czwartek, 26 stycznia 2017

Od Yvris'a c.d Katelyn

Niedzielne przedpołudnia od zawsze stanowiły dla Yvrisa przykry obowiązek, jeden z tych, na samą myśl o których zbiera ci się na lekkie mdłości, ale i tak wiesz świetnie, że nawet gdybyś wychodził z siebie, to i tak nie byłbyś w stanie nic na ich istnienie poradzić. Niedzielne przedpołudnia były dla niego tym, co każdy człowiek musi przełknąć z gorzką miną i bez słowa sprzeciwu. Niedzielne przedpołudnia były samotne i boleśnie oddalone od kojącej ciszy i spokoju biblioteki, zamkniętej na weekend na cztery spusty.
W niedzielne przedpołudnia Yvris przeważnie najzwyczajniej w świecie nie potrafił już wysiedzieć w swoim niewielkim domku pod laskiem, tak malowniczo przecież położonym, ale niebędącym znajomymi regałami, kurzem i unoszącym się w powietrzu zapachem starych książek. Był podobny, to fakt. W niektórych aspektach nawet bardzo. Ale wciąż nie potrafił zastąpić mężczyźnie jego miejsca pracy, chyba już bardziej nadającego się na jego dom niż rzeczywisty dom sam w sobie.
To było ciepłe przedpołudnie. Na tyle ciepłe, że nawet wiecznie marznący Yvris nie był zmuszony do założenia kurtki, gdy wychodził z domu na krótki spacer. Nie zamierzał włóczyć się po mieście, wśród tłumiku młodzieży, która zapewne zdązyła wylec już na zewnątrz, tak jak on korzystając z przyjemnej pogody. Zamiast tego zdecydował się przysiąść na ławce opodal niewysokiego drzewa wiśniowego, pokrytego gubiącymi już z wolna płatki kwiatami, i wcisnąć nos w dobrą książkę. Nawet dziewczęciu, które wkrótce później pojawiło się pod wiśnią, nie udało się na dobre oderwać go od lektury - ot tylko, rzucił jej parę niespecjalnie zaciekawionych spojrzeń znad swojego starego, zmaltretowanego przez setki czytań wydania Lotu nad kukułczym gniazdem.
Rozważał przez chwilę podejście i zaoferowanie pomocy, gdy w drodze powrotnej zdarzyło jej się upaść, ale myśl ta szybko opuściła go z własnej inicjatywy. Nie był opiekunką do dzieci, by podnosić ją z ziemi, ani nauczycielem, by uczyć ją jak chodzić. Mruknął jedynie pod nosem coś o nieuważności dzisiejszej młodzieży, czując się przy tym jedynie odrobinkę staro.

<Katelyn?>

wtorek, 24 stycznia 2017

Do wszystkich

Pamiętam te stare czasy... 
Jak było tyle ludzi na chacie... Ach... 
Nowe osoby będą dołączać, a Ci, którzy są na blogu teraz nie piszą. Miałam zamiar dodać furry oraz psy, ale to może kiedyś tam. Ech... Nigdy jeszcze nie widziałam bloga z kotami, wilkami, ludźmi, psami, zmiennokształtnymi i furry razem! 
Kochani, ten wpis jest dla Yvris'a i Avafo. Tylko wy nie napisaliście pierwszego opka, a wasz czas na napisanie upłynął. 
Avafo coś napisze, ale Yvris...? Nie odpisuje :')

I pod koniec tego miesiąca będzie konkurs kto najwięcej napisał opek ^^ Nagroda będzie wybrana przeze mnie. Ale to nie będzie byle jaka nagroda... Takie coś będzie co dwa miesiące ^^ A więc do pisania, bo nagroda czeka! 
Na razie ja mom najwięcej, huehue. Zgarnę nagrodę sama przy tej waszej aktywności...
~Katelyn ♥

niedziela, 22 stycznia 2017

Od Katelyn c.d Yvris, bo tak.

