś kąśliwy komentarz, przeciwnik ponowił atak, tym razem trafiając go w szczękę z wykopu. Zszokowany, obrócił się o 90°, wzrokiem natrafiając na przytulone do siebie i oglądające wszystko z otwartymi buziami dziewczyny.
- Co wy tu jeszcze robicie, do diabła? Senill, zabierz stąd Katelyn. Już. I bez dyskusji.
Mimo iż nie krzyczał, jego głosowi daleko było do delikatności. Jednym z powodów był szybko rozchodzący się po szczęce ból, który aktualnie rozcierał swoją lewą dłonią, trzymając ostrze między palcami. Zerknął wrogim spojrzeniem na swojego wroga, w którego oczach nie dało się nie zauważyć zadowolenia.
- Nie patrz mnie wkurwiać. Nie mam nastroju do żartów, a uwierz - lepiej mnie nie denerwować.
Ten w odpowiedzi zaśmiał się głośno, próbując przy okazji ponowić swój ruch. Teraz jednak został on zablokowany przez dłoń Walkera, który nie pozwolił znów wrócić kończynie na ziemię. Od napastnika dało się wyczuć z wolna ogarniającą go panikę na widok uwięzionej między palcami chłopaka łydki, której zdecydowanie nie miał w planach puścić.
- Czy do twojego debilnego mózgu nie dociera to proste zdanie "Nie patrz mnie wkurwiać"? - rzucił czarnowłosy, powoli podnosząc wzrok na osobę stojącą naprzeciwko niego - Tak więc wytłumaczę ci je nieco inaczej.
W tamtym momencie Alex zapomniał o wszystkim dookoła. W głowie znów pojawiły się te wszystkie nauki, którymi tak truł go ojciec od najmłodszych lat. Teraz miały one swoje ujście i zastosowanie w tej właśnie potyczce, w której po przekręceniu nogi przeciwnik upadł twarzą do ziemi, przy okazji ponownie wydając podejrzanie wysoki okrzyk bólu. Czarnowłosy nie zwracał jednak na to uwagi, wykonując zamach oraz przewracając leżącego na plecy, by następnie usiąść na nim okrakiem tylko i wyłącznie po to, by zacisnąć dłonie na jego szyi. W świadomości zapaliła mu się czerwona lampka, lecz w tamtym momencie był zbyt zaabsorbowany potrząsaniem wijącym się pod spodem ciałem byłego śmieszka, z którego gardła wydobywały się teraz podejrzane odgłosy bólu.
- A teraz powiedz, kto cię nasłał oraz dlaczego to robisz. I nie wciskaj mi kitu, że nie wiesz, o co chodzi, bo i tak ci nie uwierzę. Nie mam pięciu lat. - Powiedział, zmniejszając nieco uścisk, aby ten mógł odpowiedzieć.
Zamiast tego usłyszał jednak wiązankę przekleństw pod swoim adresem, szybko stłumioną przez odcięcie dopływu tlenu. Chwila wyczekiwania sprawiła, że przeciwnik w końcu poddał się, patrząc na Walkera nienawistnym spojrzeniem ciemnych oczu. To jednak nie ruszało jego "kata", który przez kilka następnych minut powtarzał ten sam praktycznie rozkaz, kończący się za każdym razem tak samo. Był tym tak zajęty, iż nie zauważył nadchodzącego z bocznej uliczki podobnego do tego leżącego pod nim przebierańca. Z jego obecności zdał sobie sprawę dopiero wtedy, gdy pod butami skradającej się osoby można było usłyszeć zgrzyt kamieni. W ostatniej chwili pochylił głowę, unikając spotkania swojej potylicy z łomem. Niestety, jego ruch spowodował zmniejszenie odległości między nim a jego ofiarą, czego ta nie śmiała przepuścić. Nie ma się więc czemu dziwić, że tak szybko jak chłopak uciekł przed narzędziem, tak szybko cofnął się w efekcie uderzenia w twarz. Spowodowało to, iż uścisk wokół szyi byłego napastnika zelżał, przez co wkrótce Alex klęczał na ziemi sam, palcami rozcierając nos.
- Teraz też będziesz taki mądry, panie zakuty łeb? - oschłe pytanie przecięło ciszę.
Czarnowłosy podniósł wzrok tylko i wyłącznie po to, by na wysokości swoich oczu zobaczyć ostrze jego własnego noża skierowane w stronę swojego właściciela. Trzymane było ono przez osobę chcącą pozbawić życia przywódczyni, za której plecami stał jej towarzysz, ubrany podobnie jak swój wspólnik w podniszczony strój roboczy. Ten jednak miał maskę coś a la Batman, jednak z jednym uchem krótszym niż drugie.
- Ja zawsze jestem mądry, bo ktoś przecież na tym popierdolonym świecie musi mieć jakieś pojęcie o paru rzeczach, nie będąc ograniczany przez mózg wielkości orzeszka. - zauważając drgające nerwowo mięśnie całej dwójki, uśmiechnął się do siebie w myślach i kontynuował, nie spuszczając wzroku ze swojego pierwszego przeciwnika - Ja widzę to tak. Twojego kumpla rozłożę w dwie sekundy, fundując mu ciosy przydatne w czasie samoobrony przy duszeniu od przodu. Ty natomiast będziesz próbować zranić mnie moim własnym nożem, który dla niekumatych w tych sprawach jest specjalnie wykonany dla osób leworęcznych, a z tego co widziałem i widzę, twoja prawa ręka jest z pewnością sprawniejsza. Będziemy unikać zranień przez kilka minut, w czasie których twój liczący gwiazdki na niebie wspólnik zdąży się pozbierać. Kiedy jednak zobaczy naszą dwójkę, w trosce o swoje męskie przyrodzenie ucieknie gdzie pieprz rośnie. Ty natomiast tak się na niego wkurzysz, iż nie zauważysz mojego ciosu, który nawiasem mówiąc będzie ostatni w tej potyczce. Jakieś pytania?
Odpowiedział mu jedynie gromki śmiech ze strony stojącej przed nim dwójki. Ten westchnął głęboko, a po wspomnieniu przez przyszłe trupy o jego pewności siebie, rzucił:
- A więc przekonajmy się o mojej nieomylności. Przecież i tak kłamię jak z nut, prawda?
Po odebraniu ostrza, kilku minutach przekleństw pod różnymi adresami oraz kilku płytkich ranach, biała klinga Meridies znalazła się na ozdobionej już siniakami skórze napastnika. Wszystko potoczyło się tak, jak powiedział o tym Walker. Jego ego już chyba bardziej napuchnąć nie może.
- Poznajmy może, kto kryje się za tą maską... Chyba że jesteś kimś w rodzaju Spider-Man'a, którego tożsamości nikt nie może poznać... A nie, przecież on ratował ludzi, a nie ich krzywdził... - przeciągał, prawą ręką próbując ściągnąć ów nakrycie z twarzy osoby przyciskanej do ściany.
Ta szarpała się, ale ze względu na skrępowane ręce (co na to poradzić, że się szarpała) oraz sztylet nie mogła nic poradzić na to, co chciał zrobić chłopak. Bez zbędnych ceregieli ściągnął kamuflaż z głowy przeciwnika, widząc...
- Jasny gwint... - tylko to było w stanie opuścić jego gardło, kiedy przyglądał się ciemnobrązowym, wręcz czekoladowym włosom swojego nemezis, który okazał się być... kobietą.
Oczy omal nie wypadły mu z orbit, a ogólne zaskoczenie na chwilę odebrało zdolność rejestrowania czegokolwiek. Zostało to wnet wykorzystane, przez co kilka sekund później czarnowłosy stał sam z wciąż uniesionym ku górze ostrzem. Z tego transu wyrwał go dopiero spanikowany głos Senill, która wypadła z najbliższego zaułku z zapytaniem, gdzie jest wróg i czy nic mu się nie stało. Ten, po rozejrzeniu się dookoła siebie, oparł się plecami o ścianę, po czym rzucił:
- Chyba się zakochałem.