Katelyn siedziała przy stole wpatrując się w książkę leżąca na owym meblu. Westchnęła. Nie chciało jej się wstawać. Otworzyła niepewnie książkę na pierwszej stronie. Przejechała (?) ręką po stronie książki. Popatrzyła na swoją rękę i uderzyła głową o stół. Nie, o książkę. Wstała i podeszła do lodówki. Pewniej już ją otworzyła i wyciągnęła czekoladę. Podeszła do swego znienawidzonego lustra i delikatnie uderzyła je czekoladą. Uśmiechnęła się lekko. Dziewczyna podeszła wraz z czekoladą do drzwi i niepewnie otworzyła je. Wyszła z domu i zaczęła rozglądać się. Patrzyła na świat otaczający ją. Westchnęła ponownie. Włożyła czekoladę do kieszeni oraz usiadła pod pobliskim drzewem wiśni. Płatki zaczęły spadać z drzewa. Kat otworzyła czekoladę. Po chwili wstała. "Coś mi tu nie pasuje..." - pomyślała. To było dziwne. Czuła, że ktoś ją obserwuje. Zaczęła powoli kierować się w stronę domu. Kat potknęła się i upadła.
<Ktosiuuuu? Beznadziejne, wiem. Czekolada...? Albo nie. Wezmę do tego opka kogoś, kto jeszcze nie pisał, hihi. Emmm... Yvris? Huehue, Kat zua.>

środa, 18 stycznia 2017

Od Dessin c.d Silver

– Nie – odparła. – Nie teraz, nie jutro i prawdopodobnie nigdy. A teraz, jeśli pozwolisz, już sobie pójdę.
– Czegoś nie rozumiem – odezwał się basior, a Dessin odwróciła się w jego stronę. – Jesteśmy razem w stronnictwie wilków. Walczymy razem, jemy razem i pomagamy sobie nawzajem. Masz jakiś powód, dla którego mogłabyś mi nie ufać?
Wadera przystanęła na chwilę. No właśnie, ma jakiś powód? Słowa nieznajomego uderzyły w nią jak fala zimnej wody, która całkowicie oczyściła jej umysł. Miał rację w każdym wypowiedzianym słowie. Biała mruknęła z niezadowolenia, że nawet w głębi duszy musiała przyznać basiorowi rację.
– Dessin.
– Silver. – Skłonił się lekko i uśmiechnął do niej szelmowsko. Biała skrzywiła się.
– Nie pytałam.
Nowy znajomy zdawał się być lekko zbity z tropu. Spojrzał na nią pytająco i zmarszczył brwi.
– Masz coś do mnie? – fuknął. – Zachowujesz się, jakbym wyrządził ci jakąś krzywdę.
Dessin postanowiła przemilczeć to pytanie. Znowu nie wiedziała, co odpowiedzieć. Czym basior jej zawinił? Ha, prawdopodobnie tym, że zjawił się nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiedniej porze. Mógłby w ogóle się tutaj nie pojawiać.
– Jeśli masz mi coś do powiedzenia, mów. Mam nadzieję, że wyjawisz mi chociaż powód twojego zachowania.
– Mógłbyś się choć na chwilę przymknąć? Myślę – warknęła.
– Och, no to nie przeszkadzam – uśmiechnął się ironicznie. – Potrzebujesz spokoju? Wiem, wiem, przy hałasie trudno myśleć.
Dessin próbowała zachować spokój. Odetchnęła głęboko, jednak wiedziała, że to się na nic nie zda. Zawsze denerwowała się szybko. Zgromiła basiora wzrokiem licząc, że na tym się skończy, jednak jej ciało samo rwało się do tego, żeby zadać Silverowi cios. Najlepiej bardzo mocny. Najlepiej w pysk. Najlepiej taki, po którym się nie pozbiera. No i uderzyła.
<Silver?>