- - -

<Senill? Słoiczki nie pomogły, ale czekolada tak ^^ A tak nawiasem mówiąc, powodzenia xd Alex >:3 >

poniedziałek, 29 maja 2017

Od Katelyn c.d Alex

 Kat nie była zadowolona, ale nie czuła się winna. Przecież to wina... Tekliusza! To wszytko jego plan, ten niezwykle piękny kot jest do tego naprawdę inteligentny.
Dziewczyna odwróciła się i zaczęła powoli odchodzić mówiąc coś przy tym do swojej kotki. Była wręcz oburzona zachowaniem Alex'a. Dalej była zdania, że to nie jest jej wina, ale każdy zna prawdę. Na początku dziewczyna chciała wzbudzić poczucie winy u chłopaka, jak to zawsze robiła, ale niestety tym razem jej plan nie powiódł się tak dobrze. Odetchnęła, odwróciła się i spojrzała na psa. Alex zaśmiał się pod nosem, chociaż dziewczyna dalej nie wiedziała o co mu chodzi. Wyglądała na zdenerwowaną i właśnie tak było. Tekliusz miauknęła i zaczęła wbijać się pazurami w rękę Kat.
 - Tekliusz! - zawołała dziewczyna. Nie był to niewiadomo jak głośny krzyk, aczkolwiek Alex z pewnością to usłyszał. - Zostaw mnie, ty zły kocie.
 Chłopak zaśmiał się. Tym razem głośniej niż ostatnio i spojrzał na niezadowoloną dziewczynę oraz jej przestraszonego kota.
 - I co? Twój Tekliusz nie jest takim "kochanym kotkiem", nieprawdaż? - ponownie zaśmiał się. Tym razem z takim złośliwym spojrzeniem, które bardzo zdenerwowało dziewczynę.
 - Zazdrościsz mi takiego kota? - zapytała, ale nie była zadowolona ze swojej wypowiedzi. Tekliusz był przecież idealnym kotem...
 Pomyślała sobie, że przecież Alex nie jest tak super żeby nawet patrzeć na tego małego kota.
 W pewnej chwili kotka przywódczyni wyrwała jej się z rąk i ruszyła przed siebie, a za nią pies Alex'a. Bez namysłu dziewczyna ruszyła biegiem za swoim ukochanym Tekliuszem. Biedny kot... Chociaż znając go, wejdzie na drzewo, a tam pies go nie złapie. Kat nie odwracała się, ale była wręcz pewna, że Alex nie ruszy się z miejsca.

---

<Kruszynko? Tekliusz towarzyszyła mi przy pisaniu tego opowiadania ♥>

Od Katelyn c.d Evelyn

 Kat przyglądała się towarzyszowi Ev z zaskoczeniem w oczach. Zainteresowanie również towarzyszyło jej w chwili obecnej. Nigdy wcześniej nie widziała konia na żywo, a co dopiero rozmawiać z nim. Dalej zastanawiała się o co tu chodzi. Bez słowa powoli podeszła do konia i pogłaskała go po grzywie, co temu z kolei najwyraźniej się nie spodobało.
 - Przestań. - mruknął niezadowolony. Dziewczyna spojrzała na niego jeszcze bardziej zaskoczona. Czuła się bardzo dziwnie i dalej była myśli, że to tylko sen. Na pewno nie był to jeden z lepszych snów... - Nie widzisz, że jestem zajęty? - dodał po chwili.
 Dziewczyna spojrzała na Evelyn śmiejącą się pod nosem. Przywódczyni mruknęła coś pod nosem i skierowała się w stronę swojego domku. Nowo poznana dziewczyna najwyraźniej nie była chętna do pójścia za Kat. Natomiast przywódczyni miała mały plan.
 - Nie idziesz? - zapytała z uśmiechem na twarzy. - Teraz pokażę ci mój dom! - zawołała i ruszyła biegiem do swojego dość dużego mieszkania.
 Evelyn ciężko odetchnęła i pobiegła za przywódczynią krzycząc coś do konia.
***
 - Chciałabym ci przedstawić najlepszą, najważniejszą, najwspanialszą i w ogóle naj osobę... - ciągnęła Katuś.
 Otworzyła drzwi przed nową znajomą i obie ujrzały... Tekliusza!
 - Oto Tekliusz! - zawołała. - Jest taki piękny...
 Evelyn nie była zachwycona. Wyglądała jakby zaraz miała powiedzieć "mam dość, wychodzę". Smutne trochę. Tylko jedna osoba mogła tak bardzo zachwycić się widokiem małego kotka, który, trzeba przyznać, nie był tak wyjątkowo piękny jak inne rasowe koty.

---

<Evelyn? ^^ Nie wyszło tak źle, słoiczki Seni chyba jednak pomogły^^>

poniedziałek, 22 maja 2017

Od Senill cd. Alex


Przeszedł mnie dreszcz mający w sobie zarówno strach jak i odrazę. Minęła minuta czy dwie, nim opanowałam panikę. Wzięłam głębszy oddech i powoli odwróciłam się w stronę tego makabrycznego widoku. Patrząc na to istne miejsce grozy, jakaś myśl mi się nasuwała. Wiedziałam, o co tu chodzi. Wiedziałam, dlaczego to się stało. Jednak nadal nie mogłam skojarzyć, o co tu chodzi... Gdy nagle mnie olśniło. I jednocześnie zemdliło ze zdwojoną siłą.
-Zagłada... Kotów... - wydusiłam bardzo cichym szeptem ze zduszonego gardła. Byłam prawie pewna, że stojący obok chłopak tego nie usłyszał, jednak ten zaskoczył mnie swoim dobrym słuchem.
-Na to wygląda. - dodał obojętnie, jak gdyby w ogóle nie robiło to na nim wrażenia. Choć takie było silne wrażenie, wiedziałam, że nie jest mu to całkiem obojętne. Z jego oczu wyczytałam, że jest odrobinę zaskoczony. Emanowała również od niego ogromna ciekawość oraz odrobina, ledwo wyczuwalna nutka strachu. Chciałam jeszcze raz zapytać chłopaka, czy nie moglibyśmy wrócić poprostu wrócić do domów, jednak doskonale wiedziałam, że on się nie zgodzi. Zbyt go to zaciekawiło. Postanowiłam więc skorzystać ze swoich umiejętności nabytych w dzieciństwie. Z ogromnym trudem opanowywując mdłości zbliżyłam się do jednego kociego truchła leżącego w krwi. Z jeszcze większą odrazą stwierdziłam, że omało co nie nadepnęłam na jego leżącą nieopodal łapę. Powstrzymując panikę przyklękłam przy szczątkach ciała. Przez cały ten czas Alex przyglądał mi się z ciekawością. "Zastanawia się pewnie ile jeszcze wytrzymam bez wymiotowania" - stwierdziłam i ironicznie uśmiechnęłam się w duchu zastanawiając się jak żałośnie muszę wyglądać.
-Blee - wydałam z siebie krótki, cichy oddźwięk obrzydzenia, jakie się we mnie znajdowało w danym momencie. Zamoczyłam dwa palce prawej ręki w krwi i powąchałam ją, po czym szybko wytarłam krew o trawę. Czułam ogromne mdłości. Chłopak musiał zauważyć, że zaraz mogę stracić przytomność, bo złapał mnie za ramię i odciągnął od kałuży.
-Są świeże... Mają najwyżej kilkanaście godzin... - powiedziałam cicho.
-Skąd to wiesz? - zapytał czarnowłosy z lekką niepewnością, jednak widząc mój stan, zrozumiał, że wytłumaczę mu to kiedy indziej. Sam podszedł do zwłok i zrobił to samo co ja, by mieć pewność, że się nie mylę. Ja w tym czasie otrząsnęłam się trochę. Gdy wrócił do miejsca, w którym parę metrów od kałuży siedziałam na trawie.
-Miałaś rację. - powiedział kiwając głową. W tym momencie dotarł do mnie fakt, który spowodował, że mdłości wróciły. Skoro zbrodni dokonano najwyżej kilkanaście godzin wcześniej, ten ktoś, lub, co gorsza, coś, mogło nadal się tu kryć. Jednak odpędziłam te myśli. -Musimy powiadomić o tym Katelyn. - chłopak skinął głową - złożymy jej nocną wizytę - uśmiechnął się łobuzersko, jednak był to słaby uśmiech, ponieważ pewnie nie w aż takim stopniu jak ja, ale odrobinę się tym niepokoił.