niedziela, 15 stycznia 2017

Od Silvera do Dessin

    Właśnie wstał nowy dzień. Silver otworzył oczy. Znajdował się w lesie, a ptaki zaczynały śpiewać. Basior machnął leniwie ogonem po trawie. Słońce właśnie szczytowało- była najgorętsza pora dnia. Świetnie, przynajmniej jest ciepło. Niedawno dołączył do stronnictwa wilków. Wszędzie widział pomykające futrzaki, ale jakoś nikt nie zagadnął go. Jakie chamstwo! Ktoś musi tu zaprowadzić porządek.-pomyślał Silv. Wiedział, że wilki jako jedyne nie mają przywódcy. Miały niedługo rozpocząć się wybory. Cóż, ten biały wilk na pewno zaprowadziłby porządek. Ale to zależy od innych.
    Postanowił nie rozmyślać nad tym i ruszył w drogę. Wpierw chciał zapolować, by nasycić się i potem nawiązać z kimś jakąś znajomość. Nos prowadził go po ledwo wyczuwalnym tropie, jednak z każdym krokiem czuł coraz wyraźniejszą woń zwierzęcia. W końcu zauważył stadko, któremu przewodniczył samiec jelenia z pięknym porożem- żaden wilk raczej nie chciałby mieć z nim do czynienia. Ale przecież nie jego chciał atakować. Wyszukał wzrokiem najsłabszą samicę- trzymała się na uboczu i wyglądała na osłabioną. Idealny obiad. Najpierw sprawdził kierunek wiatru- wiało na niego, więc ona go nie wyczuje. Dobrze. Teraz, czy podłoże nie ma żadnych przepaści ani większych wgłębień. Nie ma. Można przystąpić do ataku.
    Nagle jednak z drugiej strony wybiegła biała postać, która widocznie miała chrapkę na tego samego osobnika. Ponieważ jednak owy wilk stał źle ustawiony do wiatru, samica go wyczuła i pognała w kierunku Silvera. Ten nagle wybiegł z krzaków, zaskakując i wilka i sarnę. Skoczył na nią i wbił zęby w jej szyję. Pociekła krew, a ona straciła równowagę. Po chwili była już martwa.
-Ej! Zabrałeś mi ją!-basior odwrócił się. Wypowiedziała to ta wadera, która spłoszyła zwierzynę. Była biała, o silnej sylwetce, miała malutkie skrzydła i dziwny wzór ciągnący się od oka do szyi. W tej chwili oczy płonęły jej gniewem, a postawa sygnalizowała gotowość do ataku.
-Uspokój się. Teoretycznie to ty zabrałaś mi obiad. Od pewnego czasu czaiłem się w krzakach.-powiedział Silver.
-Pfff, dobre sobie. Pierwsza zaatakowałam. Jest moja!-odparowała wadera.
-Tak? Cóż, wydaje mi się, że to JA ją zabiłem, a ty jedynie spłoszyłaś stado.-Silv spojrzał na pustą już polanę.
-I co z tego? Oddawaj!- warknęła już naprawdę zdenerwowana. Normalnie Silver oddałby jej padlinę, gdyby nie to, że dziwnym trafem spodobało mu się denerwowanie nieznajomej. Postanowił zastosować inną taktykę. Przybrał ironiczny uśmieszek i spytał:
-A jak w ogóle masz na imię?
-Nic ci do tego.-burknęła.
-Cóż, jakbym znał twoje imię, przynajmniej wiedziałbym, komu oddaję jedzenie. A byle ktosiowi o okropnie żałosnej zdolności do polowania tak łatwo nie oddam.
-Ja? Żałośnie poluję? Nikt cię nie uczył, że nie ocenia się po pozorach?
-Coś o tym słyszałem. A co, myślisz, że trzeba cię poznać, by cię ocenić?  Spojrzałem raz i już wiem, z kim mam do czynienia.-to zdanie było przesycone ironią. Wadera nagle rzuciła się na niego. Przez chwil nie mógł oddychać. Zaraz jednak wyksztusił:
-Co...ty...robisz?! Nie masz... honoru?
-Widocznie nie mam. I ty raczej też nie, skoro masz czelność mnie obrażać.-uśmiechnęła się biała, ciesząc się z porażki rywala. Puściła go, a basior obrzucił ją spojrzeniem pełnym oburzenia.
-A teraz spadaj. Chcę w końcu coś zjeść.-rzekła wadera, patrząc na niego z wyższością. To źle zadzierać z tym, kto cię przed chwila pokonał. Nawet jeśli nieczysto.-pomyślał Silver i spytał:
-A może razem ją zjemy?
-W życiu. Zostajesz pokonany jak szczeniak i jeszcze chcesz żebrać? Spadaj bo zaraz naprawdę cię uduszę.
-Nie.
     Wadera zamilkła na chwilę, zdziwiona. Widocznie była przyzwyczajona, że po takim zdaniu wszyscy posłusznie odchodzą.
-Nie?-po chwili otrząsnęła się.-Ja ci dam "nie"! Zaraz wrócisz tam, skąd przyszedłeś z podkulonym ogonem!
-A co, chcesz walczyć?- spytał Silv z przekąsem.
-Ty chyba naprawdę jesteś głupi. Pokonałam cię a ty nadal chcesz próbować?
-Nie byłem przygotowany.
-W porządku.-rzekła i znów rzuciła się na niego. Ale on tym razem wiedział, co robić. Odskoczył do tyłu i pysk wadery natrafił na ziemię. Poczekał, aż wstanie. Zaraz jednak złapała go za nogę i powaliła. Basior już wiedział, że ona ma zbyt mocny charakter by bawić się w honorowego psiaka. Teraz walczył równie brutalnie jak ona.
    Po długiej wyrównanej walce obydwoje padali ze zmęczenia. Byli wytrzymali, więc walczyli do późnego wieczora. Martwa sarna już dawno była zimna. Puścili się i zaczęli dyszeć. Po chwili na oddech Silver ponowił swe pytanie:
-Zjemy ją razem?- ona bąknęła, że tak. Zaczęli pochłaniać zimne mięso z apetytem. Byli zmęczeni.
-Nieźle walczysz.-pochwalił ją po chwili Silver. Znów stał się honorowym psiakiem.
-A ty jak baba.-odparła z ironicznym uśmiechem.
-No, to już wiem, na czym stoję. Ile mi brakuje do faceta?-zaśmiał się Silver nad jedzeniem. Wadera zaczęła lustrować go wzrokiem, po czym rzekła:
-Co najmniej dwa razy tyle. I musisz mieć więcej masy.
-Dzięki. Czy teraz poznam twoje imię?-spytał Silver.