***
Gdy doszliśmy do domu Kat, przez okno widać było jeszcze słabe światło. Byłam ciekawa, co też może ona robić o tej porze. Alex głośno zapukał w drzwi. Po chwili w drzwiach stanęła przywódczyni klanu ubrana w piżamę.
-O co chodzi? Co was do mnie sprowadza o tak późnej porze? - zapytała i ziewnęła przeciągle. Pokrótce opowiedzieliśmy jej o naszym odkryciu. W zamyśleniu Katelyn szybko ubrała się, wzięła kilka niezbędnych rzeczy i ruszyliśmy w zaułek. Gdy tam doszliśmy stanęłam nieco z tyłu, ponieważ nie miałam ochoty na kolejną falę mdłości. Alex i Katelyn rozmawiali właśnie o tym, co widzą. Ja, nie wiedząc, co mogłabym zrobić, postanowiłam przybrać formę wilka i powęszyć dookoła. Wykonałam rękami znak ying-yang. Otoczyła mnie wodna mgiełka i po chwili stałam już na czterech łapach. Pociągnełam nosem. Krew. Krew krew krew. Wszędzie ten okropny zapach krwi. Ruszyłam w stronę dziwnie układającej się kępy trawy i wsadziłam w nią nos. Moim oczom ukazała się zakrwawiona siekiera. "Niedobrze. Najpewniej to narzędzie zbrodni." - pomyślałam, po czym krzyknęłam do Katelyn i Alex'a, by tu przyszli. Powęszyłam jeszcze trochę dookoła, ale nic prócz zapleśniałej kanapki nie znalazłam.
Mimo zapału Alex'a do dalszych poszukiwań, Katelyn zdołała go przekonać, abyśmy kontynuowali poszukiwania jutro. Wróciliśmy więc do swoich domów. Przez długi czas bałam się zasnąć. Kilkakrotnie sprawdziłam, czy wszystkie drzwi i okna są dobrze zamknięte. Zasunęłam też wszystkie rolety. Normalnie tego nie robiłam, ale dziś nie czułam się bezpiecznie. Po kilku godzinach leżeniu w łóżku i myśleniu nad tym, co się przydażyło tej nocy, w końcu udało mi się zasnąć.
Na następny dzień kontynuowaliśmy poszukiwania, jednak znów spełzły na niczym. Przeszukiwaliśmy również tereny dookoła miejsca zdarzenia, ale i tak nic to nie dało. Wieczorem usiedliśmy na trawie w miejscu, gdzie to się wszystko zaczęło. Zaułek pogrążał się w ciszy i mroku. Alex i Katelyn znów wdali się w rozmowę, a ja rozglądałam się dookoła myśląc nad tym wszystkim. Gdy w pewnym momencie mój mózg coś zarejestrował. Powoli przeczesałam wzrokiem jeszcze raz ten sam obszar, który ostatnio. I jeszcze jeden raz. I w końcu dostrzegłam to, co mi nie pasowało. Ujrzałam parę oczu. Dużych, ciemnych niczym bezchmurna noc, głębokich. Były to oczy przerażające. Udawałam, że ich nie zauważyłam, by to coś nie mogło się dowiedzieć, że odkryłam jego pozycję. Z każdą steną sekundy napawało mnie to coraz większym lękiem, ponieważ udało mi się też doatrzec refleks odbitego księżycowego światła od... Siekiery.
-Alex... - szturchnęłam chłopaka szepcząc cicho - dyskretnie spójrz na drugą... - ucichłam, a chłopak udał, że odwraca się w moją stronę. Tak naprawdę próbował zarejestrować to, co zarejestrowały moje oczy. Odwrócił się znów do Katelyn, by i ją o tym poinformować. Jednak nie starczyło mu na to czasu, bo w tym samym momencie...

---

<Wybacz Alex, że tak długo nie było tego opka. Zuy komputer i te sprawy... Ale w końcu jest. A teraz zostawiam cię tu z tym, abyś wymyślała, co dalej.> Seni >:3>

czwartek, 18 maja 2017

Od Toluena c.d Yvris

Telo spojrzał na bibliotekarza z niejakim zaskoczeniem, które jednak niemal od razu zostało zastąpione przez pełen samozadowolenia uśmiech. Po tym, w jak chłodny i pełen irytacji sposób Yvris zwykle się do niego odnosił, kompletnie nie spodziewał się, że wyciągnięcie go gdziekolwiek będzie aż tak łatwe - szczególnie w dzień roboczy, w godzinach, w których biblioteka powinna jeszcze pracować.
- Cieszę się bardzo, że jednak się zdecydowałeś - stwierdził, starając się, by jego ton głosu mimo wszystko zbyt mocno nie zdradzał, jak bardzo się cieszy. Szczególnie że drugi mężczyzna nie wydawał się jakoś wyjątkowo zachwycony wizją wypadu, który właśnie sam zaproponował, a Telo naprawdę bardzo nie chciał, by postanowił jednak zmienić zdanie. Koniec końców nie wiedział przecież, kiedy - i czy w ogóle - nadarzy się kolejna taka okazja.
Jeszcze trochę minęło, zanim Yvris upewnił się, że między regałami nie pałęta się jakiś zbłąkany czytelnik, zamknął bibliotekę i trzy razy sprawdził, czy na pewno jest dobrze zabezpieczona przed wszelkimi książkokradami. Młodszy mężczyzna czekał w milczeniu, niekoniecznie cierpliwie, usadowiwszy się po turecku na niskim murku oddzielającym trawnik od wąskiego, pofałdowanego miejscami przez korzenie rosnącego nieopodal dębu chodnika. Zaczął bawić się zerwanym źdźbłem trawy, próbując przypomnieć sobie, jak się na nim grało.
Uśmiechnął się do bibliotekarza, gdy ten w końcu wrócił, i wstał, odruchowo chowając trzymaną w ręce trawę do kieszeni.
- Gotowy? - zagadnął wesoło. - Jestem pewien, że spodoba ci się nowy wystrój Italiany. Od razu przyszedłeś mi na myśl, gdy go zobaczyłem.

---

<Wcale nie znam dobrze właściciela, który wcale nie da nam najlepszego stolika.>

sobota, 13 maja 2017

Żegnamy się!


Tak jak obiecałam, czas wpisywania się na listę obecności upłynął.
I tak, wiem że wciąż jestem leniwą pizzą, bo post ten miał być opublikowany 11.05 a nie dopiero dzisiaj, jednak wykazałam dobroć serca i oczekiwałam na odpowiedź jednej z osóbek na How. Niestety, nie otrzymałam żadnej wiadomości, co nie ukrywam mnie trochę podnerwiło, ale dobra. Nie to nie, nie będę się narzucać i skakać dookoła tylko po to, by ta osoba została na blogu.
Wracając do rzeczy, większość z członków bloga zadeklarowała się pozostać, co niezmiernie mnie cieszy.
Niektórzy natomiast albo nie wpisali się na listę, albo otwarcie powiedzieli, że odchodzą. Jak wspominałam, nie mam i nie będę mieć im tego za złe. Tym drugim jestem jednak wdzięczna za szczerość, tak rzadką w ostatnich czasach.
Przechodząc do rzeczy. Poniżej znajdzie się lista osób wciąż wykazujących chęć przynależności do bloga:

Alex
Bergen
Dessin
Evelyn
Finn
Katelyn
Senill
Silver
Toluen
Tsugi
Yvris

Jak widać, jest ona dość skromna w porównaniu do jej wcześniejszej wersji wraz z innymi. Niestety, nie każdy mógł sobie pozwolić na pozostanie z nami ze względu na powody prywatne bądź inne, których nie wypada wymieniać. Nie ma co ukrywać jednak, że niektórzy po prostu olali bloga i ludzi tu piszących. Nie będę wymieniać ich z imion oraz nazwisk, bo tak tylko w sądzie, ale pragnę zaznaczyć, iż takowe osoby są. Sądzę jednak, że wkrótce sami zdacie sobie sprawę z tego, kto był kim. Aby więc dłużej nie przeciągać, oto lista imion, które wkrótce dołączą do etykiet na dole strony z nazwą "Odchodzą...":