<Dess? Miało być krótkie a wyszło długie :P Na chwilę Silv cię zmiękczył, ale wyjaw mu imię i potem znów bądź wredna XD>

Przywódca wilków i aktywność

Na początku powiem, że macie pisać opka, bo bynde zua, muahahah.

A teraz na szybko napiszę kto się zapisał na przywódcę wilków.

Silver



I to tyle. Można zapisać wilka w komentarzu lub na hw.
Sory, że tak na szybko i bez kolorów, ale się spieszę.


No i na chacie prawie nikt oprócz mnie, Silvera i Avafo nie siedzi ;-;

Nowa postać!

"Sięgaj gwiazd- często są bliżej niż te wszystkie "bardzo realne" cele. 
https://pre07.deviantart.net/7661/th/pre/i/2016/111/8/e/imagine_the_possibilities_by_tiffashy-d9zbq4g.png
Autor zdjęcia: Tiffashy

Imię: Pełne imię basiora brzmi Silver Spirit Fire. Ale pomyślmy, czy ktoś mógłby wołać go tak długim imieniem? Przykładowo, jest wojna, leje się wiele krwi. Ktoś go woła, by mu pomógł. Ledwo dojdzie do trzeciego słowa i pada martwy. Dlatego wszyscy nazywają go Silver. Akceptuje większość ksywek, ale nie oszukujmy się. Zdołasz wymyślić mu jakąś niewymuszoną ksywkę poza Silv?
Płeć: Basior
Orientacja:Silver, związany silnie z naturą nie wyobraża sobie wilka o innej orientacji niż do płci przeciwnej. Tak, jest heteroseksualny.
Wiek: Nie jest już wyrostkiem, niedojrzałym i nieznający w ogóle świata. Silver w Grudniu skończył 6 lat.
Głos: Niski i melodyjny, z wyraźnie wyczuwalną nutką ironii. Silver uwielbia swój głos i chcąc nie chcąc gardzi stworzeniami o skrzeczących, piskliwych głosach. Lubi tony miękkie i niskie.
Rodzina: Silver zna tylko swoją matkę- czarną jak noc waderę o imieniu Grzmiąca Łapa (w jego rodzinnych stronach wilki nosiły imiona na podstawie ich charakteru, umiejętności czy żywiołu). Na pewno kiedyś była ona miłą, pogodną wilczycą, jednak nieszczęśliwa (i głupia, mawia Silver) miłość i pustynny skwar sprawił, że bardzo młoda Grzmiąca była już bardzo zmęczona życiem. Nic jej nie cieszyło, a syna nie była w stanie obdarzyć prawdziwą miłością. O tak, na pewno go kochała- ale zawsze przypominał on jej ojca małego Silvera, słynnego Pustelnika, którego jedynym celem była podróż przez żółty piasek, który nie przywiązywał się do nikogo i niczego, nie chciał towarzystwa. Czarna jednak zakochała się w nim, a wynik tej miłości to właśnie Silv. Zaraz po stosunku opuścił jednak waderę- odszedł w nocy, pozostawiając ją na pastwę losu i skwar pustyni. Załamana chciała wpierw wracać do rodzinnej watahy, zaraz jednak uznała, że i tak pustynia jest zbyt wielka, by mogła odnaleźć swoją rodzinę. Powiedziała sobie " wpakowałam się w to bagno, choć przestrzegali mnie od szczeniaka, że On jest dziwnym wilkiem, który nie jest w stanie się przywiązać. Cóż, miałam mieszkać na pustyni, to i na niej umrę- nie pożyję długo, a moi krewni i tak by mnie wyśmiali. A ja się nie dam. Wytrwam do końca.". Była honorowa i odważna, nigdy nie stchórzyła i dzielnie wychowywała syna. Potem jednak umarła, a Silver został sam- jego ojciec chcąc nie chcąc przekazał mu odporność na pustynną spiekotę. Pochował matkę w piasku i ruszył w podróż. Potem trafił na inne wilki i z nimi został- zwłaszcza z pewnego powodu...
Rasa: Wilk, to chyba jasne.
Żywioł:Wiadomym jest, że żywiołem Silvera jest ogień. Po części też może eter, ale tego nie jest pewny.
Moce: 
* Wiadomo, skoro jego żywioł to ogień jest go w stanie tworzyć. Gorące płomienie wydobywają się z jego łap, więc często przy użyciu mocy zdarza mu się podpalić trawę. 
* Tutaj używa trochę eteru- Może sprawić, że wokół niego lub innej żywej istoty latają kulki z ognia. I, choć to dość dziwne- mimo, że oświetlają drogę i wydzielają ciepło, są niebiesko- białe i nie da się nimi oparzyć. To raczej nie jest moc do walki, ale bardzo przydatna w terenie.
*Jego trzecią mocą jest tzw. samozapłon. Czyli jego sierść bez żadnego kontaktu z ogniem potrafi zapłonąć, a basiorowi nie sprawia to bólu oraz jego sierść się nie niszczy. Ale nie jest w stanie zapłonąć w zimnie- musi być ciepłe powietrze.
Charakter: Jaki jest Silver? Przede wszystkim bardzo bezpośredni- niczego się nie wstydzi, zawsze wali prosto z mostu, nie owija w bawełnę ani szmatki. Nigdy się nie waha i zazwyczaj najpierw ocenia szybko sytuację, potem robi i na końcu myśli. Z pewnością nie jest tchórzem, choć jego zdaniem wilk niczego się nie bojący to głupi wilk. Jest w stanie wskoczyć za tym, na kim mu zależy w ogień. Woli trzymać się z boku- nie dlatego, że jest samotnikiem, tylko dlatego, że skrywając się dowiaduje się więcej rzeczy i ma większe pole manewru. Jest optymistą i nie rozumie pesymistów, którzy trują sobie dupę zwykłymi przypuszczeniami. Co jak co, dla niego szklanka zawsze będzie pełna, nawet jeśli jest pusta (no bo jest pełna powietrza, prawda?) i będzie bronił swojego stanowiska do upadłego. Nie jest typem, który robi lub mówi coś "bo tak"- zazwyczaj ma sensowne wytłumaczenie swojego postępowania. W innym przypadku- ma mało sensowne wytłumaczenie swojego postępowania. Ma o sobie bardzo wysokie mniemanie, co niektórzy odbierają jako przejaw egoizmu trzeciego stopnia. Cóż, może Silv jest trochę egoistyczny, no ale trochę musi być, bo dałby się wykorzystywać. Dla przyjaciół i sojuszników jest w stanie zrobić prawie wszystko- od neutralnych ludków żąda swego rodzaju zapłaty. Posiada poczcie humoru, jednak jego żarty nie wszyscy rozumieją. Nie jest wstydliwy- ukrywa jedynie płacz, ale tylko ten "babski", bo łez, gdy ktoś umiera nie szczędzi. Ma bzika na punkcie honoru i nie ma zamiaru walczyć z kimś, kto nie rozumie podstawowych zasad dobrego smaku podczas walki. Taki trochę rycerz, prawda?
Aparycja: Silver na pierwszy rzut oka jest biały. I na drugi też. No cóż, jest biały- to jego pierwsza cecha. Gdy jednak stanie tam, gdzie nie dopadają go promienie słoneczne (co zdarza się naprawdę rzadko) widać, że jest sierść jest srebrzysta, a nie śnieżna, jak to wygląda w świetle dnia. Ma natomiast biały nos- tutaj już nie ma dyskusji. Kolor jego oczu ciężko zgadnąć, coś pomiędzy niebieskim a fioletem. Zresztą przysłaniają je granatowo-fioletowe pióra. Dokładnie takie miała mama, tylko w innym kolorze. Są bardzo przydatne- w chwili "męskiej słabości" przysłania nimi oczy. Na grzbiecie ma osadzone skrzydła, z takich samych piór jak te przy oczach. Ma silne, umięśnione ciało i łapy z atramentowymi pazurami. Posiada też nienaturalnie długi ogon pokryty bogato fioletowymi pręgami.