Aiden
Alix
Avafo
Cerisane
Obi
Mimma
Nerai
Shiryu

Myślę, że taka lista obecności to dość dobry pomysł. Dlatego będzie ona regularnie przeprowadzana w wiadomym tylko i wyłącznie dla mnie terminie. Nie pytajcie się ani Katelyn, ani Perci, bowiem one też nie znają dnia ani godziny.
Radzę nie sugerować się także jakimś systemem typu "co miesiąc" albo "każdego 20 dnia parzystego miesiąca". Lista będzie wtedy, kiedy najdzie mnie taka ochota.
Jak na razie to tyle ode mnie, dzięki za dobrnięcie do końca tego jakże długiego posta. 

PS. Korzystając z tego, że jest to post informacyjny, a nie chcąc zaśmiecać bloga niepotrzebnymi krótkimi wiadomościami, pragnę w imieniu adminów prosić wszystkich o cień aktywności w pisaniu opowiadań. 

Dziękuję za uwagę. 

Alex >:3

środa, 10 maja 2017

Alex odchodzi! To koniec...


Joke. Nadałam taki tytuł, aby przyciągnąć twoją uwagę do tego posta. Podejrzewam bowiem, że większość członków bloga nie czyta postów informacyjnych dodawanych przez administrację. A skoro doczytałeś/aś już do tego momentu, co ci szkodzi doczytać do końca?
Dobra, nie ma co przeciągać. Chyba każdy widzi, że tutaj, na TWoF, strasznie przycicichło. Czasami zdarza mi się spotkać Evelyn czy też Seni na chacie, ale przeważnie przychodzę z opóźnieniem. Nie chodzi mi jednak o to, żeby nagle każdy z was siedział na blogu tak długo, dopóki nie pojawi się też inna osoba. Chodzi mi bardziej o to, iż bardzo prawdopodobny jest fakt, że nikt tutaj nie zagląda. Strasznie mnie to smuci oraz poniekąd denerwuje, ale nie piszę tego posta po to, by wyżalić się wam z moich zachowań. Post ten ma za zadanie sprawdzić, kto jeszcze interesuje się tym blogiem. Pozwolę więc sobie skopiować pomysł naszej Tyks (błagam, wybacz mi tą jakże jawną kradzież pomysłu, ale nic innego mający podobny skutek nie przychodzi mi do głowy), tworząc pod tym postem listę obecności.

Każdy, kto nadal chce należeć do bloga, wpisuje się pod tym postem w komentarzach w taki sposób:
/imię postaci\

Osoby, które nie wpiszą się w komentarzach do 10.05 br. imienia swojej postaci, zostaną uznane za niezainteresowane blogiem i usunięte z niego.

Jeżeli natomiast chcesz odejść, wpisz się tak:
×imię postaci×
Nikt (przynajmniej ja) nie będzie mieć ci tego za złe, a twoja postać zostanie wtedy dołączona do listy opublikowanej 11.05

Aha, zapomniałabym. Pewne osoby, ktorych imiona wkrótce wymienię, muszą napisać jakieś opowiadanie do 07.05 br. Inaczej nawet lista obecności nie będzie mnie interesować. Oto lista imion:
Aiden
Alix
Avafo
Cerisane
Obi
Shiryu
Nerai

W sumie, nikomu nie zaszkodzi, gdyby inni członkowie też coś napisali. 

Co się tyczy Toluena, ze względu na jego nieobecność TYLKO I WYŁĄCZNIE DLA NIEGO czas na wpisywanie się na listę zostanie wydłużony do 30 maja.

Nie interesują mnie zapewnienia w wiadomościach prywatnych ani na chacie. Akceptuję tylko komentarze pod tym postem.

Czekam na waszą reakcję. 
Tik - tak

Alex >:3