Umiejętności: 
~ Ma skrzydła, więc oczywiście potrafi latać. Ale nie, nie śmiga w powietrzu jak motorówka ani nie pływa w obłokach- mimo wszystko jego skrzydła są dość małe, a jego masa (mięśniowa, of cors) + żałośnie mała rozpiętość skrzydeł sprawia, że może on latać jedynie ok. 10 metrów nad ziemią.
~Jest bardzo wytrzymały. To jedna z cech pozostawionych przez ojca. Bo w końcu, jak on miałby siłę przechodzić przez te żółte wydmy?
~Druga cecha po ojcu- jest niesamowicie odporny na gorąco, wytrzyma bardzo wysokie temperatury- trzymanie go w podpalonej klatce na rozżarzonych węglach nie zrobi na niego żadnego wrażenia. Jest natomiast bardzo słaby, jeśli chodzi o chłód.
~Jest silnym basiorem, choć na pewno są jacyś silniejsi.
Zauroczenie: Kocha ją równie mocno jak nienawidzi.
Partner: Dessin- najukochańsza, najzacniejsza i najbardziej znienawidzona wilczyca Silvera.
Potomstwo: Brak- nie chce być taki jak Pustelnik i zrobić dzieci pierwszej lepszej.
Towarzysz: Nie ma. Mało który ptak czy koń przeżyłby te wysokie temperatury, jakie przeżywa Silver. Ewentualnie feniks, ale basior nie spotkał jeszcze żadnego.
Co lubi: 
  • Mięso. Ciężko mu przełknąć coś innego.
  • Ciepło- nie ma to jak przyjemnie się wygrzać na słońcu lub wytarzać w piasku.
  • Wbrew pozorom uwielbia kąpać się w wodzie i z chęcią potapla się w jeziorze. Warunek-  woda nie może być zimna.
  • Wkurzać Dessin (hehe)
  • Dyskutować z Dessin (To nie słaba wadera, potafi się uargumentować)
  • Tańczyć- oczywiście nie przy wszystkich, choć na imprezach (wilki mają jakieś imprezy?) wymiata.
  • Nawet lubi szczeniaki.
Czego nie lubi:
  • Kiedy Dessin go ignoruje.
  • Z pewnością nie lubi zielska- fuj.
  • Pustyni- przypomina mu cenę, jaką zapłaciła jego matka.
  • Latać- robi to w ostateczności.
  • Owijania w bawełnę.
Ciekawostki:
# Jest uczulony na taką jedną roślinę...Nie pamięta jednak, na jaką.
# Nie ma rodzeństwa- Grzmiąca Łapa była za słaba by urodzić więcej. Chyba poroniła jego braci i siostry.
# Nie czuje się za dobrze w towarzystwie kotów czy ludzi.
# Gdy słucha długich nakazów, rozkazów czy innych takich, ma ochotę zabić tego ważniaka, który psuje mu dzień.
# Stara się być miły dla wszystkich, którzy są mili dla niego- co nie znaczy, że od razu ich lubi.
# Gdy ktoś go obraża mówi: "Szkoda, że nie wiesz co JA o tobie myślę.". Wie, że myśli często są dużo gorsze od słów. 
# Bardzo cenił swoją matkę, mimo iż była głupia.
# Boi się wszelkich anormalnych rzeczy (oczywiście wiedząc, że żyje on w magicznym świecie), czyli demonów, istot ciemności etc.
Inne zdjęcia: Brak
Kierujący: cmagda93 [H] | Peruna [DG]